W ubiegłym roku fundusze private equity zainwestowały w Europie Środkowej i Wschodniej, w tym przede wszystkim w Polsce, w rekordowo dużo spółek — Invest Europe podało niedawno liczbę 464 transakcji. Ten rok również zapowiadał się dobrze, ale na przeszkodzie stanęła pandemia koronawirusa. W drugim kwartale tylko na polskim rynku — jak podają w najnowszym „M&A Index” firmy Fordata i Navigator Capital — dokonano 52 transakcji tego typu, co oznacza spadek o 11 wobec tego samego okresu poprzedniego roku. Aktywność transakcyjna szybko jednak wraca do normy.

— Lockdown nie spowodował znaczącego zastoju w branży private equity. Niektóre procesy oczywiście spowolniły, trudniej było np. robić badania due diligence, gdy gospodarka była zamrożona. Nie wykluczamy jednak realizacji kolejnych transakcji jeszcze w tym roku, a na przełomie 2020 i 2021 r. spodziewamy się wysypu nowych ofert. Teraz firmy korzystają z rządowych tarcz finansowych, ale można oczekiwać, że za pół roku będą szukały inwestorów — mówi Magdalena Pasecka, szefowa finansów i od czerwca partnerka w Innovie Capital, jednym z największych i najbardziej aktywnych funduszy private equity, które koncentrują się na Polsce i Europie Środkowej.
Pandemiczne hamowanie
Fundusze private equity przy okazji pandemii mogły obawiać się antykryzysowych projektów rządu — na początku czerwca przyjęto bowiem przepisy, które mają chronić polskie spółki przed wrogimi przejęciami, wykorzystującymi spadek wycen z powodu kryzysu. Dodatkowej zgody UOKiK będą wymagały m.in. zakupy w branży energetycznej, telekomunikacyjnej i farmaceutycznej.
— Branże, których to dotyczy, są — w mojej ocenie — zbyt szeroko opisane. W niektórych wypadkach transakcje mogą zostać wydłużone z uwagi na konieczność uzyskania dodatkowych zgód przez nabywców, ale mamy nadzieję, że ustawa nie będzie znaczącym hamulcem dla rynku — mówi Magdalena Pasecka.
W pierwszych tygodniach pandemii Innova, podobnie jak inne fundusze, skupiła się na zabezpieczeniu spółek portfelowych, nie na poszukiwaniu okazji zakupowych, jednak inwestycje nie wyhamowały całkowicie.
— Kluczowe było zapewnienie środków ochronnych dla pracowników oraz płynności i dostaw surowców dla firm. Mimo pandemii większość naszych spółek będzie miała wyniki w granicach tegorocznego budżetu, a rozmowy w sprawie kolejnych transakcji zostały szybko wznowione. Widzimy też, choćby po rezultatach naszych spółek portfelowych z branży transportowej, że gospodarka szybko wraca do stanu przedpandemicznego, a część branż w praktyce nie została dotknięta kryzysem — mówi Magdalena Pasecka.
Transakcje w kolejce
Innova w 2018 r. zebrała szósty fundusz o wartości 271 mln EUR. Pieniądze wyłożyli głównie inwestorzy zagraniczni, ale po raz pierwszy znaczący udział mieli też polscy.
— Wśród inwestorów jest Polski Fundusz Rozwoju i dwa polskie fundusze rodzinne — mówi partnerka w Innovie. Część pieniędzy już zainwestowano. Jeszcze w 2018 r. kupiono spółki Inelo i OCRK, zajmujące się telematyką i rozliczaniem czasu pracy kierowców dla transportu ciężkiego, a także dystrybuującą napoje i zdrową żywność spółkę Oshee. Potem kupiono dwie polskie spółki z branży opakowaniowej, tworząc z nich grupę PLIC, przejęto zajmującą się marketingiem internetowym CS Group, a także — pod koniec ubiegłego roku — dzięki dwóm przejęciom stworzono w Rumunii Optical Investment Group, działającą w segmencie sprzedaży detalicznej i dystrybucji produktów optycznych.
