W Sejmie i Senacie interesy lokalne w zasadzie ustępują decyzjom partyjnych central. Solidarne głosowania terytorialne trafiają się rzadko, a jeśli już, to w szczegółowych poprawkach budżetowych. Pod tym względem Parlament Europejski (PE) wymaga ekwilibrystyki do kwadratu. Europosłowie teoretycznie głosują grupami politycznymi, ale regularnie zdarzają się tzw. wyłamania, gdy górują interesy państwowe.
Przykładem jest rozkład kilku ważnych głosowań wczoraj w Strasburgu. Po wielu miesiącach podchodów PE wreszcie klepnął wieloletnie ramy finansowe 2014-20. Co prawda na razie w tzw. rezolucji, końcowe głosowanie we wrześniu, ale to już formalność. Budżet przeszedł 474:193, przy 42 wstrzymujących się. Polska reprezentacja ze wszystkich partii generalnie była za, ale nie do końca — podzieliła się grupka PiS we frakcji konserwatystów.
Krystaliczne czysty politycznie obraz miało zaś potępienie premiera Viktora Orbána (patrz wektor), które uchwalono 370:249, przy 82 wstrzymujących się. Za byli europosłowie SLD, a pozostali bronili premiera bratanków zgodnie jak nigdy w kraju — PO, PiS, PSL, PJN i SP.
Krystalicznie czyste państwowo było natomiast głosowanie przeciw interwencji w handlu emisjami dwutlenku węgla. Wszystkie polskie guziki wciśnięte zostały przeciw, ale ten fatalny dla gospodarki pomysł, niestety, przeszedł 344:311, przy 46 wstrzymujących się.
Przegraliśmy, ale szczegółowymi poprawkami udało się w PE jednak ciut złagodzić uderzenie Komisji Europejskiej. Unijny gabinet zaproponował radykalną zmianę zasad gry i zawieszenie aukcji 900 mln pozwoleń emisyjnych w latach 2013-15. Dla nas ta antywęglowa zagrywka oznacza stratę co najmniej 1 mld EUR . Teraz cała nadzieja w trzeciej decyzyjnej nodze, czyli Radzie UE, reprezentującej interesy nie eurokracji, lecz państw członkowskich.