O ile znaczące przyspieszenie dynamiki cen na skutek efektu niskiej ubiegłorocznej bazy było szeroko oczekiwane, to jednak w kwietniowych danych widać umocnienie presji cenowej na skutek otwierania gospodarki i szerokiej stymulacji fiskalnej. Inflacja bazowa wzrosła w kwietniu do 3.0% r/r z 1.6% r/r w marcu i mediany prognoz rynkowych na poziomie 2.3% r/r. W kwietniu ceny dóbr konsumenckich zwiększyły się natomiast o 4.2% r/r wobec prognozowanych 3.6% r/r i 2.6% r/r w marcu.
Choć dane okazały się ogromnym zaskoczeniem i poskutkowały odpływem kapitału od ryzykownych aktywów, umacniając jednocześnie dolara, to jednak przedstawiciele Fed mają świadomość zbiegu czynników jakie przełożyły się na tak wysoki odczyt i nie powinni obecnie zmieniać swojego nastawienia. W tym tonie były pierwsze komentarze po ich publikacji. Wiceszef Fed Richard Clarida, przyznał, że jest zaskoczony tak wysokim odczytem, ale jego zdaniem wynikał on z efektów przejściowych.
Wzrost oczekiwań na konieczność podjęcia działań przez Fed naturalnie przełożył się na umocnienie dolara. Dziś jednak kurs EURUSD odrabia wczorajsze spadki i wraca powyżej 1.21. Aprecjacja dolara i wzrost awersji do ryzyka mocno zaciążyły wczoraj walutom surowcowym. Dziś w kalendarium makroekonomicznym znajdują się dane o inflacji PPI w USA, które po wczorajszej niespodziance ze strony wskaźnika dóbr konsumenckich mogą pozytywnie zaskoczyć, ale powinny już znajdować się w cieniu. Dziś poznamy także cotygodniowe dane o liczbie nowych bezrobotnych, które po słabszych kwietniowych danych z rynku pracy powinny być uważniej śledzone.
Na rynku surowcowym WTI pozostaje w okolicach 65 USD za baryłkę. Co ciekawe złoto negatywnie zareagowało na wczorajszy wyższy od oczekiwań odczyt inflacji w USA i spadło poniżej 1820 USD za uncję. Widać zatem, że wciąż pierwsze skrzypce na tym rynku odgrywają oczekiwania na normalizację polityki monetarnej oraz nadzieje na wyjście z pandemii.