Inhalacja sztuką

opublikowano: 26-09-2014, 00:00

Z zawodu budowlaniec, w duszy — artysta. Tomasz Tworek, właściciel Dorbudu, lubi zaskakiwać przechodniów dziełami sztuki w środku miasta. I nie oczekuje niczego w zamian.

Z ogródka restauracji Thai Thai przy placu Teatralnym w Warszawie łatwo zaczepić wzrokiem o Wojciecha Bogusławskiego, spoglądającego ze swego cokołu na obojętnie mijających go przechodniów.

— Ten pomnik już na nikim nie robi wrażenia. Na ulicach potrzeba dzieł, które zwrócą uwagę Kowalskiego, kiedy natknie się na nie przypadkiem. Do Zachęty przecież nie pójdzie. Ale jeśli mu się coś interesującego postawi na drodze, to może się zatrzyma, zastanowi, zrobi zdjęcie — mówi Tomasz Tworek, delektując się cygarem.

Dzielenie się sukcesem

Właściciel firmy budowlano-deweloperskiej Dorbud z Kielc od sześciu lat wyszukuje artystów, którzy potrafią tworzyć w przestrzeni publicznej. Kieleccy przechodnie nie mijają ich dzieł obojętnie, ale tłumnie się wokół nich gromadzą — jedni oburzeni, drudzy zachwyceni, inni po prostu zaintrygowani.

— O to właśnie nam chodzi. Sztuka ma wywoływać emocje, cieszyć albo bulwersować — tłumaczy Tomasz Tworek.

Na placu Artystów w Kielcach stoi teraz Tężnia Roberta Kuśmirowskiego. Potężna konstrukcja — 20 metrów długości, 6 wysokości i 12 długości — składa się z drewnianych podpór, belek, systemów łączeń i mnóstwa artefaktów, które artysta kolekcjonował przez 12 lat. Autor tak zaprojektował konstrukcję tężenia sztuki, by umożliwić widzom śledzenie zachodzących zmian: zebrane przedmioty przechodzą przemianę z funkcji magazynowej w wystawienniczą, same też będą się zmieniały za sprawą przemian barwnych na korodujących materiałach i zacieków grawitacyjnych na drewnie.

— To inhalacja sztuką i samej sztuki wyprowadzonej z magazynów — tak o Tężni mówi Robert Kuśmirowski, uważany za najlepszego imitatora wśród polskich artystów. Rok temu kielczanie przez półtora miesiąca mogli podziwiać Turbinę Adama Garnka, a dwa lata wcześniej niebo nad placem wypełniła krystaliczna kompozycja z celofanu Ludwiki Ogorzelec. Dzieło nosiło tajemniczy tytuł Taniec czarownic. W 2011 r. Leon Tarasewicz, jeden z najbardziej uznanych polskich malarzy, zrealizował pracę największą w swoim dorobku — konstrukcję z obrazów i luster o powierzchni niemal 200 mkw.

Pierwsza instalacja na placu Artystów pojawiła się w 2009 r. — 21 żelaznych mężczyzn autorstwa Zbigniewa Frąckiewicza. Co będzie za rok? Tomasz Tworek nie potrafi powiedzieć. Po pierwsze dlatego, że znalezienie odpowiedniego artysty to zawsze duże wyzwanie. Po drugie, nawet jeśli się uda nakłonić twórcę do współpracy, zwykle rzuca tylko hasło. Rezultat zatem zaskakuje nie tylko kielczan. Wydarzenia — w ramach cyklu Sztuka w przestrzeni publicznej — organizuje fundacja Nowa Przestrzeń Sztuki założona i finansowana przez Tomasza Tworka i jego żonę Dorotę.

— To mój sposób na podzielenie się sukcesem. Uważam, że w naszych czasach CSR jest niezwykle ważny, ponieważ relacje między różnymi uczestnikami rynku wciąż pozostawiają wiele do życzenia. Jestem wielkim zwolennikiem budowania dobrych kontaktów nie tylko między przedsiębiorcami i władzą, ale również ze zwykłym obywatelem. A sztuka w tym bardzo pomaga — tłumaczy Tomasz Tworek.

I zaraz dodaje, że nie czerpie z tej działalności materialnych korzyści.

