Infoafera: sąd uniewinnił trzech oskarżonych

opublikowano: 20-03-2018, 22:00

W jednym z wątków tzw. infoafery sąd uniewinnił od zarzutów byłego wiceministra spraw wewnętrznych, który odpowiadał za informatyzację.

Sąd rejonowy dla Warszawy Mokotowa we wtorek po ponad dwuletnim procesie wydał wyrok w jednym z wątków tzw. infoafery, okrzykniętej przez prasę jedną z największych afer korupcyjnych. Sąd zdecydował o uniewinnieniu Witolda Drożdża (wyraził zgodę na publikację nazwiska i wizerunku) i dwóch innych osób, które siedziały na ławie oskarżonych: Tomasza K. i Ryszarda Ch. — jego byłych współpracowników.

Witold Drożdż w 2010 r. przestał pracować w ministerstwie i przeszedł do biznesu. Kilka lat czekał na korzystny wyrok
Zobacz więcej

UNIEWINNIENIE PO LATACH

Witold Drożdż w 2010 r. przestał pracować w ministerstwie i przeszedł do biznesu. Kilka lat czekał na korzystny wyrok Fot.

Witold Drożdż w latach 2007-10 był podsekretarzem stanu w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych, w którym odpowiadał za szeroko rozumianą informatyzację i nadzorował Centrum Projektów Informatycznych (CPI).

Głównym oskarżonym był dyrektor CPI Andrzej M. W lutym 2016 r. został skazany na 4,5 roku więzienia w zawieszeniu i grzywnę za przyjęcie wielomilionowych łapówek od firm IT za przychylność przy pozyskiwaniu zleceń.

Obalone zarzuty

Byłemu wiceministrowi i jego współpracownikom postawiono sześć zarzutów związanych m. in. z przekroczeniem uprawnień polegającym na wpływaniu na decyzje kadrowe oraz zlecaniu nieuzasadnionych usług na rzecz CPI. Po 30 merytorycznych rozprawach, przesłuchaniu ponad 70 świadków i zapoznaniu z opinią biegłego sąd uniewinniłoskarżonych od wszystkich zarzutów.

— Wszyscy oskarżeni składali bardzo obszerne, wielogodzinne wyjaśnienia, tak że nie ma żadnych wątpliwości, że materiał dowodowy w tej sprawie jest kompletny — mówiła Agnieszka Jaźwińska, sędzia SR.

Sąd na dowodach oskarżenia nie zostawił suchej nitki, np. przy zarzucie dotyczącym nadużycia uprawnień przy poleceniu zatrudnienia urzędnika.

— To zarzut, co do którego uniewinnienie jest oczywiste, nawet dla osoby, która nie posiada wykształcenia prawniczego. Żeby mogły być spełniane znamiona tego przepisu, trzeba być funkcjonariuszem publicznym. W momencie popełnienia czynu oskarżony od sześciu tygodni nie był już funkcjonariuszem publicznym — uzasadniała sędzia.

Zwróciła uwagę, że ma świadomość, iż sąd drugiej instancji może takiego toku rozumowania nie podzielić. Zasugerowała, że bardziej prawidłową kwalifikacją prawną czynu, do której można by wskazane działania odnieść, byłby artykuł dotyczący niegospodarności, którego jednak prokurator nie wskazał.

Niewiarygodny świadek

Sąd oddzielnie omówił wątek dotyczący zlecenia profesorowi z Wrocławia konsultacji zabezpieczenia nowego dowodu osobistego oraz zatrudnienia urzędników, których w ocenie prokuratury miał rekomendować Witold Drożdż.

— Nie ulega żadnej wątpliwości, że mamy tu do czynienia z ekwiwalentnością świadczeń. Osoby te były zatrudnione i wykonywały swoją pracę (…).Byli zatrudnieni do 14 kwietnia 2009 r. Regulamin zatrudnienia został wprowadzony później, a przed tym dyrektor CPI miał dużą swobodę zatrudniania — mówiła sędzia.

Sąd zwrócił uwagę, że w sprawie zatrudnienia profesora, który rekomendował wprowadzenie tzw. mechanizmu mediatora przy nowym dowodzie osobistym, głównym świadkiem oskarżenia był były dyrektor CPI Andrzej M.

— On wystawił negatywną ocenę koncepcji mediatora. Andrzej M. to osoba, która pracowała w CPI i brała naprawdę ogromne łapówki. (…). Pytany, czy firmom zależało, żeby przejąć stronę techniczną elektronicznych dowodów osobistych, nie do końca chciał udzielić jasnej odpowiedzi, ale jest oczywiste, że te łapówki nie były dawane za ładne oczy, więc wiarygodność tej osoby i miarodajność ocen dla sądu jest żadna — mówiła sędzia.

Sprawiedliwość nie uciekła

Były podsekretarz stanu w MSW nie odniósł się do wyroku.

— Nie będę tego w żaden sposób komentował. Wydaje mi się, że to, co powiedział sąd, jest wystarczające — powiedział dziennikarzom Witold Drożdż.

Bardziej rozmowny był jego obrońca, mecenas Wojciech Brochwicz.

— Mój klient był oskarżony o najgorsze przestępstwa korupcyjne. Nie zostało z tego nic. Nic nie znalazło uznania w oczach sądu po burzliwej i kilkuletniej analizie argumentów oskarżenia — powiedział prawnik.

Prokuratura decyzję w sprawie potencjalnej apelacji podejmie po zapoznaniu się z pisemnym uzasadnieniem wyroku. © Ⓟ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Grzegorz Suteniec

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Prawo / Infoafera: sąd uniewinnił trzech oskarżonych