Jak sprzedawać dłużnika

Joanna Barańska
opublikowano: 2005-06-16 00:00

Przez lata, jeśli właściciel telefonu komórkowego nie płacił, operator wzywał grzecznie do zapłaty. Jeśli to nie pomogło, sprzedawał dług firmie windykacyjnej, bo to i szybciej, i skuteczniej od egzekucji komornika. Firma mniej lub bardziej perswazyjną metodą odzyskiwała dług, który był wszak już jej własnością, operator miał pieniądze z jego sprzedaży i wszyscy byli zadowoleni. Może z wyjątkiem dłużnika.

I tak to szło, aż trzy lata temu abonent Dariusz C. spytał windykatorów: dobrze, a skąd panowie mają mój adres? Dostaliśmy go od Polkomtela, któremu pan nie zapłacił — odrzekli windykatorzy. A jakim prawem Pol- komtel rozdaje na prawo i lewo moje dane, których powinien strzec jak skarbu? — zapytał Dariusz C. i pobiegł do urzędu powołanego do kontrolowania, jak dane są strzeżone. Czyli do Głównego Inspektora Ochrony Danych Osobowych (GIODO). I zaczęło się.

Prawo pozwala sprzedać wierzytelność bez zgody dłużnika. Ale nic nie mówi o tym, czy wolno sprzedać jego nazwisko i adres. Skoro nie mówi, znaczy, że nie wolno — rzekł GIODO. Przed operatorami stanęło widmo konieczności każdorazowego pytania dłużnika, czy łaskawie zgodzi się, aby przekazać jego adres i nazwisko windykatorom celem odebrania mu pieniędzy.

Sprawa więc, jak i kilkanaście podobnych, trafiła do sądów. Te orzekały różnie. Raz na rzecz jednego z najmocniej chronionych praw obywatela, prawa do prywatności. Raz na rzecz słusznie domagających się zapłaty wierzycieli, więc równie świętego prawa własności. Rynek wierzytelności zamarł, czekając, jak z problemem poradzi sobie rozszerzony skład siedmiu sędziów najwyższej instancji administracyjnej, NSA.

Ten w czerwcu orzekł — i inne organa mają się tym kierować — że danych dłużnika bez jego zgody sprzedać wolno. Ale — podkreśliło siedmiu sędziów — za każdym razem trzeba wyważyć racje obu stron. Sprawdzić, czy nie sprzedano zbyt wielu danych. Czy bez ich sprzedaży nie dałoby się odzyskać długu. Wszystkie okoliczności powstania długu mają być zbadane.

Kto ma to robić? Przecież nie wierzyciel ani nie windykator. Zdaje się, że GIODO czeka w najbliższym czasie sporo roboty...