Inflacja schodzi ze szczytu, ale...

Piotr Miliński Quercus TFI
opublikowano: 2021-06-30 20:00

Przejściowa inflacja to w ostatnich miesiącach niezwykle modne określenie. Wielokrotnie słyszeliśmy ten przymiotnik z ust Jerome’a Powella, szefa Fedu, z lubością używa go również Adam Glapiński, prezes NBP. Zdaniem decydentów, dynamika wzrostu cen unormuje się w ciągu kilku kwartałów i nie wymaga zdecydowanych interwencji. Czy rzeczywiście nie ma się czym martwić?

Faktycznie, 5-procentowa inflacja prawdopodobnie dość szybko ulegnie pewnemu złagodzeniu. Łańcuchy dostaw prędzej czy później się odblokują, podaż surowców zacznie nadganiać popyt, a dynamika wydatków rządowych nieco osłabnie w porównaniu z rekordowymi, pandemicznymi programami stymulacyjnymi.

Nie jest jednak wcale przesądzone, że płynnie wrócimy do bardzo niskiej inflacji. Owszem, szczyt pewnie już za nami, ale nowy poziom równowagi może być znacznie wyższy niż w ubiegłej dekadzie. Nic nie wskazuje na to, by presja płacowa ze strony pracowników miała wygasać – ten trend jest widoczny zarówno w Polsce, jak i w Stanach Zjednoczonych. Co prawda Amerykanie mogą jeszcze liczyć na zwiększenie aktywności zawodowej po wygaśnięciu wsparcia dla bezrobotnych, ale niedobór rąk do pracy i tak będzie niezwykle dotkliwy. Coraz więcej państw rozważa również odbudowę krajowych zdolności produkcyjnych. Historycznie, przeniesienie produkcji do krajów azjatyckich pomagało w ograniczeniu kosztów i (pośrednio) inflacji. Odwrócenie tego trendu może przynieść większą odporność na szoki, ale również napędzić wzrost cen. Wreszcie - normalizacja wydatków rządowych brzmi łatwo w teorii. W praktyce, ciężko jest zejść ze ścieżki większych deficytów budżetowych – zwłaszcza, że zarówno w Polsce, jak i za granicą władza sprzyja wyższym wydatkom.