Sanatorium pod obrazem

Po premierze na kieleckim placu Artystów Tężnia odwiedzi jeszcze kilka miejsc. Trwają rozmowy w Warszawie, Berlinie i Londynie, a także z Muzeum Sztuki MOCAK w Krakowie, Galerią Arsenał w Białymstoku i Galerią Labirynt w Lublinie. Ale nie wszystkie dzieła można podziwiać po wystawie w Kielcach. Na przykład z konstrukcji Ludwiki Ogorzelec po zdemontowaniu pozostał tylko surowiec wtórny. Prace, które nie są efemerydami, po zakończeniu dyżuru na placu Artystów trafiają do Tomasza Tworka, który, choć prowadzi firmę techniczną, w głębi duszy jest artystą.

— Nie ma w tym sprzeczności. Budownictwo to najbardziej humanistyczna ze wszystkich dziedzin technicznych. Budynki to przecież dzieła sztuki, które powstają dla wielu pokoleń — tłumaczy właściciel Dorbudu.

Jego firma stworzyła nowy budynek Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie, a on sam kolekcjonuje dzieła sztuki i marzy, że kiedyś znajdzie godne mieszkanie dla tych, które miały swoje pięć minut na placu Artystów. — Kupiłem nawet w tym celu starą piekarnię w Kielcach. Ale dotychczas nie udało mi się znaleźć pieniędzy na jej adaptację — żałuje Tomasz Tworek. Starczyło jednak na remont zabytkowej willi Bristol w Busku-Zdroju. Zamieniła się w sanatorium, które łączy leczenie wodą z możliwością obcowania ze sztuką. W ogrodzie stanęli żelaźni z pierwszej wystawy na placu Artystów w Kielcach, a w holu zawisła nowa konstrukcja Ludwiki Ogorzelec, tym razem ze szkła. Sztukę można znaleźć w każdym zakątku sanatorium — od korytarzy po pokoje.

— Buduję ten biznes od postaw. Stworzyliśmy obiekt klasy czterogwiazdkowego hotelu. Nie mamy kontraktu z NFZ i nie jesteśmy nim zainteresowani. Interesuje nas wyłącznie prywatny klient, który w przyjaznych, wypełnionych sztuką wnętrzach będzie chciał wypoczywać i wracać do zdrowia — mówi Tomasz Tworek.

Wyposażenie budynku w dzieła sztuki wymagało jednak sporo wysiłku. — Hotelarze zwrócili mi uwagę na ryzyko umieszczania wartościowych przedmiotów w miejscach, w których są narażone na zniszczenie. Trzeba było tam podać sztukę w trochę innej formie — na przykład fotografii — tłumaczy Tomasz Tworek. Dodaje, że planuje w sanatorium także organizowanie wydarzeń artystycznych.

Terapia sztuką

Dla Tomasza Tworka te działania — oprócz chęci zainteresowania społeczeństwa sztuką — to odskocznia od codzienności na jednym z najtrudniejszych rynków. — Szczególnie ostatnie lata w tej branży to droga przez mękę. Naprawdę nie wiem, jak można było, mając tyle pieniędzy z Unii, zniszczyć polskie budownictwo. Upadło bardzo

dużo firm i to jeszcze nie koniec — skarży się Tomasz Tworek. Za największy problem uważa wadliwą ustawę o zamówieniach publicznych i rażąco niskie ceny. — Mogę podać mnóstwo przykładów kontraktów z zaniżonymi cenami, które zyskały aprobatę wykonawców i z pełną świadomością zostały zaakceptowane przez inwestorów i zamawiających — twierdzi biznesmen.

Jego zdaniem, wiele firm godzi się na realizację kontraktów poniżej kosztów, bo w każdej przychodzi taki czas, że musi zacząć budować cokolwiek, by nie upaść. Straty pojawiają się też w innych okolicznościach.

— Awaria na budowie drugiej linii metra zatrzymała nasze prace przy Akademii Sztuk Pięknych na pół roku. I nikt za to nie zapłacił, ubezpieczyciele wyszukują tysiące powodów, by nie doszło do wypłaty odszkodowania. Firma poniosła olbrzymią stratę — mówi Tomasz Tworek. I tylko sztuka pozwoliła mu to odreagować.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: SYLWIA WEDZIUK

Polecane