Mazowiecki Urząd Wojewódzki w Warszawie nie honoruje opłat paszportowych dokonanych za pomocą przelewu z banku internetowego. Za wydanie paszportu można zapłacić osobiście w kasie urzędu, można wysłać pieniądze pocztą lub przelać z rachunku w banku. Przelew z banku internetowego jest jednak wykluczony. Dlaczego dyskryminuje się kilka legalnie działających, licencjonowanych banków? Czym różni się sto złotych, które wpłynęły pocztą, od stuzłotówki przekazanej przez bank internetowy?
Wtajemniczeni twierdzą, że wyjaśnienie jest bardzo proste, a przyczyna nieskomplikowana, taka „nasza“. Otóż konto bankowe urzędu prowadzone jest w tradycyjny, archaiczny już dzisiaj sposób. Urząd zna wprawdzie bieżący stan konta, ale nie jest w stanie zidentyfikować, kto i za co w danym dniu zapłacił. Paszportowe stuzłotówki wpadają do wielkiego worka i są nie do wyodrębnienia. Odwieczną biurokratyczną metodą urząd przerzuca więc na petenta obowiązek udowodnienia, że nie jest wielbłądem, czyli — w danym wypadku — że za paszport zapłacił. Do wniosku paszportowego obywatel musi załączyć dowód dokonanej wpłaty, koniecznie z pieczątką i podpisem. Tymczasem bank internetowy takich pokwitowań nie wystawia, bo wystawić nie może; istnieje tu przecież jedynie zapis elektroniczny. A zatem dla urzędu bank internetowy jest be. Ot, i cała tajemnica.
A przecież urząd wojewódzki to wysokiej rangi instytucja państwowa, a państwo niezmiennie deklaruje poparcie i pomoc w rozwijaniu Internetu i jego zastosowań. Toteż bankowość internetowa szybko się rozwija i z jej usług korzysta już co najmniej ćwierć miliona osób. Jak więc pogodzić ogólnikowe deklaracje z przyziemną praktyką? Jest to problem znacznie poważniejszy niż przyjmowanie prostych wpłat, należy bowiem do sfery, której na imię stosunek obywatela do własnego państwa. Powszechnie utyskuje się, że jest to stosunek niewłaściwy, bo Polacy widzą w państwie nieprzyjazną sobie strukturę, z którą nie chcą się utożsamiać. Ma to jednak swoje powody. Strzałem samobójczym administracji jest na przykład nałożenie na miliony obywateli wymogu udowodnienia, że wszyscy byli ich pracodawcy regulowali składki na ZUS i podania konkretnych sum tych składek. Będzie o to jeszcze gigantyczna awantura i biada tym, którzy akurat będą ministrami.