Jak poradzić sobie z niską zmiennością?

Grzegorz Zalewski, ekspert DM BOŚ
opublikowano: 2014-06-24 00:00

Zmiana wartości mnożnika dla kontraktów na WIG20, połączona z niepodwyższaniem prowizji maklerskich oraz wprowadzeniem depozytów intraday, polepszy warunki dla najaktywniejszych inwestorów

Poranek 19 maja 2010 był chłodny i zapowiadał się deszczowo. Polska żyła od kilku dni jedną z największych powodzi. Warszawiacy szykowali się do przyjęcia najwyższej od 160 lat fali kulminacyjnej na Wiśle. Ceny na giełdzie od miesiąca systematycznie spadały. Indeks WIG20 rósł wcześniej przez czternaście miesięcy, co sprawiało, że korekta była jak najbardziej uzasadniona. Najważniejszym wydarzeniem wpływającym na rynki finansowe na świecie były protesty Greków, przeciwko zapowiadanym cięciom budżetowym. Analitycy komentujący sesję nie widzieli jednak specjalnych podstaw do obaw na naszym rynku. Działający na rynku kontraktów na WIG20 trader mógł przygotowywać się spokojnie do kolejnej sesji, na której była całkiem wysoka szansa zarobku. Dzienna zmienność od kilku tygodni utrzymywała się na poziomie 40 pkt, dochodząc momentami nawet do 100 pkt. W ciągu pierwszych trzydziestu minut sesji kontrakty na WIG20 spadły od otwarcia 27 pkt, zatrzymując się w okolicach 2350 pkt. O godz. 10.48 cena kontraktów osiągnęła minimum 2307 pkt, spadek od otwarcia wyniósł już 72 pkt. Na każdej krótkiej pozycji w jednym kontrakcie otworzonej na początku dnia można było po odliczeniu prowizji zyskać około 700 zł. W tym momencie ceny zaczęły rosnąć i do godziny 15.50 rynek odrobił 42 pkt. Tym razem pozycja długa mogła przynieść około 400 zł.

PODWÓJNIE: Kontrakty terminowe z podwojonym mnożnikiem zwiększają szanse na zarobek nawet przy mniejszych ruchach. [FOT. WM]
PODWÓJNIE: Kontrakty terminowe z podwojonym mnożnikiem zwiększają szanse na zarobek nawet przy mniejszych ruchach. [FOT. WM]
None
None

Niska zmienność to mniejsze możliwości

Cztery lata później — 19 maja 2014 r., traderzy nie mieli specjalnego powodu, by wpatrywać się w monitory. Od dłuższego czasu dzienna zmienność z trudem przekraczała 30 pkt. Na tej konkretnej sesji przez pierwszą godzinę notowań ceny kontraktów poruszały się między 2377 a 2385 pkt — co w przeliczeniu na złote oznaczało 80 zł i nie zachęcało do aktywności. Sytuacja niewiele zmieniła się do końca dnia. Rozpiętość między maksimum i minimum wyniosła 17 pkt, czyli 170 zł. Dla większości day traderów taka sesja to zmarnowany czas. Amerykański trader działający na rynkach kontraktów indeksowych — Murray Ruggiero Jr, uważa, że utalentowany spekulant jest w stanie „wyciągnąć” do 20 proc. z dziennej rozpiętości. Przy dotychczasowej budowie kontraktów na WIG20 sesje o zmienności nieprzekraczającej 20-30 pkt można uznać za dzień wolny. Systematycznie zmniejszające się obroty są tego najlepszym dowodem.

