Jak Kulczyk z Vattenfallem przez płot budowali

Agnieszka Berger
opublikowano: 23-09-2010, 00:00

Wyścig, kto pierwszy postawi wielką elektrownię węglową na Pomorzu, może rozstrzygnąć się przed czasem.

Inwestorzy upatrzyli sobie lokalizacje w dwóch sąsiadujących gminach – Gniewie i Pelplinie

Wyścig, kto pierwszy postawi wielką elektrownię węglową na Pomorzu, może rozstrzygnąć się przed czasem.

Ogłoszona w poniedziałek nowa strategia Vattenfalla może nieco ostudzić emocje, jakie dotychczas towarzyszyły wyścigowi dwóch inwestorów, którzy pod swoje projekty energetyczne na Pomorzu wybrali lokalizacje sąsiadujące ze sobą nieomal przez płot. Nikt nie ma wątpliwości — dwie duże elektrownie węglowe nie powstaną tak blisko siebie, więc kto pierwszy, ten lepszy. O inwestycję na swoim terenie rywalizują dwie graniczące ze sobą gminy — Gniew i Pelplin.

Wielka niewiadoma

— Oczywiście, że wolałbym mieć taką inwestycję u siebie, ale tak naprawdę najbardziej zależy mi na tym, żeby na Pomorzu w ogóle ktoś zbudował elektrownię, bo mamy deficyt energii. A teraz się boję, że Szwedzi się wycofają, a Kulczyk swojej nie wybuduje — mówi Bogdan Badziong, burmistrz gminy Gniew.

Niepokój burmistrza o przyszłość projektu Vattenfalla jest uzasadniony. Wprawdzie, jak twierdzi, Szwedzi od trzech lat pilnie nad nim pracują, ale nowa strategia koncernu może wymazać go z inwestycyjnej mapy, jeszcze zanim na dobre na niej zagościł. W planach było, a formalnie wciąż jest, dwa razy po 800 MW mocy opalanej węglem kamiennym. Vattenfall nie umieścił jednak Polski, wśród kluczowych rynków, na których zamierza się rozwijać, i jednoznacznie zadeklarował odejście od węgla na rzecz paliw bardziej przyjaznych środowisku.

— Sami na razie nie wiemy, jak ta strategia przełoży się na poszczególne projekty inwestycyjne i całą działalność Vattenfalla w Polsce. Spodziewam się, że wkrótce te wątpliwości się wyjaśnią. Pewne jest, że jeśli w ogóle będziemy kontynuowali ten projekt — konieczny będzie wybór innego paliwa. Lokalizacja w Opaleniu daje takie możliwości. W grę wchodzi gaz i biomasa — mówi dyrektor Paweł Skowroński odpowiedzialny za strategię i rozwój w Vattenfall Poland.

Drugim zagrożeniem dla projektu, które w świetle pojawienia się nowego niebezpieczeństwa nieco przybladło, jest kłopotliwy sąsiad — Kulczyk Investments, który pod podobną inwestycję — 2 tys. MW na węglu kamiennym — upatrzył sobie teren sąsiedniej gminy Pelplin. I choć przyszedł później, zdążył już wyprzedzić konkurentów.

Niewygodne sąsiedztwo

— Żeby w ogóle możliwe były takie inwestycje w naszych gminach, trzeba było zmienić zapisy pięciu ważnych dokumentów — m.in. planu zagospodarowania przestrzennego województwa i wojewódzkiej strategii energetycznej, która wcześniej w ogóle nie dopuszczała budowy takich dużych obiektów, bo stawiała na wiatr. Solidnie się namęczyliśmy, żeby do tego doprowadzić, a konkurencja przyszła na gotowe — mówi burmistrz Gniewu.

W dodatku Kulczykowi lepiej poszło z uzyskaniem zgód środowiskowych.

— Poinformowano nas, że w przypadku obu inwestycji — ze względu na ich wagę i stopień skomplikowania — konieczna będzie opinia Krajowej Komisji ds. Ocen Oddziaływania na Środowisko. Skończyło się tak, że Kulczyk dostał decyzję z dyrekcji regionalnej, a my czekamy na komisję — mówi Bogdan Badziong.

Burmistrz ma wątpliwości, czy projekt Kulczyk Investments (KI) w ogóle doczeka się realizacji, bo — jak twierdzi — jest słabszy ekonomicznie.

— Do wody jest daleko, więc nie ma mowy o otwartym obiegu chłodzenia, a prace nad projektem ruszyły za późno, żeby inwestor mógł liczyć na ulgi przy zakupie praw do emisji dwutlenku węgla — dodaje burmistrz.

Dariusz Mioduski, prezes KI, nie podziela tych obaw.

- Nasz projekt jest dobrze przemyślany i mocno za-awansowany – mówi szef KI.

O CO2 i opłacalność obawia się jednak również Vattenfall.

— Budowa elektrowni węglowej w Polsce wiąże się z bardzo wysokim ryzykiem. Nadal nie znamy ostatecznych rozstrzygnięć unijnych w zakresie emisji, a ceny energii w kraju wciąż nie zapewniają zwrotu z takiej inwestycji — twierdzi Paweł Skowroński.

Sąsiedzi: Dariusz Mioduski, szef Kulczyk Investments, jest dobrej myśli w sprawie pomorskiego projektu. Paweł Skowroński, odpowiedzialny za strategię i rozwój w Vattenfall Poland, ma jednak powody do obaw.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Agnieszka Berger

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu