To był panel cieszący się nadzwyczaj dużym zainteresowaniem publiczności, czemu trudno się dziwić, bo chyba każdy ma w rodzinie czy wśród znajomych kogoś, kto wyjechał za chlebem za granicę. Frekwencję wspierał fakt, że w gronie panelistów zasiedli m.in. wicepremier oraz minister pracy i polityki społecznej. Obiecujący był tytuł dyskusji „Polska atrakcyjnym pracodawcą dla powracających z emigracji”. Uczestnicy debaty przekonywali, że kraj rośnie w siłę, a ludziom żyje się dostatniej.

— Mamy bardzo dobrą sytuację gospodarczą, niskie bezrobocie. Te wskaźniki mogą jednak nie przekonać Polaków od wielu lat mieszkających za granicą do powrotu. Wartością bezcenną jest doświadczenie, jakie te osoby zdobyły na rozwiniętych rynkach, poznając ich sposób działania i przepisy — powiedziała Grażyna Ciurzyńska, p.o. prezesa Polskiej Agencji Inwestycji i Handlu (PAIiH).
Irena Borys-Szopa, minister pracy wprost zasypała słuchaczy statystykami o wysokim wzroście gospodarczym i niskim bezrobociu — kierowany przez nią resort przewiduje, że na koniec roku stopa utrzyma się na poziomie 5,2 proc. Przekonywała też o atrakcyjności programu 500+.
— W całej Unii od lat funkcjonują programy wsparcia rodzin. U nas 500+ jest początkiem finansowego transferu do rodzin wielodzietnych i z jednym dzieckiem. Mam nadzieję, że to osłabi trend wyjazdów za granicę. Mamy pierwsze sygnały, że młode rodziny rozważają powrót do Polski — stwierdziła Irena Borys-Szopa.
Minister pracy zachwalała też polską dynamikę wynagrodzeń jako najwyższą w Europie. Zwrociła uwagę na wzrost minimalnej pensji oraz wprowadzenie stawki godzinowej (16 zł).
— Pomału wycofujemy z zakresu płacy minimalnej godzinynadliczbowe, prace w porze nocnej i dodatek stażowy — podkreśliła Irena Borys-Szopa.
Jarosława Gowina, wicepremiera i ministra nauki... nie przekonała. Ze smutkiem stwierdził, że postrzega emigrację po wejściu Polski do UE jako jeden z największych kataklizmów w historii kraju, a za jedną z barier powstrzymujących rodaków przed powrotem uważa niskie płace.
— Jesteśmy wciąż społeczeństwem ludzi mało zarabiających. To skutek decyzji ekonomicznych podjętych 30 lat temu. Powinniśmy robić wszystko, żeby zmienić ten model — powiedział wicepremier.
Jego zdaniem na polu poprawy warunków płacowych rządowi udało się sporo zrobić w ciągu ostatnich czterech lat, natomiast dużo jest do zrobienia, jeśli chodzi o jakość usług publicznych: żłobki, szkoły, uczelnie wyższe, służba zdrowia. To drugi czynnik zniechęcający emigrację do powrotu.
— Największym wyzwaniem nowej kadencji będzie podniesienie jakości usług publicznych — stwierdził Jarosław Gowin.
Do odzyskania
Zbigniew Jagiełło, prezes PKO BP, ujął problem emigracji w kontekście historycznym, wskazując, że w ostatnich dziesięcioleciach przeżyliśmy dwie fale wyjazdów za pracą: w latach 80. ubiegłego wieku i po wejściu Polski do UE. Zauważył, że emigracja pierwszejfali jest już nie do odzyskania, natomiast musimy zawalczyć o młodych emigrantów, którzy opuścili kraj w minionej dekadzie.
— Czy potrafimy ich zachęcić do powrotu? Nie wiem. Pomimo starań różnice w poziomie życia wciąż są duże. Zarabiamy więcej, ale koszty życia wciąż mamy wyższe. Warto przypatrywać się imigracji Ukraińców, bo Polacy zachowują się podobnie w Niemczech i Irlandii — uważa szef PKO BP.
Jego zdaniem osobny problem dotyczy zjawiska „drain brain”, czyli exodusu młodych talentów, podkupowanych przez zagraniczne uczelnie i firmy.
— Rozumiem, że każdy ma prawo do indywidualnego szczęścia, natomiast chcielibyśmy, żeby Polacy realizowali to prawo w Polsce — powiedział Zbigniew Jagiełło.
Powrót elit
Jarosław Gowin wrzucił kamyk do ogródka środowisk akademickich, twierdząc, że naukowcy z najlepszych światowych uczelni nie chcą wracać, bo odstrasza ich feudalizmpanujący w szkolnictwie wyższym i takie anachronizmy jak habilitacja.
— Uruchomiliśmy program powrotów dla naukowców np. z Yale i Oksfordu, oferujemy atrakcyjne warunki finansowe i zapewnimy finansowanie ich miejsc pracy na uczelni. Zainteresowanie naukowców powrotami jest dużo większe niż polskich uczelni ich przyjmowaniem — narzekał wicepremier.
Jarosław Gowin uważa za kluczowe ściąganie do kraju ludzi wykształconych. Odwołując się do własnych wspomnień z lat 80., powiedział, że tamta fala emigracji zabrała z Polski w dużej mierze ludzi ze środowisk inteligenckich.
— Ogromna większość z nich żyje na wyższym poziomie niż polski wicepremier, a mieli ogromny potencjał i z pewnością wywarliby wielki wpływ na polską gospodarkę. Pytanie, czy polscy emigranci wykorzystują swój potencjał, czy są w stanie przebić szklany sufit, z którym zderza się każdy imigrant? Czy nie lepiej realizować się w Polsce? — zastanawiał się wicepremier.