Inwestor nie odpłynie przy winie

Inwestycyjne wina to aktywa, ale nie na tyle alternatywne, żeby rynkowe trendy można było zmyślić sobie — ot tak — przy kieliszku

O inwestycjach alternatywnych przyjęło się myśleć, że są odporne na wszystko, co może przytrafić się różnym aktywom finansowym, bo o wartości dóbr takich jak wino decyduje wyłącznie zakorkowany w butelce bordoski aromat. Szczęśliwie dla inwestora, obrót skrzynkami z francuskich châteaux nie jest aż tak nieprzewidywalny, a trendy obserwowane na rynku nie zaliczają się jeszcze do zjawisk paranormalnych. Zamiast snuć wizję winiarskiego indeksu, którego wzrostem nie zachwieje żaden kataklizm, lepiej już poszukać czynników sterujących cenami, przeglądając zwykłe gazety. A w gazetach to co zwykle — Chiny, giełda, od niedawna brexit.

Powtórka z makro

Sam fakt, że rynek kolekcjonerskich win ma swój indeks — a ma nawet cały zbiór na bieżąco aktualizowanych indeksów — pokazuje, że kondycja branży jest w jakiś sposób mierzalna. Londyńska platforma Liv-ex, na której w skrzynki najlepszych win zaopatrują się pośrednicy, monitoruje zmiany cen poszczególnych grup tego alkoholu, przy czym najpopularniejszym z indeksów jest chyba Liv-ex 50, w skład którego wchodzi 50 win, które są w danym momencie najbardziej rozchwytywane. Wśród winiarskich aktualności mocno się ostatnio przebijała wieść, że właśnie Liv-ex 50 osiągnął najwyższy pułap od października 2013 r., chociaż względem czerwca 2011 r. wciąż jest o 32 proc. słabszy — widocznie decyzja o wyjściu Wielkiej Brytanii z UE nie okazała się aż tak ważna jak wzrost apetytu Chińczyków. Chociaż w przypadku win pochodzących głównie ze stosunkowo niewielkiej Burgundii i Bordeaux podejście w skali makro wygląda na solidną przesadę, żadne europejskie wyjście nie wpływa tak na ceny jak — rozkręcające popyt i napędzające spekulację — wejście smoka.

Indeks wstaje z kolan

Kiedy azjatyccy inwestorzy zainteresują się jakimś niedużym rynkiem na poważnie, nie ma czynnika, który działałby na ceny silniej. Pierwsze znaczące odbicie indeksu 50 cennych win nastąpiło co prawda po brytyjskiej reformie emerytalnej, która pozwoliła na włączanie kolekcjonerskich win do funduszowych aktywów, co doprowadziło w końcu do gwałtownego wzrostu zapotrzebowania funduszy działających wyłącznie na rynku wina. Drugi wzrostowy impuls był natomiast silniejszy, bo odwrócił trend tak spadkowy, że krzywa była właściwie pionowa — rynek załamał się z symbolicznym upadkiem Lehman Brothers i podnieść mogła go tylko chińska polityka wstrzyknięcia w gospodarkę tylu juanów, żeby starczyło na złagodzenie skutków kryzysu. Chociaż chińska interwencja pod niektórymi względami nie jest dobrze oceniana, na popyt na zachodnie dobra alternatywne zadziałała akurat poprawnie. Jak wskazują analitycy z Liv-ex, zakupy Azjatów pozwoliły wykresowi wystrzelić natychmiast i na kilka lat, a więc do czasu następnego załamania, którego nie pogłębiło nic innego, jak znowu polityka Państwa Środka. Zbierające najwyższe noty roczniki 2009 i 2010 zwieńczyły szczytowy moment indeksu, który na następne kilka lat pogrążył się w spadkowym trendzie wywołanym ostrą antykorupcyjną reformą, odbijającą się zresztą podobnie na rynku diamentów czy szwajcarskich zegarków.

Kiedy strumień juanów przestał płynąć w kierunku londyńskiej giełdy, obsługującej głównie zamówienia na francuskie wina, rynek długo czekał na kolejny bodziec — aż ożywił go kolejny strumień, tym razem zielonych. W związku z towarzyszącym decyzji Brytyjczyków o wyjściu z Unii osłabieniem funta inwestorzy zarabiający w dolarach już w noc przed referendum pokazali, na co ich stać, a wykres wystartował prawie tak ostro, jakby — nie przymierzając — azjatyckich biznesmenów reżim miał od teraz nagradzać za kolekcjonerstwo. O tym jednak, czy brexit istotnie i na dłużej ożywi obrót skrzynkami, będzie się można dopiero przekonać, bo niewykluczony jest przecież scenariusz, że zaraz po walutowym porywie przyjdzie czas na korygujący spadek. Przeciętny spread na giełdzie Liv-ex wynosi obecnie 5,4 proc., wobec 4,4 proc. w ubiegłym miesiącu — co oznacza, że oferenci podnoszą ceny w szybszym tempie, niż robią to kupujący. A okres sezonowego spowolnienia dopiero przecież przed rynkiem, bo tak się składa, że babie lato sprzyja aktywności pajączków, ale byki dopada jakoś wtedy nostalgia.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Weronika Kosmala

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Alternatywne / Inwestor nie odpłynie przy winie