Inwestycje zagraniczne wymagają inspiracji

Stanisław Albinowski
opublikowano: 2001-12-14 00:00

Nikogo nie trzeba przekonywać o roli, jaką inwestycje zagraniczne odgrywają w procesie wzrostu i przebudowy naszej gospodarki. Równocześnie jednak zainteresowanie mediów tą sferą jest minimalne i ogranicza się w zasadzie do inwestycji, związanych z aferami wokół prywatyzacji wielkich przedsiębiorstw. Te spektakularne i najczęściej bulwersujące wydarzenia przesłaniają wiele istotniejszych problemów.

Zacznijmy od tego, że aż 38 proc. ogólnej wartości nakładów inwestycyjnych w roku 2000 przypadało w Polsce na podmioty z kapitałem zagranicznym. Sądzę, iż w skali europejskiej jest to wielkość wprost kuriozalna, zwłaszcza że zależność ta ma charakter jednostronny. Nie mamy zatem wpływu na prawie 2/5 dokonywanych u nas nakładów na rozwój. Co gorsza, brak do tej pory wyraźnych sygnałów podjęcia polityki, która zachęcałaby zagranicznych inwestorów do aktywności w dziedzinach i kierunkach przez nas preferowanych. I proszę nie mówić, że oznaczałoby to powrót do ręcznego sterowania i naruszenie zasad gospodarki rynkowej.

Nie sięgając daleko — w Czechach ważnym segmentem polityki gospodarczej jest selektywna promocja inwestycji. Ulgi podatkowe i dotacje w tej sferze są udzielane np. wtedy, gdy co najmniej połowa maszyn, tworzących nową linię produkcyjną, znajduje się na rządowej liście sprzętu wysokiej technologii. W Polsce brak zarówno koncepcji skutecznej polityki promocji inwestycji, zwłaszcza zagranicznych, jak i jej struktur aplikacyjnych.

Możliwości analizy problemu utrudniają dwie okoliczności. Po pierwsze — nawet nie wiadomo dokładnie, ile tych inwestycji zagranicznych jest. Według Narodowego Banku Polskiego, w pierwszym półroczu 2001 wartość bezpośrednich inwestycji zagranicznych (BIZ) wyniosła 2,75 mld USD, natomiast według Państwowej Agencji Inwestycji Zagranicznych — 3,2 mld USD. Ministerstwo Gospodarki traktuje dane PAIZ jako szacunkowe, ale — mimo dużych rozbieżności z danymi NBP — posługuje się nimi w swych analizach. Po drugie zaś — dolarowe nakłady BIZ nie są bieżąco rejestrowane w złotych i nie są wyszczególniane w zintegrowanej statystyce inwestycyjnej. Można te wielkości wprawdzie wyliczyć, ale tylko w ujęciu ogólnym i w przybliżeniu. W Roczniku Statystycznym 2000 podana jest (tabl. 527) wartość inwestycji sektora prywatnego, a w tym „własność prywatna krajowa”. Z krótkiego obliczenia wynika, że w 1999 r., przy inwestycjach prywatnych krajowych rzędu 44 mld zł, inwestycje zagraniczne wyniosły nieco ponad 34 mld zł, co odpowiada kwocie dolarowej, przeliczonej średniorocznym kursem walutowym. Ale już na poziomie sektorów i działów gospodarki rachunek taki jest niemożliwy.

Pojęcie bezpośrednich inwestycji zagranicznych (w odróżnieniu od portfelowych) obejmuje nakłady inwestora zagranicznego w celu ustanowienia trwałych i bezpośrednich więzi ekonomicznych z firmą krajową poprzez nabycie co najmniej 10 proc. jej kapitału podstawowego. Nakłady te są dokonywane drogą zakupu akcji lub udziałów firmy krajowej, a mogą też występować w postaci kredytów lub pożyczek. Ocenia się, że ponad 1/3 BIZ była do tej pory związana z procesami prywatyzacji. Nie wiemy jednak, jaka część globalnych BIZ jest corocznie przeznaczana na wykup naszych przedsiębiorstw, jaka zaś na modernizację istniejących lub budowę nowych zdolności produkcyjnych i usługowych. A to stanowi problem najwyższej wagi. Tempo wzrostu produktu krajowego brutto zależy w decydującej mierze od udziału inwestycji w PKB, ale tylko takich inwestycji, które zwiększają lub modernizują aktywne środki produkcji. Nakłady na wyeliminowanie konkurencji dynamice gospodarczej nie sprzyjają.

Dynamikę i wielkość BIZ w latach 1991-2001 ukazuje wykres z lewej strony. Efekt podażowy nakładów inwestycyjnych zależy też od ich struktury sektorowo-działowej. Na gruncie istniejącej statystyki nie można niestety ukazać zmian struktury BIZ w poszczególnych lub choćby w niektórych latach. Możliwe jest tylko przedstawienie stanu struktury sektorowej tej wartości BIZ, jaka w całym badanym okresie została skumulowana. Z kołowego diagramu powyżej można odczytać, że na pośrednictwo finansowe (głównie: banki) kapitał zagraniczny wydał w Polsce połowę tego, co na przemysł, a dwa razy więcej niż na przemysł samochodowy i prawie siedem razy więcej niż na urządzenia elektryczne i optyczne.

W raporcie Ministerstwa Gospodarki o inwestycjach w 2000 r. stwierdza się, że zagraniczny kapitał inwestycyjny w coraz mniejszym stopniu wspiera procesy modernizacyjne w działach przemysłu przetwórczego. Stwierdzeniem tym wracamy do początku naszych rozważań i przykładu polityki czeskiej.