— W ramach szóstego funduszu mamy do zainwestowania jeszcze 150 mln EUR. Na pojedynczą transakcję możemy przeznaczać w granicach 25-40 mln EUR. Przyglądamy się firmom z sektora finansowego, ochrony zdrowia, dóbr szybkozbywalnych, TMT [technologie, media, telekomunikacja — red.], a także firmom przemysłowym z ciekawych nisz. Szukamy ich w całej Europie Środkowej, ale najwięcej celów jest w Polsce. Chodzi nam o spółki z pozytywnym wynikiem EBITDA, nie zajmujemy się ratowaniem firm z problemami — mówi Magdalena Pasecka.
Wycena spółek w czasie pandemii może sprawiać pewne problemy.
— Trudno opierać ją na bieżących wynikach. Istotny jest trend na przyszły rok i kolejne lata. Patrzymy na perspektywy spółek w dłuższym horyzoncie, co przekłada się też na strukturę transakcji. W obecnych warunkach na rynku bardziej istotne mogą się stać np. klauzule earn-out, uzależniające część wypłaty dla sprzedających od przyszłych wyników — mówi partnerka w Innovie.
Giełdowe możliwości
Na początku marca, tuż przed zamrożeniem gospodarki, Innova podpisała umowę w sprawie sprzedaży 75 proc. udziałów w spółce Polskie ePłatności (PeP), która ma 125 tys. terminali płatniczych w krajowych sklepach. Kupującym jest duńska grupa Nets, a wartość transakcji — wraz z długiem i udziałami akcjonariusza mniejszościowego — określono na 405 mln EUR, czyli 1,8 mld zł. Cztery lata wcześniej za swój pakiet fundusz zapłacił 112,5 mln zł, a potem dofinansował spółkę.
— To była dla nas bardzo dobra transakcja. W trakcie naszej inwestycji spółka urosła kilkakrotnie, konsolidując mniejsze podmioty. Czekamy teraz na dopełnienie formalności, spodziewamy się finalizacji transakcji jesienią — mówi Magdalena Pasecka.
PeP był inwestycją zrealizowaną w ramach piątego funduszu Innovy, w którym wciąż jest kilka spółek: spożywczy Bakalland, logistyczny Pekaes, reklamowy Netsprint, produkujący siedziska biurowe w kilku europejskich krajach Flokk/ Profim, inżynieryjna spółka EnergoBit z Rumunii, a także słoweńskie Trimo, które zajmuje się m.in. produkcją stalowych budynków i fasad. Preferowaną ścieżką wyjścia z inwestycji jest sprzedaż akcji inwestorowi branżowemu, ale…
— Innova wprowadzała już z sukcesem spółki na GPW, tak było w przypadku grupy WP. Na warszawskiej giełdzie niektóre branże są słabo reprezentowane, co może sprzyjać wycenie spółek. Ostatni wzrost aktywności inwestorów indywidualnych to jednak za mało, by warszawska giełda znowu stała się atrakcyjną scieżką wychodzenia z inwestycji. Kluczowa jest siła inwestorów instytucjonalnych, a ta w dużej mierze zależy od tego, jak sprawdzi się program PPK — mówi Magdalena Pasecka.
Panedmia nie spowodowała rewolucji
W drugim kwartale tego roku na polskim rynku było mniej fuzji i przejęć niż rok wcześniej, ale wielkich zmian nie ma. Gorące branże to — jak wynika z „M&A Index”, przygotowywanego przez Fordatę i Navigator Capital — przede wszystkim TMT, czyli technologie, media i telekomunikacja, a także sektor finansowy i energetyczny. Nie widać, przynajmniej na razie, trendu przejmowania przez większych graczy lub inwestorów finansowych firm, które nie poradziły sobie w czasie zamrożenia gospodarki.
„Zdecydowana większość projektów to procesy realizujące strategie długoterminowe oraz transakcje wstrzymane w momencie wprowadzenia obostrzeń. Choć zainteresowanie tematem restrukturyzacji i przejmowaniem zagrożonych aktywów wzrosło w ciągu ostatnich trzech miesięcy, firmy nie decydowały się na sprzedaż w obliczu kryzysu w stopniu wskazującym na trend. Kupujący szans na wzmocnienie szukali za to w konsolidacji, rozszerzeniu działalności oraz nabyciu podwykonawców w celu zabezpieczenia współpracy i ujednolicenia strategii” — zaznacza Alicja Kukla-Kowalska, head of sales EMEA w firmie Fordata.