Inwestorzy chcą polskiej ziemi

  • Emil Górecki
31-01-2014, 00:00

Wkrótce każdy Europejczyk będzie mógł kupować u nas grunty rolne. Wielkie firmy już szukają dużych areałów, o które jest najtrudniej

Za nieco ponad dwa lata obywatele UE i Szwajcarzy będą mogli bez przeszkód kupować w Polsce ziemię rolną. Okres przejściowy trwający do 30 kwietnia 2016 r. został wpisany do traktatu akcesyjnego (w większości państw regionu obowiązują podobne, ale tylko do końca 2014 r.). Już teraz po Polsce krążą duże firmy i fundusze z zachodniej Europy, ale także USA, które chętnie zainwestowałyby w zakup dużych połaci ziemi ornej.

— Szukają terenów powyżej 50 ha. Dość trudno je znaleźć, ponieważ takich terenów w jednym kawałku jest bardzo mało — mówi Daniel Puchalski, szef działu gruntów w Jones Lang LaSalle.

Na fali

Zainteresowanych dużymi areałami można podzielić na trzy grupy. To fundusze, chcące zarobić na wzroście wartości ziemi po kilku latach, podmioty zainteresowane hodowlą lub uprawą (często interesuje je tylko długoterminowa dzierżawa) oraz firmy, które chcą zarobić na podziale dużego terenu na mniejsze i sprzedaży. Wśród poszukujących lub planujących takie inwestycje są m.in. brytyjski Winterbourne, niemiecki Wernsing Food Family, duński Superpharm, amerykański GreenWood (który uprawia topolę szybkorosnącą dla International Paper Kwidzyn) czy należący do Holendrów Farm Equipment International. Kiedy będą kupować?

— Część z nich wystąpi o zgodę do Ministerstwa Spraw Wewnętrznych (MSW), by kupić ziemię relatywnie tanio przed 2016 r. Choć grunty rolne w ostatnich latach bardzo zdrożały, nadal są kilkakrotnie tańsze niż w Niemczech, Danii czy Holandii. Myślę, że gdy zniknie obowiązek występowania o zgodę, zainteresowanie zakupem ziemi rolnej zwiększy się też wśród zagranicznych rolników posiadających duże gospodarstwa rolne. Dlatego spodziewam się wzrostu cen i wartości takich gruntów — mówi Daniel Puchalski.

Jones Lang LaSalle dwa tygodnie temu wystawił na sprzedaż spółkę Agro Brusno, która jest właścicielem ponad 3 tys. ha ziemi rolnej w okolicach Szczecinka. Mimo zimy oglądali ją już przedstawiciele dwóch zachodnich firm.

Po sąsiedzku

Biznes na ziemi rolnej robią też polskie firmy, jak np. Royal Partners. Jednak największy bank ziemi udało się stworzyć Funduszowi Ziemi Rolnej W Investments, które jest kontrolowane przez Piotra Wiśniewskiego. Przez dwa lata zgromadził ponad 1 tys. ha, do końca trzeciego kwartału zbliży się do 2,5 tys. ha. Strategia polega na kupowaniu ziemi poniżej ceny GUS od właścicieli, którzy popadli w kłopoty.

— Rocznie z dopłat i uprawy fundusz daje nam zakładane 10 proc. zwrotu, nie licząc wzrostu wartości ziemi, która w Polsce jest 2-3 razy tańsza niż w Niemczech. Kiedy dojdzie do podobnej wartości, rozważymy sprzedaż, choć dziś za wcześnie o tym mówić. Już teraz dostajemy sporo zapytań o odkup, ale zwykle od naszych sąsiadów — mówi Piotr Sawala, wiceprezes W Investments. Jego zdaniem, nie widać nasilonego zainteresowania zagranicznych inwestorów.

W trendzie wzrostowym

Skala zakupów gruntów rolnych przez obcokrajowców też nie jest wielka, ale rośnie. Według Ministerstwa Spraw Wewnętrznych (MSW), w 2012 r. cudzoziemcy uzyskali 318 pozwoleń na zakup łącznie 1033 ha. W tej liczbie 115 zezwoleń dostały osoby prawne, które zamierzały kupić znaczącą część tego areału — 910 ha. Najwięcej ziemi rolnej trafiło do firm z Niemiec, Holandii i Francji. W 2011 r. MSW wydało 217 pozwoleń na zakup 1001 ha. Ubiegłorocznych pozwoleń resort jeszcze nie podsumował.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Emil Górecki

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Inne / Inwestorzy chcą polskiej ziemi