Inwestor z Izraela czeka do wyborów

Katarzyna Jaźwińska
19-09-2005, 00:00

Kondycja spółki jest fatalna. Czy pomoże jej armator Ramy Ungar? Jego szanse rosną.

Resort gospodarki ma jeszcze we wrześniu przedstawić rządowi informację o stanie restrukturyzacji stoczni. Dokument, do którego dotarł „PB”, pokazuje ich obecną sytuację. A ta jest fatalna, zwłaszcza Stoczni Gdynia (SG).

Papierowe zyski

Stocznia na koniec czerwca zy-skała co prawda 72,6 mln zł na działalności operacyjnej, ale tyl- ko na papierze. Jak przyznano w rządowej informacji, jest on efektem rozwiązania 87 mln zł rezerwy.

„Spółka ma ujemny kapitał własny i ujemny kapitał obrotowy na poziomie około minus 500 mln zł. Wpływa to na brak realnej zdolności kredytowej i potrzebę posiadania gwarancji zewnętrznych na pozyskanie finansowania” — napisał resort gospodarki w informacji dla rządu.

Według programu restrukturyzacji firmę uzdrowić ma włączenie do państwowej Korporacji Polskie Stocznie (KPS). Załoga domaga się jednak wpuszczenia inwestorów zagranicznych.

— Mieliśmy przedwczoraj spotkanie z Ramym Ungarem (izraelski armator zamawiający samochodowce — przyp. red.), podczas którego przedstawił on nam plan dokapitalizowania stoczni wspól- nie z Mediterranean Shipping Co. sumą 150 mln USD. Inwestorzy nie chcą jednak rozmawiać o wejściu stoczni do KPS. Czekamy więc na wybory, bo być może po nich uda się wprowadzić inwestorów bez budowy stoczniowych zjednoczeń — mówi Dariusz Adamski, członek rady nadzor- czej SG i szef zakładowej Solidarności.

Prowizja rozgrzeszona

Czy możliwe jest wprowadzenie do stoczni izraelskiego armatora? Tak, ale nie będzie to łatwe. Wielu skupionych w agendach rządowych i spółkach branżowych zwolenników konsolidacji i pozostawienia sektora w rękach państwa od lat stara się wyeliminować go z gry. Podkreślają, że w latach 90. ówczesny zarząd stoczni kierowany przez Janusza Szlantę podpi- sał z izraelskim armatorem kontrakty zawierające wysoką pro- wizję brokerską (rodzaj opłaty dla pośrednika). Uważają, że Stocznia Gdynia ponosi szkody na realizacji tak skonstruowanych kontraktów. Sprawą zajmowała się nawet gdańska Prokuratura Okręgowa.

— Nie wykryliśmy żadnej szkody. W kontrakty wpisana jest rzeczywiście dość wysoka prowi- zja brokerska, ale z powodu jej wprowadzenia wyższa jest tak- że cena statku — mówi Marek Siemczonek, kierownik wydziału ds. przestępczości zorganizowanej w Prokuraturze Okręgowej w Gdańsku.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Katarzyna Jaźwińska

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Inwestor z Izraela czeka do wyborów