Inwestorzy wolą stolicę

Justyna Otto
opublikowano: 2003-12-16 00:00

Rynek inwestycyjny przedstawia się dziwnie. W stolicy popytem cieszą się nieruchomości handlowe

i biurowce, a poza Warszawą nie chce inwestować nikt.

Rok 2002 był rekordowy dla Warszawy, jeśli chodzi o inwestycje bezpośrednie w zakup nieruchomości biurowych. Wartość transakcji sięgnęła wtedy 650 mln EUR. Również w 2003 r. notowane jest niespotykane dotąd w stolicy zainteresowanie rynkiem inwestycyjnym.

Polska jest obecnie uznawana za najatrakcyjniejszy rynek dla inwestorów międzynarodowych w regionie Europy Środkowej i Wschodniej. Powód — wyraźne oznaki wzrostu gospodarczego, których dopatrzyli się w ostatnich miesiącach eksperci.

Reszta kraju

Rafał Mateusiak, doradca inwestycyjny w firmie CB Richard Ellis w Polsce, twierdzi, iż na rynku nieruchomości inwestycyjnych w naszym kraju poza Warszawą nic się nie dzieje. Mimo że nie brakuje dobrych budynków w miastach, które znajdują się w obszarze zainteresowania funduszy inwestycyjnych ze Stanów Zjednoczonych, Niemiec czy Austrii, to jednak współczynnik wynajętej powierzchni jest w nich wciąż zbyt niski. Na najemców czeka tam od 20 do 30 proc. lokali biurowych.

Poza tym w Krakowie, Wrocławiu czy Poznaniu wciąż zawiera się za mało typowych dla zachodnich rynków, długoterminowych umów najmu, które zapewniałyby utrzymanie wysokości czynszów na określonym poziomie w dłuższym okresie.

Zdecydowanie lepiej od rynku nieruchomości biurowych przedstawia się sytuacja centrów handlowych.

Są chętni

W Warszawie zawierane są już umowy długoterminowe na 5 lat. Główną przeszkodą dla inwestycji jest jest jednak to, że o niewielką liczbę obiektów budynków zabiega aż 11 funduszy inwestycyjnych.

Stopy kapitalizacji w regionie obejmującym Polskę, Czechy i Węgry spadają. Nie brakuje chętnych do zainwestowania kapitału szacowanego na 4,5-5,0 mld USD, a jednak nie ma czego kupić. Deweloperzy nie chcą wyprzedawać już istniejących obiektów, bo to nie przekłada się bezpośrednio na kapitał na kolejną budowę. Tymczasem nikt nie chce budować na zasadzie inwestycji spekulacyjnych na wynajem, bo na razie nie ma gwarancji, że znajdą się chętni na wolne powierzchnie.

— Przystąpienie Polski do Unii Europejskiej otwiera pewne perspektywy dla rynku inwestycyjnego. Wzrośnie wówczas liczba miejsc pracy, a zatem i popyt na powierzchnie, między innymi biurowe. Rynek będzie bezpieczniejszy dla inwestorów. Spadać będą stopy kapitalizacji inwestycyjnej. Zmienią się przepisy. Na przykład te dotyczące zakupu nieruchomości przez cudzoziemców. Poza tym napłynie jeszcze więcej kapitału z zagranicy — przekonuje Rafał Mateusiak.