Immoeast idzie śladem Elektrimu

Katarzyna Sadowska, Kamil Zatoński
opublikowano: 19-01-2009, 00:00

Inwestorzy lecą jak ćmy do ognia. Akcje spółki, która stanęła na krawędzi bankructwa, biją rekordy popularności. I dają sporo zarobić.

W Warszawie narodził się nowy król spekulacji

Inwestorzy lecą jak ćmy do ognia. Akcje spółki, która stanęła na krawędzi bankructwa, biją rekordy popularności. I dają sporo zarobić.

W dwa miesiące kurs austriackiego dewelopera wzrósł o 340 proc., a pod względem wartości obrotów spółka doszlusowała do ścisłej czołówki giełdowego peletonu.

— Zainteresowanie akcjami Immomeastu wśród inwestorów zdecydowanie wzrosło. Pytań z ich strony o tę spółkę jest coraz więcej — informuje Tomasz Kaczmarek, doradca inwestycyjny DM BZ WBK.

— Kurs akcji bardzo mocno spadł i nawet spektakularne ostatnie wzrosty nie niwelują strat. Nie zmienia to faktu, że zachowanie kursu jest ostatnio bardzo widowiskowe. Obroty są dość wysokie, więc może to być nie tylko wynik gry inwestorów spekulacyjnych. Ciekawostką jest to, że obroty w Warszawie są wyższe niż w Wiedniu, który jest rynkiem macierzystym. To rzadka sytuacja — mówi Sebastian Buczek, zarządzający Quercus TFI.

— Po wielu miesiącach spadków inwestorzy często są stęsknieni za wzrostami i szukają tzw. tematów. Wówczas kurs rośnie nawet bez solidnych argumentów. Jeśli jest duża płynność, to pojawia się coraz więcej chętnych — dodaje zarządzający jednym z OFE.

Bankructwo niestraszne

Na giełdowych forach internetowych trwają ożywione dyskusje o spółce, choć więcej w nich emocji niż treści merytorycznych. Sama spółka nie publikowała zresztą ostatnio żadnych pozytywnych wieści. Wręcz przeciwnie — przedstawiła fatalne wyniki z ostatniego kwartału, a zarząd przyznał, że sprzedaż aktywów (miała pomóc w zabezpieczeniu płynności finansowej) idzie coraz trudniej. Zdecydowano również o wstrzymaniu realizacji niektórych projektów i przesunięciu w czasie rozpoczęcia budowy kilkudziesięciu kolejnych. Inwestorzy uznali jednak najwyraźniej, że widmo bankructwa na razie się oddaliło.

— Spółka pojawiała się ostatnio w rankingach firm o dużym potencjale wzrostu. Dostała też pozytywną rekomendację od analityków. Nowy prezes uchodzi za osobę od zadań specjalnych. Inwestorzy liczą, że nowe władze wyciągną spółkę z poważnych kłopotów, w których się znalazła. Te zmiany mogą ocieplić relacje z bankami i inwestorzy mogą grać pod rozwiązanie sytuacji. Nie jest to jednak takie pewne, bo banki oczekują sprzedaży aktywów i spłaty zobowiązań, a obecnie nie ma dobrych warunków do takich transakcji — mówi Sebastian Buczek.

Giełdowe deja vu

— Wzrosty kursu Immoeastu to typowa spekulacja, podparta plotkami o tym, że nawet jeśli spółka zbankrutuje, wartość majątku przypadająca na akcję będzie wynosić około 1 EUR. Przypomina się sytuacja z Elektrimem, gdzie też pojawiały się różne wyceny dotyczące wartości spółki w chwili jej upadłości — mówi Mirosław Saj.

— Analogie z królem spekulacji są, ale pamiętajmy, że wycena Elektrimu była dużo większym wyzwaniem, a sama spółka budziła zdecydowanie większe emocje — ocenia Tomasz Kaczmarek, doradca inwestycyjny DM BZ WBK.

Specjalista zgadza się jednak, że mechanizm jest ten sam: po bardzo dużym spadku notowań pojawia się impuls do odbicia, rosną obroty, do gry włączają się kolejni inwestorzy, a kurs dynamicznie rośnie. Od dołka z 13 listopada (0,88 zł), osiągniętego po opublikowaniu pamiętnej rekomendacji biura Kempen Co. ("sprzedaj", wycena zero), cena wzrosła już o 340 proc. Pomogło w tym także gwałtowne osłabienie złotego do euro (o 10 proc.).

