Inwestor zarabia, a artystka krwawi

opublikowano: 27-04-2016, 22:00

Szklanka ozdobiona sceną oddawania moczu kosztuje 2,4 tys. zł. Warto rozważyć, bo malarstwo Agaty Bogackiej jest już znacznie droższe

Określanie inwestycyjnego potencjału prac, w sytuacji gdy autor ciągle rozwija formułę swojej twórczości, w wielu przypadkach sprowadza się do zgadywania. Inwestorzy, którzy do tej pory nie interesowali się głębiej rynkiem sztuki najnowszej, często zestawiają takie obrazy z uznanym dorobkiem klasyków XX wieku, twierdząc, że nikt nie jest w stanie przewidzieć, w jakim kierunku tworzący dzisiaj artysta się rozwinie. Zanim się im przytaknie, wypada jednak zauważyć, że argument okazuje się dość płytki, kiedy autor zyskał już grono kolekcjonerów jakąś skończoną serią — a jeśli tak się stało, ceny wcześniejszych prac teoretycznie nie powinny spadać, nawet kiedy artysta zajmie się zupełnie czym innym i za kilka lat nie będzie tworzył wcale.

WILK Z WALL STREET: Inwestycyjne podejście do zakupu najnowszej sztuki 
ma zwolenników i przeciwników, ale „Wilk” Agaty Bogackiej ma estymację 
20-30 tys. zł, dlatego że pochodzi z okresu, który najbardziej 
interesuje kolekcjonerów.
Zobacz więcej

WILK Z WALL STREET: Inwestycyjne podejście do zakupu najnowszej sztuki ma zwolenników i przeciwników, ale „Wilk” Agaty Bogackiej ma estymację 20-30 tys. zł, dlatego że pochodzi z okresu, który najbardziej interesuje kolekcjonerów. POLSWISS ART

Dobre, bo wczesne

Bohaterowie Agaty Bogackiej przechodzili już różne przemiany i fakt, że na jednych obrazach byli pod wieloma względami roznegliżowani, nie wyklucza, że na innych zamknęli się w sobie, a ich twarze przesłoniły włosy albo weszli w zupełnie inne stany, bo zamiast oczu mieli wklejone lusterka, a w miejscu ust — wycięte dziury. Trudności w nadążeniu za przebiegiem tych metamorfoz nie powinny jednak zniechęcać, bo sama autorka wielokrotnie podkreślała, że raczej nie przedstawia wydarzeń, tylko same psychiczne stany. Kolekcjonerów o mniej wrażliwej percepcji nie należy przy tym wykluczać z grona odbiorców, bo poza wartością emocjonalną akrylowe obrazy o uczuciowym przekazie miewają też wartość rynkową, nawet rzędu kilkudziesięciu tysięcy złotych. Na kwietniowej aukcji praca „Kaja” z 9 tys. zł wylicytowana została do 42 tys. zł — głównie dlatego, że tytułową Kaję namalowano w 2005 r. i można było rozpoznać, że zrobiła to Bogacka. Wyróżnikiem najbardziej rozchwytywanej serii jest specyficzny język formalny, czyli sposób, w jaki wybrane motywy zostały przedstawione — w tym przypadku chodzi więc o malowanie płaskimi plamami, które wydobyte są z jednolitego tła za pomocą wyraźnego konturu. Mocne obrysowanie kształtów nadaje pracom graficzny, trochę plakatowy charakter, a ograniczenie kolorystyki opartej głównie na szarościach dopełnia przemyślany, oszczędny sposób wyrazu. Inwestorowi, który nie umiałby rozgryźć tej twórczości jako „dziennika emocjonalnych stanów”, takie proste rozpoznanie powinno wystarczyć, bo trudne relacje uczuciowe rozpracowywać można już w czasie, kiedy dzieło będzie zyskiwało na wartości, wisząc na ścianie.

Dobra fizjologiczne

— Prace Agaty Bogackiej rzadko trafiają na rynek wtórny, bo kolekcjonerzy są przekonani, że ich ceny będą rosły, natomiast wyniki sprzedaży też nie są często publikowane, bo spora część oferty pochodzi prosto z pracowni. Tendencja jest taka, że najbardziej poszukiwanesą serie wcześniejszych prac, do których zalicza się na przykład sprzedana ostatnio „Kaja”. Nie ulega wątpliwości, że autorka jest w grupie najwyżej wycenianych artystów pokolenia połowy lat 70. — komentuje Marzena Karpińska z domu aukcyjnego Polswiss Art, w którym 30 kwietnia wystawiony zostanie obraz prezentowany na wystawie „Ja krwawię!”. Cena wywoławcza „Wilka” z 2002 r. to 16 tys. zł, a przedstawiony na obrazie mężczyznama wszystkie oznaki bycia bohaterem Bogackiej — karnacja jest raczej szarawa, tło jednolite, a kontur wyraźny. Sprowadzenie serii do „języka formalnego” byłoby jednak bardzo upraszczające, warto więc podejść do obrazu chociaż trochę poważniej i umieścić go w ogólnym kontekście — na wystawie „Ja krwawię!” autorka pokazywała samą siebie, rozczarowaną nieudanymi związkami, ale też znajomych, sprowadzając czasem życiową aktywność do poziomu czystej fizjologii. Wbrew pozorom, wczucie się w nastrój ułatwić może trochę szkło stołowe, bo na sprzedanej za 2,4 tys. zł szklance widać zarys oddającej mocz postaci. Dwie fizjologiczne potrzeby zestawione zostały w jednej pracy, co z jednej strony ma zachęcać, a z drugiej odrażać — trudno zaprzeczyć, że to skuteczne, bo przedstawiona dziewczyna napełnia w pewnym sensie naczynie, co zaznaczone jest żółtym kolorem i teoretycznie przywodzić ma na myśl coś do picia. © Ⓟ

 

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Weronika Kosmala

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Alternatywne / Inwestor zarabia, a artystka krwawi