Jak golasy zasłaniały się immunitetem

PAP
opublikowano: 2008-07-30 06:23

"Życie Warszawy" donosi o akcji straży miejskiej przeciw nagusom opalającym się na warszawskim Wale Miedzeszyńskim. Funkcjonariusze w sile dwóch wozów ruszyli nad golasów ok. godz. 14. Szybko dotarli na miejsce. - Nadzy goście byli wszędzie . Żeby jeszcze nad Wisłą czy w krzakach.

Ale oni normalnie po drodze chodzili. Jak ktoś ich mijał, to się tylko przyglądali i szli spokojnie dalej - dziwił się jeden z funkcjonariuszy. Strażników zainteresowały też zaparkowane przy drodze auta. - Same ekskluzywne, drogie marki , super fury - komentowali. Akcję "zwijania" golasów przerwał postawny jegomość, który przedstawił się jako sędzią Sądu Najwyższego, posiadający immunitet, chroniący przed zatrzymaniem. Strażnicy musieli uwierzyć na słowo, bo dżentelmen był uzbrojony jedynie w ... plan zagospodarowania przestrzennego wiślanego nabrzeża. - Możemy tu być - przekonywał stróżów porządku. Golasy nie okazały dokumentów - nie miały ich przy sobie. Dlatego akcja strażników zakończyła się... wystawieniem jednego mandatu w wysokości 200 zł za źle zaparkowany samochód.

Dlaczego w ogóle funkcjonariusze interweniowali? - Absolutnie nie można paradować na golasa po drodze, ani obnażać się w tym miejscu. Podstawą interwencji był 51. artykuł kodeksu wykroczeń o zakłócanie spokoju - mówi rzecznik SM Agnieszka Dębińska-Kubicka.