Inwestorzy nie poczuli chemii

Kamil Zatoński, KSA
20-06-2008, 00:00

Miał być sukces, efektowny debiut i impuls do poprawy koniunktury na rynku akcji. Zdaniem analityków, skończyło się na rozczarowaniu.

Analitycy są rozczarowani wynikami oferty publicznej Zakładów Azotowych Tarnów

Miał być sukces, efektowny debiut i impuls do poprawy koniunktury na rynku akcji. Zdaniem analityków, skończyło się na rozczarowaniu.

Niektórzy analitycy wynik oferty Zakładów Azotowych Tarnów określają jednoznacznie: klapa.

— Jeśli patrzymy na suche fakty, to trudno to inaczej ocenić. Zwłaszcza że sporą część akcji kupiły giełdowe firmy z udziałem skarbu państwa. Wydaje się, że trochę z przymusu — mówi Piotr Palenik, analityk ING Securities.

PGNiG i Ciech zapisały się łącznie na ponad połowę papierów, które były oferowane w transzy instytucjonalnej. Fundusze nie dopisały. Główne ich zastrzeżenie (czytaj obok) to zbyt wysoka cena, która nie dawała dyskonta wobec już notowanych spółek z branży (ZA Puławy i ZCh Police).

Trudny rynek

Tymczasem miesiąc temu z ofertą publiczną Tarnowa duże nadzieje wiązali Aleksander Grad, minister skarbu, a także Ludwik Sobolewski, prezes Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie (GPW). Ten pierwszy mówił o dużym zainteresowaniu spółką ze strony inwestorów branżowych, ten drugi liczył, że gracze, długo wyczekujący na prywatyzacje poprzez giełdę (ostatnia odbyła się 1,5 roku temu), chętnie kupią papiery chemicznej spółki. Jej atutami miały być m.in. wysoka kapitalizacja i duże możliwości rozwoju.

Euforii i kolejek w biurach maklerskich jednak nie było. Dlaczego? Specjaliści zgodnie podkreślają, że termin oferty Tarnowa nie był najszczęśliwszy.

— O pieniądze inwestorów teraz nie jest łatwo. Dotyczy to wszystkich spółek wchodzących dziś na warszawską giełdę. Potwierdzają to kolejne odwoływane lub przesuwane oferty. W takiej atmosferze nawet prywatyzacje nie wywołują dużych emocji inwestorów — dodaje Piotr Palenik.

Tarnów to nie hit

O niższym zainteresowaniu ofertą funduszy inwestycyjnych zdecydowały nie tylko warunki ogólnorynkowe.

— Gracze skracają horyzont inwestycyjny. Tymczasem zarząd Tarnowa przekonywał, że teraz dla firmy jest czas inwestycji, a wyraźnej poprawy wyników należy się spodziewać dopiero w kolejnych latach. Zabrakło więc zachęt, które zdecydowałyby o pełnym sukcesie IPO — mówi Kamil Kliszcz, analityk DI BRE Banku.

— Inwestorów nie udało się wciągnąć, bo akcje producenta nawozów wyceniono tak, jakby wciąż trwała hossa — dodaje Mirosław Saj, analityk BM DnB Nord.

Marcin Gątarz z UniCredit CAIB uważa, że Tarnów to nie jest spółka, która mogłaby rozruszać rynek.

— Wartość akcji, będących w obrocie po emisji, daje jej obecnie dopiero 70-80 pozycję w indeksie WIG — zwraca uwagę analityk.

Zdaniem ekspertów, przebieg i wynik oferty Tarnowa nie wróżą dobrze debiutowi akcji spółki na GPW.

— Istnieje spore ryzyko, że kurs na pierwszej sesji będzie słaby. Nie tylko dlatego, że instytucje nie dopisały w ofercie. Także dlatego, że to jedna z niewielu ofert prywatyzacyjnych, w której pracownicy firmy będą mogli sprzedawać otrzymane wcześniej walory już na premierowej sesji — mówi Piotr Palenik.

Zastrzyk energii

Zdaniem Marcina Gątarza, specjalisty Unicredit, większego zainteresowania dużych inwestorów krajowych i zagranicznych można się spodziewać dopiero jesienią, kiedy ofertę publiczną przeprowadzi koncern energetyczny Enea.

— Odbiór i znaczenie kolejnych ofert prywatyzacyjnych zależeć będzie od postrzegania biznesu, jaki prowadzą konkretne spółki. Można sądzić, że dużym wzięciem cieszyłyby się firmy surowcowe czy energetyczne. Na przykład właśnie Enea — potwierdza Kamil Kliszcz z DI BRE Banku.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kamil Zatoński, KSA

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Inwestorzy nie poczuli chemii