Po udanym debiucie akcji BA CA na GPW inwestorzy zastanawiają się, czy równie spektakularnie zacznie się dziś giełdowa kariera Impela (do obrotu wejdą na razie prawa do akcji). Wyniki publicznej subskrypcji przemawiają za takim scenariuszem. Przekonywać o tym może szczególnie wysoka, sięgająca niemal 84 proc. stopa redukcji zleceń w transzy detalicznej, w której firma oferowała zaledwie 500 tys. akcji.
Optymizmem tryskają też niektórzy analitycy. BDM wycenił pojedynczą akcję wrocławskiej spółki na 30,4 zł (o blisko 17 proc. wyżej od ceny emisyjnej). Jeszcze drożej, bo na 34,9 zł wycenili Impela specjaliści DM BZ WBK (metoda DCF bez uwzględnienia nowej emisji). Pozytywnie do oferty spółki ustosunkował się także CDM Pekao SA. Sukces wydaje się więc gwarantowany. Jednak nie wszystko złoto, co się świeci.
Analizując ofertę spółki, nie można zapominać, że ogromy wpływ na rozwój grupy (17 podmiotów) ma status Zakładu Pracy Chronionej (ZPCh), jaki posiada pięć spółek. I właśnie ten czynnik w największym stopniu będzie kumulował w najbliższym czasie ryzyko inwestycyjne. Planowane zmiany w dofinansowywaniu działalności ZPCh mogą bowiem boleśnie uderzyć w finanse debiutanta. Część analityków szacuje, że dotacje rządowe spadną o nie więcej niż 15 proc. To prawda, ale prawdopodobnie zmieni się także sposób ich księgowania. Otrzymywany przez zakłady zwrot podatku VAT za zatrudnienie osób niepełnosprawnych księgowany jest obecnie po stronie zysków, zaś proponowana nowelizacja prawa zmusi zapewne ZPCh do traktowania go jako przychód. To oznacza, że wysokie do tej pory zyski mogą zmienić się w straty. Szansy należy przy tym upatrywać w wyższym poziomie dotacji, jakie obowiązują w krajach Unii Europejskiej. Proces dostosowawczy może jednak potrwać kilka lat, a tego nie przetrwa wiele ZPCh.
Odrębna kwestia to przychody Impela. Mając tak mocne plecy w postaci dotacji, spółka może sobie pozwolić na ostrą konkurencję cenową. W ten sposób jest w stanie zwiększać udziały w rynku i przejmować firmy nie mające takiego zaplecza. Zmiany w prawie mogą zmusić firmę do podniesienia cen świadczonych usług. To z kolei może spowodować spadek liczby klientów i zmniejszenie wpływów. Niska, a w większości wypadków niemal zerowa wartość dodana usług Impela, przy wysokim udziale kosztów osobowych, nie pozwala kompensować ewentualnych strat wynikłych z ograniczenia pomocy państwa. Dotychczasowa forma działalności przy uwzględnieniu powyższych czynników wydaje się mało perspektywiczna. Konieczne jest poszukiwanie nowych źródeł dochodowej, wysoko rentownej działalności. Przykłady z zagranicy pokazują, że outsourcing zyskuje na popularności. Z drugiej strony dość niskie nasycenie naszego rynku tego typu rozwiązaniami daje szerokie pole do popisu. Impel ma więc pole do popisu.
Debiut Impela na GPW może zakończyć się sukcesem, bo popyt ze strony małych inwestorów będzie przez jakiś czas napędzać wzrosty kursu. Zastanawia jednak niska cena emisyjna, przy której pojawił się ogromny popyt. To sugeruje, że inwestorzy finansowi chcieli w jakimś stopniu się zabezpieczyć, by później z zyskiem odsprzedać papiery spółki wygłodniałemu rynkowi. Możliwa podaż z ich strony może niedługo doprowadzić do istotnej przeceny. Czyżby szykowała się powtórka z Hoopa?