Ile wytrzymają kredytobiorcy

Ignacy MorawskiIgnacy Morawski
opublikowano: 2022-05-05 18:23

Wzrost stóp procentowych nie powinien prowadzić do masowych problemów z płynnością gospodarstw domowych czy firm, ale potrzebna jest lepsza strategia ograniczania inflacji niż tylko radykalne podwyżki kosztu pieniądza.

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

Stopy procentowe znów zostały w Polsce podniesione, a rosnące raty kredytów stają się coraz gorętszym tematem politycznym. Padają coraz bardziej dramatyczne ostrzeżenia. Bogusław Grabowski, były członek Rady Polityki Pieniężnej, mówił w wywiadzie dla Newsweeka, że czeka nas katastrofa, jeżeli stopy będą dalej ostro rosły. Paweł Kowal, poseł Platformy Obywatelskiej, twierdzi, że „kwestia wysokości rat to sprawa przetrwania klasy średniej w Polsce”. Oba głosy pochodzą z opozycji, więc można je zapisać na konto ostrego sporu politycznego. Rząd jednak też obawia się o społeczne i polityczne koszty rosnących rat i proponuje program wsparcia kredytobiorców.

Wielu ekonomistów ostrzega, że im bardziej będziemy pomagać kredytobiorcom, tym wyższe w końcu będą stopy procentowe.

Postanowiłem nieco uporządkować najważniejsze dane i zjawiska wokół tej dyskusji. Nie sądzę, byśmy byli dziś u progu katastrofy, a polska klasa średnia miała zniknąć. Trzeba jednak przyznać, że koszty podwyżek stóp w niektórych grupach społecznych stają się bardzo wysokie i trudne do utrzymania. Jednocześnie polityka makroekonomiczna rządu stwarza ryzyko, że stopy będą rosły jeszcze mocniej. Nie jesteśmy na bardzo bezpiecznej ścieżce.

Najpierw dane. W czwartek Rada Polityki Pieniężnej podniosła stopy procentowe o 0,75 pkt proc. i stopa referencyjna, od której zależy oprocentowanie większości kredytów, znalazła się na poziomie 5,25 proc. Rynek kontraktów terminowych wycenia, że dojdzie w tym roku do 7 proc.

Wzrost kosztów dla kredytobiorców jest rzeczywiście potężny. W skali całej gospodarki koszty płaconych odsetek wzrosną o ok. 3 proc. dochodów gospodarstw domowych, co nie miało wcześniej w Polsce miejsca od czasu rozwinięcia rynku kredytowego. Oczywiście średnia dla wszystkich niewiele mówi o konkretnych efektach wśród osób zadłużonych. Raty rosną o ok. 40-80 proc. w porównaniu do sytuacji sprzed roku, w zależności od tego, w którym momencie był zaciągnięty kredyt. Im później ktoś zaciągał kredyt, tym większy wzrost raty, ponieważ odsetki więcej ważą w kosztach obsługi zadłużenia.

Nie wydaje się, by już dziś mogło dochodzić do problemów z obsługą zadłużenia na dużą skalę. W Polsce w ostatnich latach bardzo wysoki był i jest nominalny wzrost wynagrodzeń, co sprawia, że wysokość rat w relacji do wysokości wynagrodzeń rośnie dużo mniej niż same stopy procentowe. Wysoki wzrost wynagrodzeń jest zresztą jedną z przyczyn wzrostu stóp procentowych – płace rosną szybciej niż wydajność pracy, co podbija inflację.

W przypadku firm jest podobnie. Z badań NBP w ramach tzw. Szybkiego Monitoringu wynika, że dopiero wzrost stóp do 9-11 proc. mógłby wpędzić większość firm w straty i doprowadzić do znaczącego ograniczenia działalności. Nie wydaje się, by dzisiejsze stopy mogły zdestabilizować przedsiębiorstwa, choć na pewno ograniczą działalność inwestycyjną.

Trzeba natomiast pamiętać o kilku zjawiskach, które pogarszają obraz kosztów kredytowych. Ludzie znacznie gorzej znoszą straty, niż cieszą się z zysków, co oznacza, że wzrost kosztów kredytowych wywoła prawdopodobnie ogromny skok niezadowolenia kredytobiorców. Z politycznego punktu widzenia to jest bomba. Co ważniejsze, w niektórych grupach społecznych wzrost kosztów kredytu może ograniczać płynność i gwałtownie pogarszać jakość życia. Dotyczy to szczególnie osób, które zaciągnęły kredyt w ostatnich 2-3 latach oraz tych, którzy nie doświadczyli wzrostu wynagrodzenia. Na to wszystko nakłada się ryzyko wzrostu stopy bezrobocia w najbliższych latach – ograniczanie inflacji i skutki wojny mogą sprawić, że sytuacja na rynku pracy się pogorszy.

Dlatego im wyżej będą rosły stopy procentowe, tym więcej będzie problemów społecznych. Najpierw będą miały punktowy charakter, ale w pewnym momencie mogą przerodzić się w poważniejszy problem. Zdaniem Bogusława Grabowskiego możemy znaleźć się w sytuacji, w której stopy procentowe wymagane do ograniczenia inflacji będą tak duże, że zachwiana zostanie stabilność banków. Sądzę, że do tego momentu jest jeszcze bardzo daleko, ale nie lekceważyłbym tego typu ostrzeżeń.

Dlatego bardzo ważne jest, by zadanie ograniczania inflacji wzięła na siebie nie tylko polityka pieniężna, ale również polityka fiskalna. Rząd nie powinien istotnie powiększać deficytu budżetowego w czasie tak wysokiej inflacji. Nie powinien radykalnie podnosić płacy minimalnej. Powinien szybko dogadać się z Unią Europejską w sprawie dostępności funduszy unijnych, a następnie finansować większą część publicznych inwestycji z funduszy UE zamiast finansowania krajowego. To wszystko jest bardzo trudne z politycznego punktu widzenia.