Jak limitować wydatki na farmakoterapie?

Marta Markiewicz
opublikowano: 27-01-2011, 00:00

Branża farmaceutyczna nie kryje obaw przed zapisem wyznaczającym maksymalny poziom wydatków na refundację leków z budżetu płatnika.

Receptariusz pomógłby bardziej niż ograniczenie budżetu na refundację

Branża farmaceutyczna nie kryje obaw przed zapisem wyznaczającym maksymalny poziom wydatków na refundację leków z budżetu płatnika.

Obawy związane z limitowaniem wydatków na refundację potwierdzają analitycy ze spółki CASE-Doradcy.

Według nowego schematu zaproponowanego w projekcie ustawy refundacyjnej wydatki na refundację leków w ramach sprzedaży aptecznej, programów lekowych oraz chemioterapii w latach 2012-14 zostaną utrzymane na poziomie zaplanowanym na rok 2011. Po tym okresie ustawodawca chce szacować wydatki tak, by kwota refundacji mieściła się między wartością minimalną określoną poziomem refundacji z 2011 r. a kwotą maksymalną — 17 proc. budżetu przeznaczonego na świadczenia zdrowotne.

— Ostatecznie wysokość budżetu przeznaczanego na każdy z obszarów będzie zależeć od decyzji Ministerstwa Zdrowia, które z góry zakładać będzie wolumen leków finansowanych w ramach programów lekowych oraz chemioterapii. Po odjęciu kosztów tych terapii reszta funduszy będzie przeznaczana na refundacje leków aptecznych — wyjaśnia Andrzej Cylwik, prezes CASE-Doradcy.

Zapłacą pacjenci?

W ocenie analityków, takie założenia nowego systemu refundacji zamiast wytwarzać mechanizmy konkurencji między firmami farmaceutycznymi, spowodują konkurowanie na poziomie pacjentów.

— Mechanizm ten stwarza konkurencję między różnymi grupami firm farmaceutycznych tylko pozornie. W rzeczywistości, będzie to konkurowanie o wydatki publicznego płatnika pomiędzy grupami pacjentów. Uważam, że sztywny zapis mówiący o maksymalnym poziomie wydatków na refundację w głównej mierze uderzy w pacjentów — ocenia Katarzyna Piętka-Kosińska, ekspert CASE-Doradcy.

A ostatecznie najsilniej odczują to pacjenci realizujący recepty w aptekach. W symulacji przedstawionej przez CASE-Doradcy od 2011 r. można się spodziewać erozji wydatków państwa na refundację w aptekach z poziomu 8,5 mld zł do około 7 mld zł w 2014 r.

— Trzeba przyznać, że dzięki takiemu zabiegowi rzeczywiście budżet na refundację leków zostanie domknięty po stronie płatnika, natomiast będzie to możliwe dzięki instrumentowi tzw. zwrotów payback. Jego ciężar zostanie przesunięty na producentów leków, które znajdą się w grupach terapeutycznych przekraczających ministerialne limity — wyjaśnia Andrzej Cylwik.

W jego ocenie, podział leków na grupy limitowe i utrzymanie aktualnie obowiązujących cen spowoduje znaczący wzrost wydatków po stronie pacjentów, a pośrednio także kłopoty z dostępem do preparatów.

Eksperci z CASE-Doradcy uważają, że w efekcie kontrowersyjnego zapisu w ustawie, część producentów, po analizie swojej sytuacji ekonomicznej, może zacząć wycofywać swoje preparaty z list refundacyjnych, kierując je do pacjentów bez dopłaty ze strony NFZ lub zdecyduje się na radykalne ograniczanie sprzedaży, by uniknąć paybacku.

Ograniczanie kosztów

Eksperci dostrzegają potrzebę kontroli nad wydatkami refundacyjnymi także w postaci częściowego paybacku dotyczącego najdroższych leków innowacyjnych mających status monopolu na rynku. Negatywnie oceniają jednak pomysł wprowadzenia sztywnego paybacku przy przekroczeniu limitu we wszystkich grupach terapeutycznych.

— Warto przytoczyć przykłady zabezpieczeń przed niekontrolowanym wzrostem wydatków refundacyjnych, jakie z powodzeniem zastosowano w innych państwach UE. Za przykład mogą tu służyć rozwiązania z Belgii, Francji, Włoch — wylicza Andrzej Cylwik.

W krajach tych działa system payback, ale oparty na umowach i — jak podkreślają eksperci — tylko w przypadku przekroczenia planowanej sprzedaży podział ryzyka między płatnika a producenta leków w krajach starej UE ustalany jest na stałym poziomie od 50 do 72 proc. Na Węgrzech współpłacenie jest progresywne aż do osiągnięcia poziomu 100 proc.

Jednak zasadniczym instrumentem kontroli popytu, stosowanym niemal we wszystkich krajach UE, jest kontrola preskrypcji i szczegółowe określenie standardów przepisywania leków refundowanych.

— Polska jest jednym z nielicznych krajów, w których brakuje receptariusza. Wprowadzenie do prawa zapisów mówiących o kontroli popytu poprzez jasne zasady ordynacji lekarskiej z pewnością pomogłoby w kontroli wydatków refundacyjnych krajowego płatnika — przekonuje Katarzyna Piętka-Kosińska.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marta Markiewicz

Polecane