Indeksy giełd w USA kończyły sesje "pod kreską"

MD
opublikowano: 2008-09-02 22:15

Amerykańskie rynki akcji zaczęły pierwsze sesje tego tygodnia od mocnego ataku popytu. Dow Jones, który w piątek stracił 171 pkt. już po kwadransie wtorkowej sesji rósł o ponad 200 pkt.

Tak zdecydowany atak popytu tłumaczony był gwałtownym spadkiem notowań ropy i umocnieniem dolara. Dość szybko okazało się jednak, że to wątpliwe powodu do zadowolenia. Ropa taniała nie tylko z powodu zniknięcia obaw zakłócenia podaży w związku z atakiem huraganu Gustav, ale także z powodu znacznego spadku popytu spowodowanego globalnym spowolnieniem gospodarczym. Do tego duży spadek ceny surowca może skłonić OPEC już 9 września do obniżenia wydobycia. Umocnienie dolara może z kolei zagrozić eksportowi, obecnie jednej z głównych sił napędowych amerykańskiej gospodarki. Mimo świetnego rozpoczęcia dość szybko inicjatywę przejęła podaż. Taniały mocno spółki naftowe i technologiczne. Wśród pierwszych, lider branży, ExxonMobil. Wśród drugich Apple, któremu nie pomogły nawet pogłoski, że 9 września  przedstawi nowy gadżet. Drożał umiarkowanie Google, który we wtorek zaprezentował światu swoją przeglądarkę Chrome, która ma rywalizować z Internet Explorerem Microsoftu. Kurs tego ostatniego spadał, ale dopiero w końcówce sesji. Nieźle wypadła branża finansowa. Pomogła oczekiwana od dawna wiadomość, że Koreańczycy zainwestują w Lehman Brothers. Drożały JP Morgan i Bank of America. Gorzej wypadł Merrill Lynch, którego kurs zachowywał się we wtorek gorzej niż rynek. Meredith Whitney z Oppenheimer & Co. obniżyła cenę docelową akcji banku. Twierdzi, że będzie on notowany gorzej w najbliższych 12-18 miesiącach niż wypadnie w tym okresie S&P500. 

Ostatecznie Dow Jones, który rósł na początku sesji nawet o 2,1 proc., na zamknięciu tracił 0,2 proc. Nasdaq, który w pierwszej fazie handlu rósł o 1,9 proc., zakończył sesję 0,7 proc. zniżką. S&P500, który na początku handlu szedł w górę o 1,5 proc., finiszował o 0,4 proc. poniżej piątkowego zamknięcia.
MD