- System finansowy USA jest mocno uszkodzony i potrzebuje więcej wsparcia ze strony rządu, by uniknąć zapaści, która zdewastuje gospodarkę – mówił wczoraj Timothy Leithner, szef amerykańskiego Departamentu Skarbu. Dodał, że działania administracji będą zakładały "spory nakład środków finansowych, ryzyko i czas".
Wieczorem Senat głosował nad 800 mld planem pomocy dla gospodarki USA. Dzień wcześniej prezydent Barack Obama apelował do senatorów, by przyjęli rozwiązania, zakładające obniżkę podatków, wzrost nakładów na infrastrukturę i edukację, a także wsparcie lokalnych budżetów. Apel okazał się skuteczny.
Te dwa wydarzenia przykuwały wczoraj uwagę inwestorów na światowych giełdach. Początkowo na rynkach akcji widoczna była duża ostrożność, połączona z nadzieją na rzeczywiste efekty posunięć amerykańskiej administracji. Wieczorem do głosu doszli jednak sprzedający, którzy bez problemów sprowadzili indeks Dow Jones poniżej 8 tys. pkt. (S&P500 nurkował o 4,6 proc.).
- Inwestorzy nie wierzą już, że jakikolwiek plan wzmocni w krótkim czasie gospodarkę USA i system bankowy – komentowali analitycy dla agencji Bloomberg.
Oliwy do ognia dolał szef amerykańskiego banku centralnego, Ben Bernanke. Stwierdził on, że bieżące dane płynące z gospodarki USA są gorsze, niż się spodziewano.
Kontrolowane emocje
- W miarę upływu czasu kolejne
nowe działania wspierające gospodarkę budzą coraz mniej emocji. Rynki najmocniej
emocjonują się czymś na początku. Później poziom napięcia systematycznie spada.
Tak też było ostatnio. Poniedziałkowe spekulacje, że w Senacie nie będzie
większości do przegłosowania planu pomocowego, nie wywołały histerii, a jedynie
lekkie pogorszenie nastrojów. Wczorajsze wahania nastrojów też nie prowadziły do
jakiś znaczących zmian – mówi Marcin Kiepas, analityk X-Trade
Brokers.
Temperatura opadła, ale problemy - niestety - nie zniknęły.
Najważniejszym pozostaje brak możliwości pozyskania zewnętrznego finansowania
działalności przez amerykańskie przedsiębiorców. Na rynku obligacji
korporacyjnych inwestorzy wymagają pięciokrotnie wyższej premii za ryzyko, niż
przed kryzysem. Banki nie chcą natomiast udzielać kredytów, a otrzymaną pomoc od
Fedu wolą lokować w banku centralnym.
- Bez odblokowania rynku kredytów
skutki działań stymulujących gospodarkę będę bardzo ograniczone – podkreślał
wczoraj sekretarz Skarbu USA.
Dodawał, że na razie amerykański sektor
finansowy, mimo wpompowanych już w niego miliardów dolarów, przeszkadza w
powrocie gospodarki na ścieżkę wzrostu. Dlatego aż pięciokrotnie – z 200 mld do
1 bln USD – zwiększona ma być kwota, która zostanie udostępniona na udzielanie
pożyczek dla klientów indywidualnych i korporacji.
Pomysły
na zły bank
Nowością w kuracji uzdrawiającej banki i ubezpieczycieli
jest pomysł częściowego zaangażowania w ten proces prywatnych środków. Na razie
zarzucono pomysł stworzenia złego banku, który miał skupić toksyczne aktywa.
Zamiast tego ma powstać publiczno-prywatny fundusz inwestycyjny, który mógłby je
przejąć. Wartość tych aktywów miałaby sięgnąć nawet bilion USD. Banki, którym
brakuje kapitału na pokrycie strat, mogłyby natomiast nadal liczyć na wsparcie,
ale na bardziej wymagających warunkach, niż do tej pory i w zamian za objęcie
przez rząd uprzywilejowanych zamiennych papierów
wartościowych.