Nie tylko drobnica

Zagadkowa jest bardzo duża wartość obrotów akcjami podupadłego dewelopera. Sesyjna średnia z ostatniego miesiąca to 32 mln zł, a zdarzały się dni, kiedy licznik zatrzymywał się na 60 mln, a nawet 80 mln zł. To absolutna czołówka na GPW.

— Choć obroty na giełdzie w Warszawie sięgają wielu milionów, to nie jestem przekonany, czy w handel angażują się fundusze. Już wiele razy zdarzało się, że drobnica potrafiła "wykręcić" duże obroty, zwłaszcza tam, gdzie zmienność kursu zachęcała do szybkiego wchodzenia i wychodzenia z inwestycji w ciągu jednego dnia — mówi Mirosław Saj.

Innego zdania jest Tomasz Kaczmarek z DM BZ WBK, który uważa, że z dużym prawdopodobieństwem w grę w jakimś stopniu zaangażowane są także fundusze. Pewne jest, że mają one w portfelach papiery dewelopera: z zestawienia z 2008 r. wynikało, że siedem rodzimych OFE (Bankowy, PZU, Generali, AXA, ING, Aegon i AIG) kontrolowało łącznie 2 proc. kapitału Immoeastu.

— Fundusze nigdy specjalnie nie interesowały się zagranicznymi firmami notowanymi na GPW. Poza tym bardzo mocny spadek kursu sprawił, że nawet jeśli ktoś miał większy pakiet, to jego udział w portfelach stracił na znaczeniu — tłumaczy Sebastian Buczek.

— Pamiętajmy, że instytucje to także zagraniczni gracze, którzy potrafią kupić akcje rano i sprzedać wieczorem. Jeśli porównać udział dużych inwestorów w obrotach najbardziej płynnych spółek, to oczywiście w przypadku Immoeastu stanowią oni pewną siłę, ale znacznie mniejszą niż w przypadku choćby blue chipów — ocenia Sebastian Siejko, szef maklerów w Unicredit CA IB, biurze, które obsługuje tylko inwestorów instytucjonalnych.

Pod lupą nadzorcy

Zachowaniu kursu Immoeastu przygląda się Komisja Nadzoru Finansowego (KNF). W przypadku spółek notowanych na GPW na zasadzie dual listingu tzw. nadzorem prowadzącym jest jednak nadzór w kraju macierzystym spółki. KNF może więc jedynie poinformować wiedeńskiego odpowiednika, jeśli dopatrzy się złamania przepisów.

— Monitorujemy obroty. Na razie nie kontaktowaliśmy się w tej sprawie z austriackim nadzorem — mówi Łukasz Dajnowicz, rzecznik KNF.

Immoeast znalazł się też w obszarze zainteresowania Stowarzyszenia Inwestorów Indywidualnych (SII). Chodzi głównie o osoby "nabite w butelkę" przez poprzedni zarząd spółki, które kupowały jej akcje w ofercie publicznej po cenie przekraczającej 38 zł.

— Utrzymujemy stały kontakt z poszkodowanymi. Spodziewamy się większej liczby zgłoszeń po tym, jak miną obecne ruchy na akcjach spółki. Część osób poszkodowanych może chcieć wykorzystać obecne odbicie, próbując zmniejszyć poniesione dotychczas straty — mówi Piotr Pochmara, specjalista ds. interwencji i analiz SII.

SII skontaktowało się z austriacką organizacją zajmującą się sprawą poszkodowanych przez Immoeast, pytając o to, w jaki sposób polscy akcjonariusze spółki mogą nawiązać z nią współpracę, oraz o to, jakie kroki już zostały podjęte, aby rozwiązać powstały problem. Na razie do SII nie dotarły skargi na dziwne zachowania kursu Immoeastu.

— Przyglądamy się sytuacji, ale nie jesteśmy w stanie wskazać powodu zmian cen. Być może są one wynikiem wydania nowych rekomendacji czy też pojawiających się informacji o możliwości przejęcia spółek z grupy. W dodatku akcje wyceniane są znacznie poniżej wartości księgowej — mówi Piotr Pochmara.

Sama spółka uparcie milczy w sprawie swojej sytuacji.

Katarzyna

Sadowska

Kamil

Zatoński

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Katarzyna Sadowska, Kamil Zatoński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu