Zdaniem Nicolasa Carra, technologie informatyczne staną się... nudne. Powinny więc być niczym ropa naftowa czy elektryczność — jedynie środkiem do celu.
Do Nicolasa Carra pasuje wiele przymiotników. Najczęściej określa się go mianem wizjonera. Nierzadko kontrowersyjnego. Jeszcze kilka lat temu był dyrektorem w Mercer Management Consulting. Dziś jest wymieniany w jednym rzędzie z Billem Gatesem czy Steve’em Jobsem, jako jeden z tych, którzy są w stanie przewidzieć, jak wykorzystać coraz ściślejszy związek między nowymi technologiami a gospodarką. To za sprawą Carra, niejedną dyskusję o przyszłości IT zaczyna się od stwierdzenia „IT Does Matter”. Trzy lata temu to właśnie amerykański publicysta wzburzył środowiska biznesowe, ogłaszając w „Harvard Business Review” artykuł pod prowokującym tytułem „IT Doesn’t Matter”.
Dowodził w nim, że obecnie IT przestaje być źródłem przewagi biznesowej. Jednocześnie jej wartość będzie rosła w miarę standaryzacji i upowszechnienia. Carr podkreśla przy tym, że nie zmieni to faktu, iż nowoczesna infrastruktura i rozwiązania informatyczne, choć niezbędne, nie będą środkiem do wyróżnienia się na tle konkurentów.
Po tej głośnej publikacji, jej autor wyruszył z wykładami w świat, porzucając posadę naczelnego „Harvard Business Review”. W zeszłym roku wygłosił kilkadziesiąt wykładów — od USA, poprzez Barcelonę, po Kair. W tym roku przemawiał już w Sztokholmie i Monachium. Dwa lata temu rozwinął tezy zawarte w kontrowersyjnym artykule w książce „Does IT Matter?”
Zostawcie komputery
Nicolas Carr nie jest bynajmniej wrogiem komputerów i nowoczesnej technologii. Za każdym razem podkreśla ich ważną rolę. Ale jednocześnie w swoich publikacjach nawołuje do tego, aby IT traktować przede wszystkim jako środek do celu, a nie cel sam w sobie.
Jak dowodzi Carr, wydatki na IT są obecnie na zbyt wysokim poziomie. Nie wynika to bynajmniej z rozrzutności szefów firm, ale głównie z niewłaściwej drogi zarządzania i rozwoju technologii informacyjnych. Amerykański wizjoner stawia sprawę jasno — IT czeka ta sama droga, jaką przeszła kolej żelazna w Stanach Zjednoczonych. W latach 60. XIX wieku na potęgę budowano nowe połączenia, inwestowano w kolej niebotyczne środki, uznając ją za najlepszy sposób komunikacji. Po kilkunastu latach okazało się, że boom na kolej był chwilowy — za to koszty jej utrzymania urosły niebotycznie szybko.
— IT ma prawie nieograniczony zakres innowacyjności — kusi Carr.
I dodaje:
— Niestety, tylko w teorii. O przyszłości IT zadecydują nie nowatorskie pomysły inżynierów, ale przede wszystkim brutalny rynek.
Powieje nudą
A rynek już dziś szuka oszczędności, także w dziedzinie IT. Odpowiedzią na potrzebę zmniejszenia kosztów jest, zdaniem Nicolasa Carra, coraz powszechniejsza standaryzacja. A jeśli coś ma być standardem, musi być powszechne. Tak więc kompanie IT będą, odpowiadając na potrzeby rynku, na coraz większą skalę dzielić się z innymi swoimi pomysłami w dziedzinie technologii. I znów przywołuje przykład kolei.
— Przecież żadna firma z tej branży nie miałaby dziś szans na jakiekolwiek zyski, gdyby nie konsultowała z innymi sposobów rozwijania i utrzymywania sieci kolejowej — przekonuje Nicolas Carr.
IT ma być już wkrótce dziedziną wręcz... nudną. Firmy powinny zrezygnować z informatycznego „wyścigu zbrojeń” i skoncentrować się na wypracowaniu wspólnych, ergonomiczniejszych rozwiązań. Zaoszczczędzone siły i pieniądze można wydać choćby na zmniejszenie awaryjności sieci czy na zadbanie o bezpieczeństwo danych. A i tak wszystkich środków się nie rozdysponuje.
— Dwadzieścia pięć firm, mających najwyższe zyski na świecie, wydaje na informatykę poniżej globalnej średniej — zachęca w swoim blogu (www.roughtype.com) Nicolas Carr.
W ten sposób infrastruktura IT przestaje być pojęciem mikroekonomicznym, a zaczyna dotyczyć makroekonomii. To nie pojedyncze firmy będą miały przewagę technologiczną, ale regiony i kraje. Efektywniej, czyli taniej.
