Inwestor Wojtek: Zagraj to jeszcze raz, Donaldzie

Inwestor Wojtek
opublikowano: 2026-04-01 17:42

Tegoroczne zachowanie amerykańskiego rynku akcji do złudzenia przypomina to, co widzieliśmy rok temu. Z małą, ale istotną różnicą – przed dynamicznym odbiciem nie doszło do krachu.

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

W styczniu 2025 r. S&P 500 ustanowił rekord wszech czasów, kontynuując szalony rajd napędzany rynkowym entuzjazmem po wyborze Donalda J. Trumpa na prezydenta Stanów Zjednoczonych. Jeszcze w lutym szczyt ten udało się lekko poprawić. Potem ulubieniec inwestorów popsuł zabawę, zapowiadając wprowadzenie wysokich „ceł wzajemnych” na towary importowane do USA.

W marcu 2025 r. wypowiedzenie reszcie świata wojny celnej przeraziło Wall Street. S&P 500 w nieco ponad miesiąc stracił przeszło 21 proc., wchodząc na umowne terytorium giełdowego niedźwiedzia (tj. spadając o ponad 20 proc. od szczytu). Celna panika swoje apogeum osiągnęła na początku kwietnia, gdy słynne „tablice Trumpowe” przypomniały inwestorom o katastrofalnej w skutkach ustawie Smoota-Hawleya. To właśnie zaporowe cła importowe w USA – a nie krach na Wall Street – zrodziły Wielki Kryzys lat 30-tych XX wieku i sprowokowały wybuch II wojny światowej.

Gdy ceny amerykańskich akcji i obligacji spadały na łeb, na szyję, prezydent Donalda Trump krzyczał do inwestorów, że „moja polityka nigdy się nie zmieni” i żądał od prezesa Rezerwy Federalnej obniżenia stóp procentowych. Ale już dwa dni później zmienił zdanie.

„Teraz jest najlepszy czas, by kupować akcje” – napisał gospodarz Białego Domu tuż przed tym, jak odwołał większość ceł lub znacząco obniżył ich wysokość. I tedy na Wall Street nastała euforia. 9 kwietnia 2025 r. S&P 500 wzrósł o 9,5 porc., a Nasdaq zwyżkujący o przeszło 12 proc. zaliczył najlepszą sesję od 24 lat.

Nic dwa razy się nie zdarza? A może jednak…

W tym roku S&P 500 podąża niemal identyczną ścieżką jak rok temu. W styczniu ustanowił nowy rekord, pierwszy raz w historii meldując się na poziomie 7 tys. pkt. Od końcówki lutego zaczął spadać. Tym razem głównymi winowajcami byli prezydent Donalda Trump i premier Izraela Benjamin Netanjahu, którzy postanowili napaść na Iran i wywołać nową wojnę na Bliskim Wschodzie. W odpowiedzi Teheran praktycznie zamknął Cieśninę Ormuz, pozbawiając świat prawie 20 proc. dostaw ropy naftowej i LNG. Stanęliśmy w obliczu największego kryzysu paliwowego od końcówki lat 70-tych XX wieku.

Nic więc dziwnego, że giełdowe indeksy powędrowały w dół. Początkowa reakcja była jednak dość słaba, ponieważ chyba wszyscy spodziewali się kilkunastodniowego i zasadniczo niegroźnego dla światowej gospodarki konfliktu. Teraz jednak wojna z Iranem trwa od miesiąca i pomimo buńczucznych deklaracji Donalda Trumpa do końca marca nie było widać większych szans na rychłe jej zakończenie. Każdy tydzień blokady Ormuzu pogarsza sytuację na rynkach paliw, grożąc wystąpieniem stagflacji – czyli okresu utrzymywania się wysokiej inflacji i niskiego (lub wręcz ujemnego) wzrostu gospodarczego. Inwestorzy dobrze znają historię lat 70-tych, gdy stagflacja przez całą dekadę trzymała w miejscu wyceny akcji. Po uwzględnieniu inflacji inwestujący w amerykańskie akcje i obligacje ponieśli dotkliwe straty.