Większy mnożnik, niższe prowizje

Działaniem, które ma polepszyć warunki dla najaktywniejszych, jest zmiana wartości mnożnika dla kontraktów na WIG20, połączona z niepodwyższaniem prowizji maklerskich oraz wprowadzeniem depozytów intraday. Pierwszy zabieg to mnożenie notowanych punktów na kontrakcie przez 20 zł. Powoduje to dwukrotne zwiększenie wartości kontraktu np. z 23 850 zł przy cenie 2385 do 47 770 zł. Wyższy mnożnik powoduje również, że 17 punktów rozpiętości to już nie 170 zł, ale 340 zł. Dzięki utrzymaniu przez domy maklerskie prowizji na dotychczasowym poziomie ich udział w zmienności kontraktu maleje. Skoro praktycznie każdy będzie mógł teraz zarobić na minimalnym ruchu (zmianie o 1 pkt), można zaryzykować twierdzenie, że przeszkoda, jaką mogła być prowizja, zmalała. Istotniejsze staje się obecnie znalezienie zarabiającej strategii. A dzięki „niższym prowizjom” paleta strategii, które będzie można wykorzystywać, urośnie o m.in. skalpowanie czy wręcz quasi-animację.

Mniejsze depozyty, czyli wyższa dźwignia

Wzrost wartości kontraktu ma też jednak swoje wady. Dla części inwestorów wymagania depozytowe mogą być zbyt wygórowane. W odpowiedzi na te bolączki,biura, takie jak DM BOŚ, udostępniły usługę depozytów intraday. Polega ona na zmniejszeniu wymagań depozytowych dla pozycji otwieranych i zamykanych w ciągu tej samej sesji. Obecnie regularny depozyt potrzebny do otwarcia pozycji wynosi 7,4 proc., zaś depozyt dla pozycji intraday 4 proc. Przy kontrakcie notowanym po cenie 2450 pkt i nowej wartości mnożnika oznacza to, że dla zwykłych pozycji depozyt wyniesie 3626 zł, a dla pozycji intraday 1960 zł. Spójrzmy na prosty przykład. Inwestor dysponuje portfelem o wartości 10 000 zł. Kontrakty notowane są po cenie 2470. Biorąc pod uwagę pełne depozyty, inwestor może otworzyć jedynie 2 kontrakty = 2470*20*7,4%*2=7311,20 zł. Wykorzystując depozyty intraday, otwiera pozycję na pięć kontraktów: 2470*20*4%*5=9880 zł. Większa ilość pozycji to większa dźwignia, większe przełożenie na zysk lub stratę. Sprawdźmy scenariusz pesymistyczny. Kurs kontraktów idzie przeciwko graczowi i spada 10 pkt. Strata wynosi 200 zł na każdym kontrakcie, czyli łącznie 1000 zł (plus prowizje). Gracz stracił już ponad 10 proc. swojego kapitału. Do jego wyłącznej decyzji należy to, kiedy ją zamknie. Broker zrobi to automatycznie, jeśli depozyt spadnie poniżej 30 proc. wymaganego minimalnego depozytu, czyli gdy na rachunku znajdzie się mniej niż 2964 zł — tyle jest potrzebne, żeby utrzymać pozycję w pięciu kontraktach. Spójrzmy teraz na scenariusz pozytywny. Gracz nadal dysponuje 10 000 zł. Zamiast długiej pozycji, gracz otwiera pozycję krótką po cenie 2470 pkt. Spadek rynku o 10 pkt wygeneruje zysk na pozycjach o 1000 zł, czyli 10 proc. zaangażowanego kapitału (minus prowizje). W przypadku regularnych depozytów zysk wyniósłby tylko 400 zł (minus prowizje).

Alternatywa

Wyższy mnożnik w połączeniu z depozytami intraday oraz tym samym poziomem prowizji daje inwestorom większe możliwości. Ci, dla których zmiany będą jednak zbyt daleko idące, mogą się zainteresować kontraktami CFD opartymi na notowaniach FW20, np. kontraktami FPL20 notowanymi na platformie bossafx. Ich wielkość (mnożnik 1 zł za punkt) pozwala lepiej dostosować wielkość zajmowanych pozycji do posiadanego kapitału, co pomaga lepiej zarządzać ryzykiem. Do nowych zasad funkcjonowania kontraktów FW20 inwestorzy będą musieli się przyzwyczaić. Najaktywniejsi z nich powinni zwietrzyć nowe możliwości, które nawet przy tak małej zmienności dają szanse na zarobek.