Internet, Chiny, Kubica

Aleksander Krawczuk
25-03-2011, 00:00

W starożytności, jak wiadomo, panował kult mądrości i mędrca. W średniowieczu — świętości i świętego. W czasach nowożytnych — nauki i uczonego. Później obok niego pojawił się kult informacji, szybkiej i możliwie pełnej. Coraz nowocześniejsze media: gazety, radio, telewizja. Dziennikarze — tak się uważa — stają się czwartą władzą. I wreszcie w ostatnich latach, na naszych oczach, rośnie potęga i wszechobecność internetu.

Wszyscy znamy osoby wręcz uzależnione od sieci. Ludzi bardzo młodych, nawet dzieci, i osoby w wieku mocno podeszłym. Trudno się dziwić. Internet to nie tylko źródło wszelkiej informacji o rzeczach, wydarzeniach i osobach. I nie tylko sposób załatwiania wielu spraw. Co równie ważne, a nawet może jeszcze ważniejsze, to możliwości włączania się do tej rzeki informacji. Mogę ją wzbogacić swymi uwagami i refleksjami, a nawet plotkami. Czyli mogę kształtować sieciową rzeczywistość.

Tak więc internet jest nie tylko najbogatszą i na bieżąco uzupełnianą encyklopedią i źródłem informacji o wszystkim, co się wokół dzieje. Od rozkładu jazdy tramwajów w moim mieście po najświeższe osiągnięcia kosmologii, biologii, medycyny. To również globalna plotka. Nikt nad nią nie panuje, nie podlega ona żadnej kontroli. Ktokolwiek cokolwiek znaczy, może paść jej ofiarą. Jak prostować dane internetowe, jak przeciwstawić się dezinformacji? Teoretycznie to możliwe, właśnie drogą internetową. W praktyce jednak to trudne z wielu powodów. A w efekcie prowadzi do skutków wręcz przeciwnych od zamierzonych. Sprawa toczy się i narasta jak śnieżna kula, każdy bowiem może włączyć się do dyskusji.

Internet stanowi też pewną przeciwwagę dla doboru i sposobu przedstawiania informacji w mediach publicznych i komercyjnych. Te mają zwyczaj koncentrowania się przez czas dłuższy tylko na pewnych sprawach i wydarzeniach. Tak jakby poza tym nic się nie działo w kraju i na świecie. Rewolucyjne wzburzenia w krajach islamskich w pełni zasługują na obszerne relacjonowanie. Co prawda, brakuje nam prób wyjaśnienia, jakie są głębsze przyczyny owego wybuchu, tak nagłego i na taką skalę. A także dlaczego potężne rozruchy stały się tak zaraźliwe. I czy nowe rządy będą w stanie sprostać rozbudzonym nadziejom. A jeśli nie, to co dalej?

Innym tematem poruszanym niezwykle szeroko we wszystkich mediach stał się nieszczęsny wypadek Roberta Kubicy. Współczujemy — zwłaszcza my, krakowianie — sympatycznemu zawodnikowi. Warto jednak przypomnieć jednego z jego kolegów rajdowców: Najwyższy czas skończyć z obłędem takich wyścigów! W coraz większe szybkości wręcz wpisane jest ryzyko groźnych wypadków. Te jednak słowa przemknęły bez komentarza. Wyścigi to interes zbyt spektakularny i związane są z nim zbyt wielkie pieniądze.

Tak więc telewizyjne dzienniki wręcz prześcigały się w omawianiu kolejnych zabiegów chirurgicznych i stanu zdrowia pacjenta. Sami dziennikarze zwrócili uwagę, że było tego zbyt wiele. Pytali, co jest tego przyczyną? Zainteresowanie słuchaczy? Przecież nie dla wszystkich sport, zwłaszcza samochodowy, jest sprawą najważniejszą. A może instynkt stadny samych dziennikarzy?

Później dołączyła do tego sprawa relikwii ofiarowanych Kubicy. Czy będą miały cudowną moc uzdrawiającą? A przecież cud już się stał. Jest owocem wspaniałych osiągnięć medycyny. Gdyby podobny wypadek zdarzył się wiek temu, ofiara prawdopodobnie by nie przeżyła lub stała się kaleką do końca dni swoich.

Tymczasem zaś wielkie, prawdziwie historyczne wydarzenia przemykają w zgiełku informacyjnym wręcz niezauważone. Chiny zdystansowały Japonię, są już drugą po Stanach Zjednoczonych potęgą gospodarczą świata. I fakt drugi: to Chiny sfinansowały budowę rurociągu naftowego z Rosji. A więc zapewniają sobie stałe dostawy surowca, Rosja zaś zyskała wypłacalnego odbiorcę i nie musi się oglądać tylko na Zachód.

Czy te dwa fakty o podstawowym znaczeniu dla ekonomicznego porządku świata w bliskiej przyszłości nie powinny nas skłonić do poważnej refleksji i dyskusji? I do wniosku, że konieczna jest gospodarcza integracja Unii Europejskiej, jeśli ona i jej kraje członkowskie mają się liczyć w gospodarce globalnej? Nic z tego. My wolimy interesować się kłótniami polityków, rozwodami par aktorskich.

Tak więc żyjemy uzależnieni od usług i plotkarskiego rozgwaru internetu. A także od tego, co przekazują nam media. Nie ma czasu na spokojne rozważanie sytuacji, na refleksję, na rozmowę. Pojawiła się wszakże nadzieja. Przemknęła informacja, że skutkiem niedoinwestowania polskiej energetyki czekają nas za lat kilka przerwy w dostawach prądu. A więc koniec ciągłego użytkowania internetu, oglądania TV. Będzie znowu czas, jak niegdyś, na spokojną dyskusję o zmierzchu, na lekturę choćby przy świecach, na życie rodzinne. I na miłość… l

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Aleksander Krawczuk

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Po godzinach / Internet, Chiny, Kubica