Do piątku Ministerstwo Finansów (MF) miało do resortu gospodarki przesłać propozycję obliczania skutków poszerzenia specjalnych stref ekonomicznych (SSE). Nie przesłało. Od połowy lipca resort Waldemara Pawlaka wstrzymuje z tego powodu proces rozszerzeń stref. Teraz w kolejce czeka już 10 z 14 SSE! Razem z nimi czekają 24 projekty za 1,4 mld zł tworzące 2,3 tys. miejsc pracy. Wśród nich są inwestycje m.in. GKN Driveline, Valeo i Rhodii.
A to tylko projekty realizowane na gruntach prywatnych, o których trzeba informować. Jest jeszcze mnóstwo firm, które chcą inwestować na terenach gminnych i nie muszą ujawniać planów. W takiej sytuacji jest np. Faurecia. Łącznie zmiany w strefach mają dać 18,9 tys. etatów i 6,9 mld zł inwestycji.
Kto nie maszeruje, ten ginie
— W czasach kryzysu musimy walczyć o miejsca pracy. Dlatego bardzo nam zależy na tych niemal 20 tys. etatów, które mają powstać dzięki poszerzeniu stref. Legia Cudzoziemska ma hasło: kto nie maszeruje, ten ginie. Mamy kryzys i musimy iść do przodu — mówi Waldemar Pawlak, minister gospodarki.
W niektórych przypadkach firmy mają już ustalone harmonogramy inwestycji. Część z nich musi rozpocząć budowę zakładów jesienią.
— Inwestorzy opierali analizę ekonomiczną projektu na możliwości wejścia do stref ekonomicznych. Założyli, że uda się to zrealizować w rozsądnym czasie. Gdy w niektórych przypadkach proces trwa już niemal rok i istnieje zagrożenie, że rozszerzenia stref nie będzie — analiza przedsiębiorców zmienia się i niektóre projekty w drastyczny sposób tracą na opłacalności. To może zaowocować ich realizacją w innym kraju — ostrzega Paweł Tynel z Ernst & Young.
Ofensywa Pawlaka
Jeszcze przed wakacjami MF wysunęło zastrzeżenia do sposobu obliczania przez MG wpływów z VAT. To jeden z elementów szacowania wpływów do budżetu. Jednak wpływy ze spółek „strefowych” zawsze przewyższają pomoc publiczną, którą firmy dostają w postaci niezapłaconego podatku CIT. Mimo to, po latach stosowania starej metodologii, resort z ulicy Świętokrzyskiej stwierdził, że w przypadku VAT strefy ekonomiczne powodują jedynie „przesunięcie popytu”.
To te zastrzeżenia spowodowały, że na początku lipca projekty poszerzenia stref legnickiej i wałbrzyskiej zamiast pod obrady rządu trafiły do zamrażarki. Wtedy MF zobowiązało się do końca sierpnia przysłać propozycję obliczania wpływów z VAT. 18 sierpnia biuro prasowe MF potwierdziło „PB”, że do końca miesiąca wywiąże się z obietnicy. „Ministerstwo Finansów prześle do Ministerstwa Gospodarki odpowiedź do końca tego miesiąca” — brzmiała informacja.
W piątek po południu MF nie było w stanie udzielić informacji, czy pismo do resortu gospodarki zostało wysłane. Minister gospodarki nie chce dalej czekać. Dziś do MF trafi pismo z propozycją nowej metodologii obliczania wpływów z VAT.
— Rozumiem, że skoro MF nie przedstawiło własnej metodologii, zgadza się na naszą — mówi wicepremier Waldemar Pawlak.
Przeczekać kryzys
Problem jest szerszy. MF krzywo patrzy na specjalne strefy ekonomiczne. Resort nie chce się zgodzić na wydłużenie ich działalności z 2020 do 2026 r. Powód? Zdaniem MF, do inwestycji i tak by doszło, a tak firmy ze stref mają korzystniejsze warunki od tych spoza.
— Dużą część inwestycji w strefach realizują międzynarodowe koncerny, które zwracają uwagę na zachęty. Musimy stworzyć im dobre warunki, w przeciwnym razie wybiorą inne kraje. Strefy ekonomiczne to znakomity instrument. Firmy są zwolnione z podatku CIT, czyli korzystająz pomocy publicznej, dopiero gdy zaczynają być dochodowe. A PIT czy VAT płacą od początku działalności — wyjaśnia Waldemar Pawlak.
MF już pokazało, że w relacjach z MG gra na zwłokę. Np. w styczniu 2011 r. przestał obowiązywać program wspierania inwestycji o dużym znaczeniu dla gospodarki — to w jego ramach inwestorzy ubiegają się o rządowe granty.
MF i MG nie mogły porozumieć się, jakie kryteria powinny obowiązywać. MF nie chciało dawać grantów w aglomeracjach o niskiej stopie bezrobocia. Wykluczałoby to z prawa do ubiegania się o grant centra usług, które działają tylko w dużych miastach.
Branża zaapelowała do premiera. Pat trwał do lipca. Ostatecznie rząd przyjął system pozwalający na granty dla inwestycji z sektora nowoczesnych usług także w dużych aglomeracjach. Inny przykład pochodzi z 2009 r., gdy MG chciało wprowadzić w strefach antykryzysowy pakiet, MF się mu sprzeciwiło i zaczęło robić problemy z włączaniem terenów prywatnych. Do nowelizacji w ogóle nie doszło…