ING Bank podał, że nie podwyższy ceny wezwania na sprzedaż akcji Banku Śląskiego (BSK), która wynosi 265 zł za akcję. Tym samym powodzenie wezwania do sprzedaży ponad 4 mln akcji staje pod znakiem zapytania. Grono mniejszościowych akcjonariuszy, których nie zadawala proponowana przez Holendrów cena, stale wzrasta.
Dzisiaj rozpoczęły się zapisy, dzięki którym ING ma zwiększyć swoje udziały w Banku Śląski z 55 do 100 proc. Cena ogłoszona w wezwaniu zawierała 16-proc. premię w stosunku do ówczesnej ceny rynkowej. Mniejszościowi akcjonariusze chcą jednak więcej.
Przywódcą grupy przeciwników wezwania jest holenderski rywal ING, ABN Amro Bank. W analizie z 13 marca zasugerował on, że cena minimalna cena wezwania powinna wynosić 339 zł. W grupie skupionej wokół ABN Amro znajduje się także fundusz Templeton, który posiada ponad 7 proc. kapitału Banku Śląskiego oraz kilka funduszy emerytalnych i inwestycyjnych. W piątek Skarb Państwa (posiada ok. 5 proc. kapitału banku) wyraził swoje niezadowolenie z oferty i przyłączył się do wniosku ABN o zwołanie NWZA Banku Śląskiego. W jego planach byłoby m.in. wybór członków rady nadzorczej w grupach. Razem podmioty bojkotujące wezwanie mogą zgromadzić nawet do 25 proc. kapitału akcyjnego katowickiego banku.
ING pokpił sprawę. Już dawno temu powinien zwiększyć swoje udziały w Śląskim. Obecna oferta ma być etapem do połączenia BSK z warszawskim oddziałem ING Banku, które jest planowane na ten rok. Zgodnie z Kodeksem Handlowym, to zablokowania fuzji wystarczy 25 proc. Holendrzy będą więc chyba zmuszeni do konsensusu z akcjonariuszami mniejszościowymi.
Podobnego zdania jest większość domów maklerskich, która radzi wstrzymać się z odpowiedzią na wezwanie ING.
Na stronach pb.pl dowiesz się, co na ten temat sądzą ABM Amro, Templeton, MSP, DM WBK i DI BRE Banku.
Przemek Barankiewicz


