Jak pracownicy mówią i co czytają

AT
opublikowano: 2010-08-30 14:16

Audyt językowy sprawdza nie tylko poziom znajomości języka, ale bada też efektywność komunikacji w firmie.

Przedsiębiorcy, którzy inwestują w szkolenia językowe pracowników, od czasu do czasu niczym gracze w pokera mówią ,,sprawdzam". Narzędziem mogą być audyty.

Badanie i wnioski

— Firmy interesujące się audytem językowym to przede wszystkim duże korporacje, dla których kontrola postępów w nauce jest problematyczna, bo mają dużo pracowników, często w wielu miejscach. Zatrudnienie zewnętrznej firmy, która przejmie logistykę i opiekę merytoryczną, jest prostsze i efektywniejsze. W 2009 roku popyt na tę usługę wzrósł o około 200 proc. w stosunku do roku poprzedniego — twierdzi Luiza Wójtowicz-Waga, dyrektor ds. nauczania w Warsaw Study Centre.

Wyjaśnia, że celem audytu — poza doraźnym przebadaniem poziomu opanowania języka obcego — jest także podniesienie motywacji do nauki, pokazanie mocnych stron i wskazanie braków i sposobów ich nadrobienia. Coraz częściej firmy wpisują audyt w długofalową strategię efektywnej komunikacji.

— W poprzednim roku szkolnym jedna z największych korporacji z branży kosmetycznej zleciła nam audyt znajomości języka angielskiego u 200 kluczowych pracowników. Dla zleceniodawcy ważne było, żeby było to rozwiązanie systemowe, działające na zasadzie: badanie — wynik — rekomendacja. Z założenia miało być cykliczne i możliwe do weryfikacji, dzięki jednej firmie audytującej, która jednym narzędziem dokona oceny, badając ograniczoną liczbę osób — opowiada Luiza Wójtowicz-Waga.

Można zaoszczędzić

Skuteczna komunikacja to problem dużych, międzynarodowych firm. Dlatego na rynku pojawia się coraz więcej ofert audytów procesu komunikacji w przedsiębiorstwie.

— Coraz więcej procedur, szczególnie w dużych organizacjach, jest dla większości pracowników niezrozumiała. Jedną z przyczyn jest niespójna terminologia, która powstaje podczas tłumaczeń. Większość wzorów i wytycznych jest przekładana na polski, często przez różne biura. I okazuje się, że jedno słowo z tego samego dokumentu może mieć kilka odpowiedników, np. słowo "spółka" może być tłumaczone jako "company" albo jako "partnership"— zauważa Barbara Liszewska, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu w Get It.

Rosną też koszty. Bo np. w wyniku niedopatrzeń po raz kolejny przekłada się te same dokumenty. Audyt językowy może wskazać, gdzie na tłumaczeniach można zaoszczędzić, stwarzając np. bazę danych.

Potrzebę optymalizacji tłumaczeń widzi coraz więcej menedżerów.

— Przez ostatnie dwa lata zainteresowanie audytami językowymi wzrosło o około 50-70 proc. A potrzebę większej efektywności w zakresie komunikacji widzą zwłaszcza spółki notowane na giełdzie — informuje Barbara Liszewska.

Okazuje się zatem, że pokerowe "sprawdzam" to nie coś więcej niż sprawdzian znajomości języka. To także próba odpowiedzi na pytanie: czego nie rozumiecie i jak to można zmienić.