W rolę prymusa bessy ponownie wcielił się segment średnich spółek – mWig40 traci ponad 2 proc. Poza kilkoma wyjątkami trzymającymi się linii neutralnej wszystkie spółki wchodzące w skład tego indeksu są na minusie, a najwięcej – 20 proc. - traci Grajewo. W segmencie blue chipów statystyka wygląda równie ponuro, choć sam indeks radzi sobie nieco lepiej i utrzymuje się nad dziennym minimum. Wypadło ono na poziomie 2484 pkt., czyli zaledwie 2 pkt. powyżej szczytowego zamknięcia poprzedniej hossy z 10 marca 2000 r. Można zatem powiedzieć, że najczęściej wymieniany w ostatnich tygodniach poziom docelowy obecnej fali spadkowej został osiągnięty, a jego psychologiczne znaczenie widać właśnie po próbie utrzymania indeksu nad nim.
To jednak tylko symboliczne wsparcie i potrzebny byłby wyjątkowo szczęśliwy zbieg okoliczności, aby udowodniło swoje techniczne znaczenie. Byłoby to możliwe, gdyby np. ropa spadła wyraźnie poniżej 140 USD za baryłkę. Na razie jednak jej notowania trzymają się wyraźnie powyżej tej bariery, a wraz ze spadkiem notowań amerykańskich kontraktów wróciła słabość dolara. Niemiecki Dax jest 2,5 proc. pod kreską, a kontrakty na indeks DJI zwiastują przecenę rzędu 110 pkt. na otwarciu.
W Europie najbardziej poszkodowany po wczorajszych informacjach z USA jest oczywiście sektor finansowy. Tracą m.in. UBS i Deutsche Bank z obawy przed kolejnymi odpisami. Niedawno pojawiła się w prasie informacja, że szwajcarski nadzór bankowy zażąda od UBS i Credit Suisse zwiększenia rezerw. Kiepsko radzi sobie także sektor budowlany po coraz bardziej hiobowych wieściach płynących z rynku nieruchomości w Wielkiej Brytanii i Irlandii. Tracą też producenci wyposażenia budowlanego, wnętrzarskiego oraz materiałów budowlanych.
Spośród największych warszawskich spółek żadna nie jest na plusie. Poniżej 1 proc. tracą PGNiG, Lotos, TP i BZWBK, a Orlen i KGHM balansują na tej granicy. Tylko dzięki takiemu skupieniu najcięższych spółek indeksu w czołówce Wig20 zawdzięcza to, że jeszcze utrzymuje się ponad rekordowym zamknięciem sprzed 8 lat, tracąc 1,7 proc. Mimo pesymizmu jest szansa, że ten poziom uda się dzisiaj obronić, a przy odrobinie szczęścia wrócić nad linię 2500 pkt. Spadek amerykańskich kontraktów jest na razie generowany głównie przez europejskich inwestorów, wystraszonych z kolei stratami w Azji. Indeks S&P500 jest na zbyt ważnym poziomie, by miał się wyłamać niżej bez naprawdę istotnego powodu. Wczorajsze informacje o nowych regułach gry dla Fannie Mae i Freddie Mac są na razie bardziej spekulacjami, a wielu analityków nie zgadza się ze swoimi kolegami z Lehman Brothers i uważa, że obie spółki będą wyłączone spod nowych standardów rachunkowych. Nastroje są kiepskie i sprzyjają spadkom, co jest zrozumiałe i co tłumaczy poranne zachowanie rynków, ale tak naprawdę żadna prawdziwa bomba nie wybuchła, a lada moment pojawią pierwsze kwartalne raporty spółek i to raczej one zdecydują, czy ostatnie reduty byków padną.