Karygodna niedbałość w PZU może sprawić mu sporo problemów. A wszystko przez nośniki danych, które ubezpieczyciel pożyczył i nie chce oddać.
PZU, największa polska firma ubezpieczeniowa i jedna z największych spółek w kraju, kompromituje się decyzjami dotyczącymi własnego systemu finansowo-księgowego. Kupiony za grube miliony złotych produkt firmy Oracle od pół roku działa „na słowo” z powodu przesuwanych przez ubezpieczyciela decyzji na temat jego rozwoju. Od grudnia 2003 r. system pracuje na pożyczonych twardych dyskach. Za darmo. Problem w tym, że termin wypożyczenia dysków dawno minął, a PZU... nie chce ich oddać.
Zapomniany problem
Chodzi o System Gospodarki Własnej (SGW) oparty na oprogramowaniu Oracle Financials i sprzęcie firmy Sun Microsystems. System odpowiada m.in za sporządza- nie raportów dla PZU. W połowie 2003 r. stało się jasne, że SGW, żeby udźwignąć wszystkie procesy w PZU, musi być rozbudowany. Już w czerwcu 2003 r. PZU otrzymało od dostawców ofertę rozwoju projektu. Włodzimierz Soiński, wiceprezes PZU odpowiedzialny za IT, podobno kilkakrotnie sygnalizował zarządowi konieczność rozwoju systemu. Bez skutku. Wówczas w spółce zmienił się prezes, a na dodatek trwał, wart blisko 400 mln zł, przetarg na scentralizowanie wszystkich rozwiązań informatycznych.
— Przetarg wyłonił konsorcjum CSC i Prokomu jako wykonawców tego systemu. Jednak od września do dziś zarządowi nie udało się wynegocjować umowy z konsorcjum. Gdyby umowę podpisano, problemu prawdopodobnie by nie było, gdyż kontrakt obejmowałby rozwój systemu SGW. Dlatego pewnie PZU zwlekało z podpisaniem oddzielnej umowy na jego rozwój — mówi nasz informator zbliżony do PZU.
W grudniu jednak problem powrócił, gdyż system nie dawał sobie rady z przetwarzaniem dużej liczby danych. PZU zwróciło się do firmy Sun o pożyczenie twardych dysków do czasu podjęcia decyzji o rozwoju systemu. Wystarczył sprzęt za zaledwie kilkaset tys. zł. Dyski pożyczono na 10 dni. W tym czasie PZU miało podjąć decyzję o kierunku rozwoju projektu.
Pożyczka na zawsze
— Zamiast tego po prostu zatrzymano pożyczony sprzęt i sprawę uznano za zamkniętą — mówi nasz informator.
Pożyczone dyski pracują w PZU od ponad miesiąca. Miały być oddane 23 grudnia. Potem termin przesunięto do połowy stycznia. Zdaje się, że firma Sun, właściciel dysków, nie bardzo wie, co z tym zrobić. Według naszych informatorów, już dwa razy firma próbowała odebrać sprzęt, ale odesłano ją z kwitkiem. Na pytania „PB” najpierw przez dwa dni nie odpowiada, potem odmawia komentarza. Podobnie PZU.
— Nie będę rozmawiał na ten temat — powiedział nam Jerzy Korona, dyrektor IT w PZU.
Tomasz Fill, rzecznik PZU, także nie skomentował sprawy.
To nie pierwszy raz
Przedstawiciele branży IT mówią, że to nie pierwszy tego typu przypadek, szczególnie w sektorze finansowym. Podobne problemy z odzyskaniem sprzętu od różnych instytucji miały też IBM czy HP.
— Na pożyczonych dyskach są składowane często bardzo ważne i chronione ustawowo dane. Skasowanie ich nie rozwiązuje sprawy, gdyż istnieje ryzyko, że mogą być odzyskane. Dlatego instytucje finansowe boją się oskarżenia o zaniedbania. Nikt o tym nie chce mówić, bo duży klient może się obrazić — tłumaczy pracownik spółki IT, która jest polskim przedstawicielem zachodnich dostawców sprzętu.
Dbałość PZU o strategiczne dane jest chwalebna, ale dlaczego największa ubezpieczeniowa spółka w Polsce, ryzykując swoim honorem, nie kupiła dysków, tylko je pożyczyła, a następnie zatrzymała. Żeby nie nazwać rzeczy po imieniu...