Jak przejąć bank za dolara

opublikowano: 19-03-2019, 22:00

Bank może nie cały, ale kilkaset placówek śmiało — nie na darmo najcenniejsza dolarówka świata została wylicytowana powyżej 10 mln USD.

Dopuszczając do świadomości, co na rynku zakurzonych monet wyrządzić potrafił amerykański popyt, trudno nie przeformułować pytania: jak rozbić bank, skoro fortuna zza oceanu może drzemać w dolarach pamiętających jeszcze prochowiec cinkciarza? Nie da się, a raczej byłoby to najmniej prawdopodobnym zbiegiem dogodnych okoliczności, bo o wartości amerykańskich monet i banknotów decyduje nie sam stan zachowania, emitent czy rocznik, tylko właśnie kombinacja wszystkich trzech składników razem wziętych. Pytanie jednak, jak do tego dochodzi, że moneta kosztuje kilkadziesiąt milionów złotych, a przy tym nie jest ani tak stara, ani tak rzadka jak oferta na regularnych polskich aukcjach.

Jedna z pierwszych dolarowych monet została wylicytowana w 2013
r. powyżej 10 mln USD z aukcyjnymi opłatami, a jej nota w katalogu przytacza
nawet wspomnienia, które spisał Jan Ursyn Niemcewicz, odwołując się do
numizmatycznych zbiorów George’a Washingtona.
Zobacz więcej

KURS DOLARA:

Jedna z pierwszych dolarowych monet została wylicytowana w 2013 r. powyżej 10 mln USD z aukcyjnymi opłatami, a jej nota w katalogu przytacza nawet wspomnienia, które spisał Jan Ursyn Niemcewicz, odwołując się do numizmatycznych zbiorów George’a Washingtona. FOT. STACK’S BOWERS

1. Dlaczego w USA tyje nawet rynek numizmatów?

„Make America great…” okazałoby się hasłem zupełnie nieporywającym, gdyby kandydat zwracał się do amerykańskiego rynku numizmatów, bo ten od dawna dystansuje już — zdaniem ekspertów — nawet biegłe w spekulacji Chiny czy rozmiłowaną w złocie Rosję. Mimo historii, która wypada mizernie na tle mennictwa Starego Kontynentu, aukcje monet zza oceanu przynoszą najbardziej spektakularne rezultaty i dziejesię tak nie tylko dlatego, że Amerykanie — uogólniając — są od Polaków bogatsi. Jak twierdzą specjaliści, przy nieporównywalnie niższej podaży i ilości konfliktów trawiących tamte obszary, rynek Stanów Zjednoczonych jest bogatszy przede wszystkim w same numizmaty, bo względnie jednakowe dolary były emitowane stale, w przeciwieństwie do konkretnych nielicznych typów, o które walczy się na nadwiślańskich licytacjach.

— W Polsce często mówimy, że coś jest za rzadkie, żeby to zbierać, i tym m.in. różnimy się od Amerykanów. Krajowym kolekcjonerom dobrze znane są tematy, które uzupełnia pozycja trafiająca raz na kilka lat na aukcję — tak niespotykane mogą być np. niektóre banknotyKrólestwa Polskiego, unikalne pieniądze zastępcze czy chociażby niskonakładowe emisje pomorskie, które Niemcom jawią się często jako polskie, a rodakom jako zbyt obce — komentuje numizmatyk Damian Marciniak, porównując przejrzystość rynku amerykańskiego do obiegu kolekcjonerskich monet NBP.

2. Czy miękkie loki mogą być warte kilka milionów?

Rekordowo wylicytowana moneta pochodzi z 1794 r., a więc z pierwszej emisji srebrnych dolarówek, której rozmach pomieścić mogłaby podobno średnia walizka. Jak podaje nota katalogu od Stack’s Bowers, niespotykanie urodziwy stan zachowania odnosi się w tym przypadku nie tylko do nikłego zużycia monety, ale również do świeżości stempla — nie chodzi więc aż tak o brak zarysowań w obiegu, co o wydobycie każdego detalu. Jeśli natomiast mowa o czułości na tego typu niuanse — kosmyki włosów, najmniejsze drobiazgi — Amerykanie potrafią być niezrównani, katalogując skrupulatnie każdą z odmian i wszelkie typy destruktów, jakie mogą trafić się na rynku.

Przeglądając taki zbiór w formie podręcznej książki, szybko da się to zauważyć, że na zdjęciach niby jedno i to samo, a w zamieszczonych poniżej tabelach z cenami cały wachlarz zależny od mennicy, rocznika, stanu zachowania i drobnostek wymagających lupy i dobrej lampy. Przy ogromnej podaży w obrębie tego samego typu musiała się wobec tego zrodzić potrzeba jakiegoś standaryzowania, zwłaszcza że na monety coraz cieplej patrzeć zaczęli maklerzy w erze hossy i spodni z szelkami.

— Sama idea gradingu, czyli standaryzowania oceny stanu zachowania, rozkwitła właśnie w Stanach Zjednoczonych, kiedy w latach 80. fundusze inwestycyjne nabrały ochoty do lokowania kapitału w numizmaty. Od tamtej pory trudno o rynek bardziej transparenty — wiadomo, ile egzemplarzy którego typu może być w obiegu, w jakim stanie i jakiej stawki można się spodziewać za taki znaleziony w szufladzie — dodaje Damian Marciniak, przywołując od razu wspomniane zakamarki płaszcza i kolejki po szarość.

3. Skąd pewność, że fortuna nie czeka na strychu?

Pewności nie ma, dlatego sprawdzać warto każdy pojedynczy numizmat, który zapodział się w starej szafie, ale w przypadku tych amerykańskich eksperci wyceniają zwykle morze pospolitych egzemplarzy, które trafiały do kraju głównie jako monety czysto bulionowe, ze złota.

— Właściwie nie ma dnia, żeby ktoś nie zadzwonił z pytaniem, w jakiej cenie kupujemy 20-dolarówkę złotą i nie dopytał przy okazji, jakie znaczenie ma data. Owszem, odpowiadamy, data nie pozostaje bez wpływu, jednak najistotniejsza dla wartości amerykańskiej monety jest mennica, w której dana sztuka została wybita. Podaż każdego rocznika pochodzi z kilku różnych ośrodków — m.in. z San Francisco, Filadelfii, Nowego Orleanu — przy czym w zależności od roku emisje z poszczególnych miast znacząco różnią się skalą — zaznacza Damian Marciniak, przestrzegając jednocześnie przed wyrzucaniem monet czy banknotów nawet w opłakanym stanie.

Zdaniem eksperta nieraz zdarzyło się, że taki potargany papier wystawiony w Polsce na internetową aukcję zaskoczył stawką, rozpoznany jako niedoszacowany rzadki typ przez kolekcjonera zza oceanu. Rozeznawać wartość wypada przy tym, zanim umieści się dolary na tętniącym okazjami portalu, a rozeznając, pamiętać zawsze: żadnego polerowania albo czyszczenia patyny szmatką — to jeden z niewielu obszarów, w których brudne pieniądze są bardziej przydatne od pranych.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Weronika A. Kosmala

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu