Inwestor powinien mieć rzeźbę

Figura może zwiększać powodzenie inwestora niezależnie od tego, czy jest krągła i odlana, czy wyrzeźbiona jak tors Apolla

Na rynku rzeźby można zarobić, ale przestrzenne dzieła trzeba rozpatrywać w więcej niż trzech wymiarach, bo o potencjale wzrostu wartości decyduje nie tylko warstwa wizualna, ale też data powstania, metoda wykonania czy rodzaj materiału. Sama uroda arcydzieła czasami bywa nawet dyskusyjna, ale przed odrzuceniem przykładowej nieforemnej grudy w kolorze błota warto się dowiedzieć, dlaczego jej cena może wynosić kilkadziesiąt, jak nie kilkaset tysięcy złotych. Dla skrajnie konserwatywnych inwestorów czwartkowa aukcja w Desie Unicum może być zaskoczeniem — w katalogu nie ma ani jednej fajansowej damy rumieniącej się pod parasolem, którą można byłoby postawić w witrynie, w sąsiedztwie ubitych filiżanek. Kolekcjoner, któremu potrzebna jest rzeźba o solidniejszej rynkowej wartości, może jednak stanąć przed trudnym wyborem — kandydatek do tytułu najlepszej figury jest sporo, więc trzy kształtne pomocniczki przydadzą się z pewnością.

Magdalena Abakanowicz: szare miraże

Kandydatka numer 1 to wyceniona na 150-250 tys. zł „Postać” z brązu, wykonana i sygnowana przez Magdalenę Abakanowicz. Chociaż nazwisko autorki najszybciej kojarzy się z tzw. abakanami, tłumy pustych w środku sylwetek, zrobionych zwykle z syntetycznej żywicy i tkaniny workowej, to zupełnie inna kategoria. Wydrążone, zastygłe w sztywnej pozie sylwetki odbierane są jako negatywy człowieka, w których obijają się wszystkie doświadczenia socjalistycznych czasów — od społecznego zamknięcia na świat po dyscyplinę rodem z totalitarnych marszów. Szary tłum bez twarzy, w zależności od gęstości, kosztować może nawet 380 tys. USD, bo tyle wynosi aukcyjny rekord za pracę autorki ustanowiony w Sotheby’s w Nowym Jorku. Poza podobnymi powłokami na okoliczność licytacji dobrze jest też rozeznać same abakany — tkanina z lat 60. nazwana jako „Dorota IV” ma 2 m długości i wystawiona zostanie z ceną wywoławczą 48 tys. zł. Obiekt z tego okresu — którego cena z pewnością nie będzie maleć — niewprawionemu inwestorowi przypominać może kawałek beżowo- -brązowego koca, ale poprawnie taki wyrób określa się gobelinem. Tkanina utkana z sizalu, z której wystają długie strąki naturalnego włosia, jest dziełem, które bardziej przemawia w kontekście swojej epoki, bo — jak mówi sama artystka — abakany drażniły ludzi, bo były nie w porę. Mniej więcej w tym czasie Andy Warhol powielał kolorową Marilyn Monroe.

Alina Szapocznikow: biust z poliuretanu

Podobnie jak negatywy człowieka, prace Aliny Szapocznikow również należą do grupy polskich dzieł, które zostały na świecie na tyle uznane, że na lokalnym rynku prawie się nie pojawiają. W obu przypadkach do transakcji dochodzi głównie w galeriach, a nieprzydatne analizowanie zeszłorocznej sprzedaży na aukcjach oparte byłoby na sześciu pracach Abakanowicz i dwóch Szapocznikow. Dla kolekcjonerów nie oznacza to jednak, że o wartości inwestycyjnej nie można nic powiedzieć, bo wykonana przez drugą artystkę lampka ze sztucznego tworzywa kosztowała kilka lat temu 480 tys. EUR. Miała wydłużoną formę zwieńczoną półprzezroczystymi ustami — co jest informacją przydatną dla początkującego kolekcjonera, bo podstawowym działaniem Aliny Szapocznikow było właśnie zapamiętywanie ciała. Odlewy jego części stanowiły czasem całą rzeźbę, a podobne sprzęty oświetleniowe tworzyły również poliuretanowe piersi. Utrwalanie jednego kobiecego ciała nie zawsze było erotyczne w charakterze, bo poza błyszczącymi ustami w twórczości autorki pojawiają się też dramatyczne prace odnoszące się do własnej nowotworowej choroby, w których wykorzystane były nawet strzępki okrwawionych bandaży. Inwestować nie trzeba jednak w prace o wymowie epitafium, szczególnie że na aukcji wystawione będą obiekty w mniej radykalnym nastroju, a jeden z nich wyceniony jest w przedziale 0,9-1,4 mln zł. — Rzeźbę znaleźliśmy właściwie przypadkiem, bo nieświadomy jej wartości amerykański kolekcjoner przechowywał ją przez lata w szopie na narzędzia. Pracy z tego okresu i tej klasy nie było jeszcze na rynku, więc może być warta i milion złotych, i milion dolarów, zwłaszcza że obserwowaliśmy ostatnio transakcje z przedziału 0,5-1,5 mln EUR — komentuje Juliusz Windorbski, prezes Desy Unicum. Cenny obiekt to jednak nie świecący biust, tylko datowana na koniec lat 50. konstrukcja z cementowej masy, do której artystka dodała zebrane z okolicznych warsztatów opiłki żelaza. Korodując, zabarwiły rzeźbę na rdzawy odcień, ale w konkursie miss inwestycji kandydatka i tak ma niezachwianą pozycję.

Barbara Zbrożyna: zdrożne konteksty

Rzeźba Barbary Zbrożyny to „Koncentrator”. Wykonana w latach 70. forma z piaskowca licytowana będzie od 19 tys. zł, ale praca z tej samej serii pojawiła się w katalogu również w ubiegłym roku i osiągnęła wartość 22 tys. zł. Nieliczne aukcyjne notowania nie stanowią jednak właściwej bazy do porównań, więc żeby wypowiedzieć się o potencjale zarobkowym, trzeba przyjrzeć się dokładnie samej rzeźbie. Wiadomo, że kutych w kamieniu „koncentratorów” nie powstało więcej niż 3, natomiast pod względem przeznaczenia uznaje się je za wyjątkowe w dorobku Zbrożyny, bo wykonała je w konkretnym celu, jakim było wyciszenie. Funkcją „Koncentratora” jest koncentrowanie uwagi we wnętrzu jego kompozycji, co jednocześnie ma sprzyjać kontemplacji i da się wyjaśnić poezją autorki. Barbara Zbrożyna była zdania, że rzeźbienie to „niepowtarzalne spotkanie z Prawdą, które zmienia się w przedmiot” — tego jednak nie trzeba wiedzieć, żeby w wystawionym przedmiocie rozpoznać miękkie cielesne kształty. Złudzenie, że przedmiot składa się z elementów natury, podczas gdy z jego formy nic konkretnego nie da się wyczytać, nazywa się abstrakcją organiczną. Inwestorów, którzy nie słyszeli o takim podchwytliwym nurcie, przekona prawdopodobnie wiadomość, że od 15 lat rzeźby Henry’ego Moore’a mają na rynku lepsze wyniki niż indeks akcji S&P500, wynika z danych Artprice. Moore był jednak dla tendencji kluczowym artystą, więc na tle jego milionowych rekordów twórczość Zbrożyny jest nieporównanie bardziej przyjazna portfelowi, szczególnie że to nie tyle rzeźby, co „próby humanizacji nieludzkiego świata”.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Weronika Kosmala

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Alternatywne / Inwestor powinien mieć rzeźbę