Importerze, pisz po polsku

Joanna Barańska
opublikowano: 2005-03-25 00:00

Lekceważenie własnego języka może przynosić straty. Przekonała się o tym firma Monell Computer Systems z Katowic.

Ponad rok temu kontrola Inspekcji Handlowej (IH) zaobserwowała w firmowym sklepie, że towary — części do komputerów — są oznaczone niezgodnie z przepisami aż trzech ustaw, w tym ustawy o języku polskim. Na kartach graficznych, sieciowych i stacjach dyskietek brakowało oznaczeń i instrukcji po polsku, inne części nie miały nawet nazwy i adresu importera.

Inspektorzy IH, którzy zresztą znaleźli się w sklepie wskutek skargi klienta, dokonali zakupu kontrolowanego i stwierdzili ponad wszelką wątpliwość, że nabyli część nieopisaną po polsku. Kontrola zaowocowała decyzją głównego inspektora IH o wycofaniu z obrotu 10 partii towaru o wartości ponad 60 tys. zł.

Monell bronił się, że zakwestionowane towary nie znajdowały się w sklepie, lecz w magazynie, że nie są sprzedawane samodzielnie, lecz razem z całym komputerem, że towar dociera do sklepu w dużych paczkach i dopiero po odpakowaniu można stwierdzić, czy jest opisany po polsku, czy nie. Sprawa trafiła do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie, który wczoraj potwierdził prawidłowość decyzji IH.

— Decyzję oparto na właściwych przepisach i na właściwym ustaleniu stanu faktycznego — mówi sędzia Izabela Głowacka-Klimas.

Monell nie przedstawił dowodów na poparcie swoich twierdzeń w przeciwieństwie do IH, która miała faktury, cenniki i protokół pokontrolny.