Inspektor zatrząsł hurtowniami

  • Alina Treptow
25-04-2013, 00:00

Na dystrybutorów leków weterynaryjnych padł blady strach. Urzędnicy zażądali od nich danych handlowych. Opornym zagrozili odebraniem koncesji

Jedno pismo Głównego Inspektoratu Weterynarii (GIW) wystarczyło, by wywołać wielkie poruszenie w całej Polsce. Prośba, by hurtownie leków dla zwierząt przekazały mu listę największych klientów wraz z informacją o dostarczanych im specyfikach oraz obrotach, wstrząsnęło branżą. Hurtownicy są oburzeni przede wszystkim tym, że inspektorat domaga się informacji finansowych.

Przedsiębiorcy szacują, że na farmaceutyki dla dużych zwierząt wydaje się w Polsce 0,5 mld zł rocznie. Mniejsze zwierzęta domowe są mniej kosztowne — ich leki kosztują rocznie 150 mln zł.
[FOT. ISTOCK]
Zobacz więcej

Przedsiębiorcy szacują, że na farmaceutyki dla dużych zwierząt wydaje się w Polsce 0,5 mld zł rocznie. Mniejsze zwierzęta domowe są mniej kosztowne — ich leki kosztują rocznie 150 mln zł. [FOT. ISTOCK]

— Inspektorat nie ma podstaw prawnych, żeby żądać od nas takich informacji. Co więcej, udostępniając je, możemy złamać prawo poprzez naruszenie nie tylko tajemnicy handlowej, ale również ustawy o ochronie danych osobowych. Inspekcja ma pełny wgląd do ilości sprzedawanych przez nas leków oraz ich nabywców poprzez kwartalne sprawozdania wysyłane do Ministerstwa Rolnictwa. Do czego potrzebne jej nasze obroty, nie sprecyzowała — mówi Piotr Okoniewski, prezes hurtowni weterynaryjnej PFO Vetos-Farma. Podobne wątpliwości ma większość przedstawicieli branży. Dlatego wielu dystrybutorów nadal nie przekazało żądanych informacji. Narazili się urzędnikom i zaczęły się kontrole.

W firmie Piotra Okoniewskiego już trwa. Innym hurtowniomkontrolerzy albo też już się przyglądają, albo zapowiedzieli wizytę w najbliższym czasie. Tak jest u wszystkich dystrybutorów, z którymi udało nam się skontaktować. Ich właściciele nie chcą się jednak wypowiadać pod nazwiskiem, obawiając się odwetu urzędników. Zwłaszcza że niektóre inspektoraty wojewódzkie, m.in. dolnośląski, posunęły się nawet do grożenia hurtownikom odebraniem koncesji.

— Nie tylko nie chcemy, ale po prostu nie możemy przekazać żądanych informacji, bo niektórzy nasi klienci — oburzeni pismami inspektoratu — stanowczo się na to nie zgadzają. Nie możemy sobie pozwolić na utratę największych odbiorców — mówi jeden z właścicieli hurtowni na południu Polski, pragnący zachować anonimowość.

Jak tłumaczy swoją ciekawość Główny Inspektorat Weterynarii? Jarosław Naze, zastępca głównego lekarza weterynarii, który podpisał się pod kontrowersyjnym żądaniem, przekonuje, że zebrane dane pozwolą na większą kontrolę nad rynkiem.

— Zweryfikują, czy lekarze weterynarii właściwie przeprowadzają terapie. Dzięki temu będzie można sprawdzić zasadność stosowania leków — także w leczeniu zwierząt gospodarskich — tłumaczy Jarosław Naze. Do hurtowni dotarły nieoficjalne informacje, że inspektorat pracuje nad systemem oceny ryzyka użycia antybiotyków. Ale co mają z tym wspólnego obroty hurtowni z największymi klientami — zastanawia się Piotr Okoniewski.

— Jeśli inspektorat chce sprawdzić, jakie lecznice stosują antybiotyki i w jakich okolicznościach, może to zbadać bezpośrednio u lekarzy weterynarii, których również kontroluje. Jako lekarze w pełni popieramy kontrole prawidłowości stosowania leków, w tym antybiotyków, jednak żądanie od nas listy trzydziestu największych klientów z ich obrotami budzi obawy, że informacje te zostaną wykorzystane w celach handlowych — mówi Piotr Okoniewski. Jednak według Jarosława Naze, GIW ma podstawy prawne, by żądać takich danych od dystrybutorów.

— Jak mamy nadzorować sprzedaż leków i hurtownie, nie wiedząc, komu, co i za ile sprzedały? To dla nas podstawowe informacje, które możemy później zweryfikować u lekarzy, np. sprawdzając, jak wykorzystali zakupione leki. Dane od dystrybutorów i lecznic oraz ewentualne kontrole pozwolą też sprawdzić, czy np. leki nie są sprzedawane nielegalnie — tłumaczy Jarosław Naze.

A co z groźbami odebrania koncesji? Zdaniem Jarosława Nazego, brak współpracy z lekarzami wojewódzkimi i nieudostępnienie danych budzi wątpliwości, czy hurtownie działają legalnie. — Stąd kontrole i pisma informujące o możliwych konsekwencjach — tłumaczy Jarosław Naze.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Alina Treptow

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Inspektor zatrząsł hurtowniami