Jak w PKO BP radzą sobie z kominówką

Eugeniusz Twaróg
opublikowano: 2009-11-18 06:31

W sprinterskim tempie zmieniono statut  małej spółki, żeby podreperować pensje prezesów PKO BP.

Kogo by z zarządu PKO BP, czy to obecnego, czy poprzednich, nie zapytać o wynagrodzenie, odpowie, że nie przyszedł do banku, żeby się obłowić, chodzi o wyzwanie, to największa instytucja itd. Prezes banku zarabia równowartość sześciu średnich krajowych. Koledzy z zarządu jeszcze mniej. Na tyle zezwala płacowy komin. Zarząd może do swoich średnich krajowych trochę dorobić — w radach nadzorczych różnych spółek bankowej grupy. Do niedawna za najbardziej lukratywną uchodziła posada w radzie Banku Pocztowego. Tak było, dopóki Poczta nie stała się spółką skarbu państwa i dobre uleciało kominem.

Z naszych informacji wynika jednak, że znacznie lepiej niż w Pocztowym można dorobić w innej, znacznie mniejszej spółce. W PKO BP Finat sp. z o.o. Możliwość zarobkowania pojawiła się w styczniu tego roku. Wcześniej Finat, niewielka spółka należąca do PTE Bankowy, w ogóle nie miała rady nadzorczej. W tym roku ją powołano, a szefem został Tomasz Mironczuk, wiceprezes PKO BP. Z naszych informacji wynika, że tylko on pobierał wynagrodzenie za swoją pracę — równowartość sześciu średnich krajowych pensji. Pozostali członkowie — nie. Statut spółki stanowił bowiem, że pensum nie mogą pobierać przedstawiciele udziałowców Finat. PKO BP udziałów w spółce nie miał.

Bank kupił więc niewielki pakiecik Finat. Co było dalej? Czytaj w środowym "Pulsie Biznesu".