Jeśliby literalnie trzymać się zeszłorocznej analogii, to w pierwszych dniach kwietnia na Wall Street powinien był nastąpić krach – ze spadkami giełdowych indeksów sięgającymi wysokich kilku procent dziennie. Sprawę nieco komplikuje układ kalendarza, gdyż w pierwszym tygodniu kwietnia przypadają święta wielkanocne. Zatem na Wall Street nie będzie handlu akcjami w piątek (3 kwietnia), a na rynkach europejskich także w poniedziałek (6 kwietnia).

Najbardziej sprawy komplikuje jednak – a jakże – Donald Trump. We wtorek, 31 marca, zapowiedział rychłe zakończenie działań militarnych przeciwko Iranowi i zaznaczył, że Teheran nie musi zawierać porozumienia, aby konflikt dobiegł końca. Dzień później ujawnił, że prezydent Iranu poprosił Stany Zjednoczone o zawieszenie broni. Dodał, że Waszyngton rozważy to, gdy Cieśnina Ormuz będzie „otwarta i wolna”.

We wtorek S&P 500 urósł o 2,9 proc., a Nasdaq zyskał 3,8 proc. Tak dobrej sesji nie było od 12 maja ubiegłego roku.

Chłopaki, ja tylko żartowałem

W tej sytuacji nie będzie zaskoczeniem, jeśli w najbliższych dniach (a kto wie, może godzinach) Donald Trump napisze coś w stylu: „Wielki Naród Irański zawarł wieczyste porozumienie z rządem Stanów Zjednoczonych. WOJNA SKOŃCZONA. Cieśnina Ormuz zostanie otwarta NATYCHMIAST. Jesteśmy największą potęgą w dziejach i zawsze osiągamy nasze cele. Boże, błogosław Amerykę!”

Taka wiadomość na pewno zelektryzowałaby rynki finansowe i podobnie jak rok temu wywołałaby panikę kupna przecenionych wcześniej akcji i obligacji. Rok temu straty poniesione na wojnie celnej indeks S&P 500 zdołał odrobić do połowy maja, a już od końcówki czerwca ustanawiał nowe rekordy. W całym 2025 r. S&P 500 wzrósł o 16,4 proc., a licząc od kwietniowego minimum zwyżkował o 41,6 proc.

Nie wiemy, czy tak będzie i tym razem. Choć styl prezydenta Donalda Trumpa prowokowałby do podobnego rozegrania sytuacji, to jednak istnieje kilka zasadniczych różnic. Rok temu była to sztuka jednego aktora. Donald Trump samodzielnie decydował kogo i jak mocno oclić, oraz kiedy i z kim zawrzeć porozumienie handlowe. Teraz administracja USA dąży do pokoju, ale władze w Teheranie nie za bardzo chcialy negocjować. Nie wszystko zależy zatem od woli lidera Stanów Zjednoczonych.

Po drugie, historia niezmiernie rzadko się powtarza. Ale za to lubi się rymować. To znaczy, że rynki finansowe faktycznie mogą zbliżać się do momentu jakiegoś przesilenia. Ale czy się po nim podniosą równie dynamicznie jak rok temu, to już jest co najmniej wątpliwe. Zarówno giełdy jak i realna gospodarka są teraz w zupełnie innym miejscu cyklu koniunkturalnego, niż były rok temu. Pamiętajmy również, że znajdujemy się w statystycznie najgorszym dla rynków akcji drugim roku tzw. cyklu prezydenckiego. Jeśli zatem prezydent Donalda Trump chciałby postąpić zgodnie z tradycją, to właśnie teraz ma najlepszy moment, aby zepsuć zabawę posiadaczom akcji.