Internetowe kable namieszały na drogach

Katarzyna Kapczyńska
opublikowano: 2010-10-20 00:00

Samorządowcy zostali wpuszczeni w kanał. Ściślej — w kanał technologiczny. Część narzeka, część się cieszy.

Ustawa wspierająca rozwój IT komplikuje życie samorządom

Samorządowcy zostali wpuszczeni w kanał. Ściślej — w kanał technologiczny. Część narzeka, część się cieszy.

Ustawa o wspieraniu rozwoju usług i sieci telekomunikacyjnych to milowy krok w dostępie Polaków do internetu — zwłaszcza w małych i średnich miejscowościach. Ale okazuje się, że jej wdrożenie niesie też sporo problemów przy budowie dróg.

— Zanim złożymy wniosek o decyzję środowiskową czy pozwolenie na budowę, musimy opublikować informację o inwestycji. Jeśli ktoś zgłosi zapotrzebowanie, będziemy musieli w ramach inwestycji drogowej zbudować także tzw. kanał technologiczny. Jego zaprojektowanie, ogłoszenie przetargu na wykonawcę i budowa mogą oznaczać opóźnienie w budowie drogi o minimum 6 miesięcy, a nawet o rok — narzeka Ewa Stepnowska z Wydziału Inwestycji i Funduszy Europejskich w Urzędzie Miasta w Ostrołęce.

Kanał w procedurze

Kanał technologiczny w drodze to miejsce, w którym — mówiąc w uproszczeniu — przebiegać mają kable telekomunikacyjne, z których korzystać będą mogli różni operatorzy. Każdy zarządca drogi samorządowej i krajowej ma obowiązek ich budowy. Sześć miesięcy przed wystąpieniem o decyzję środowiskową czy o pozwolenie na inwestycję "zarządca drogi zamieszcza na stronie internetowej informację o zamiarze rozpoczęcia budowy lub przebudowy drogi i możliwości zgłaszania zainteresowania udostępnieniem kanału technologicznego". Podobną przesyła do Urzędu Komunikacji Elektronicznej (UKE). Jeśli w ciągu 60 dni nikt się nie zgłosi, można ruszać z przygotowaniami do budowy drogi, ale jeśli znajdzie się chętny, trzeba w ramach drogowej inwestycji zbudować także kanał.

— Mamy z tym problem — przyznaje jeden z pracowników Urzędu Miasta w Wołominie.

Ale sprawę tonuje Bożena Kucharczyk, naczelnik Wydziału Inwestycji w wołomińskiej placówce.

— Przygotowujemy zawiadomienia do UKE. Jeśli nikt się nie zgłosi, przystąpimy do realizacji inwestycji drogowej, a jeśli otrzymamy zgłoszenie, to będziemy stosować się do obowiązującego prawa — obiecuje naczelnik.

IT priorytetem

Wielu samorządowców popiera ustawę, nawet gdyby jej realizacja miała przysporzyć im więcej pracy.

— Nie mamy kłopotów z ustawą przy budowie dróg. Te projekty, przy których mogły pojawić się problemy, już wykonaliśmy przed wejściem nowych przepisów w życie. Nawet jednak jeśli wdrożenie ustawy nakłada dodatkowe obowiązki na zarządców dróg, to i tak warto je wykonać, bo rozwój internetu jest przecież dla gminy bardzo istotny — twierdzi Roman Czepe, burmistrz Łap.

Gorącym zwolennikiem ustawy i rozwoju usług IT jest także Robert Perkowski, burmistrz Ząbek.

— Jesteśmy w pełni przygotowani do wdrożenia zapisów ustawy, zresztą już od dawna w ramach inwestycji drogowych inwestujemy także w sieć teleinformatyczną. Otrzymaliśmy nawet 25 mln zł z UE — podkreśla burmistrz podwarszawskiej miejscowości.