Inwestycje i etaty w zamrażarce

opublikowano: 03-09-2012, 00:00

18,9 tys. etatów dziś czy za rok – niektórym urzędnikom jest wszystko jedno. Minister gospodarki traci cierpliwość

Do piątku Ministerstwo Finansów (MF) miało do resortu gospodarki przesłać propozycję obliczania skutków poszerzenia specjalnych stref ekonomicznych (SSE). Nie przesłało. Od połowy lipca resort Waldemara Pawlaka wstrzymuje z tego powodu proces rozszerzeń stref. Teraz w kolejce czeka już 10 z 14 SSE! Razem z nimi czekają 24 projekty za 1,4 mld zł tworzące 2,3 tys. miejsc pracy. Wśród nich są inwestycje m.in. GKN Driveline, Valeo i Rhodii.

A to tylko projekty realizowane na gruntach prywatnych, o których trzeba informować. Jest jeszcze mnóstwo firm, które chcą inwestować na terenach gminnych i nie muszą ujawniać planów. W takiej sytuacji jest np. Faurecia. Łącznie zmiany w strefach mają dać 18,9 tys. etatów i 6,9 mld zł inwestycji.

Kto nie maszeruje, ten ginie

— W czasach kryzysu musimy walczyć o miejsca pracy. Dlatego bardzo nam zależy na tych niemal 20 tys. etatów, które mają powstać dzięki poszerzeniu stref. Legia Cudzoziemska ma hasło: kto nie maszeruje, ten ginie. Mamy kryzys i musimy iść do przodu — mówi Waldemar Pawlak, minister gospodarki.

W niektórych przypadkach firmy mają już ustalone harmonogramy inwestycji. Część z nich musi rozpocząć budowę zakładów jesienią.

— Inwestorzy opierali analizę ekonomiczną projektu na możliwości wejścia do stref ekonomicznych. Założyli, że uda się to zrealizować w rozsądnym czasie. Gdy w niektórych przypadkach proces trwa już niemal rok i istnieje zagrożenie, że rozszerzenia stref nie będzie — analiza przedsiębiorców zmienia się i niektóre projekty w drastyczny sposób tracą na opłacalności. To może zaowocować ich realizacją w innym kraju — ostrzega Paweł Tynel z Ernst & Young.

Ofensywa Pawlaka

Jeszcze przed wakacjami MF wysunęło zastrzeżenia do sposobu obliczania przez MG wpływów z VAT. To jeden z elementów szacowania wpływów do budżetu. Jednak wpływy ze spółek „strefowych” zawsze przewyższają pomoc publiczną, którą firmy dostają w postaci niezapłaconego podatku CIT. Mimo to, po latach stosowania starej metodologii, resort z ulicy Świętokrzyskiej stwierdził, że w przypadku VAT strefy ekonomiczne powodują jedynie „przesunięcie popytu”.

To te zastrzeżenia spowodowały, że na początku lipca projekty poszerzenia stref legnickiej i wałbrzyskiej zamiast pod obrady rządu trafiły do zamrażarki. Wtedy MF zobowiązało się do końca sierpnia przysłać propozycję obliczania wpływów z VAT. 18 sierpnia biuro prasowe MF potwierdziło „PB”, że do końca miesiąca wywiąże się z obietnicy. „Ministerstwo Finansów prześle do Ministerstwa Gospodarki odpowiedź do końca tego miesiąca” — brzmiała informacja.

W piątek po południu MF nie było w stanie udzielić informacji, czy pismo do resortu gospodarki zostało wysłane. Minister gospodarki nie chce dalej czekać. Dziś do MF trafi pismo z propozycją nowej metodologii obliczania wpływów z VAT.

— Rozumiem, że skoro MF nie przedstawiło własnej metodologii, zgadza się na naszą — mówi wicepremier Waldemar Pawlak.

Przeczekać kryzys

Problem jest szerszy. MF krzywo patrzy na specjalne strefy ekonomiczne. Resort nie chce się zgodzić na wydłużenie ich działalności z 2020 do 2026 r. Powód? Zdaniem MF, do inwestycji i tak by doszło, a tak firmy ze stref mają korzystniejsze warunki od tych spoza.

— Dużą część inwestycji w strefach realizują międzynarodowe koncerny, które zwracają uwagę na zachęty. Musimy stworzyć im dobre warunki, w przeciwnym razie wybiorą inne kraje. Strefy ekonomiczne to znakomity instrument. Firmy są zwolnione z podatku CIT, czyli korzystająz pomocy publicznej, dopiero gdy zaczynają być dochodowe. A PIT czy VAT płacą od początku działalności — wyjaśnia Waldemar Pawlak.

MF już pokazało, że w relacjach z MG gra na zwłokę. Np. w styczniu 2011 r. przestał obowiązywać program wspierania inwestycji o dużym znaczeniu dla gospodarki — to w jego ramach inwestorzy ubiegają się o rządowe granty.

MF i MG nie mogły porozumieć się, jakie kryteria powinny obowiązywać. MF nie chciało dawać grantów w aglomeracjach o niskiej stopie bezrobocia. Wykluczałoby to z prawa do ubiegania się o grant centra usług, które działają tylko w dużych miastach.

Branża zaapelowała do premiera. Pat trwał do lipca. Ostatecznie rząd przyjął system pozwalający na granty dla inwestycji z sektora nowoczesnych usług także w dużych aglomeracjach. Inny przykład pochodzi z 2009 r., gdy MG chciało wprowadzić w strefach antykryzysowy pakiet, MF się mu sprzeciwiło i zaczęło robić problemy z włączaniem terenów prywatnych. Do nowelizacji w ogóle nie doszło…

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Małgorzata Grzegorczyk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu