Jak wyciekał majątek Gudzowatego

opublikowano: 26-01-2020, 22:00

Prokuratura twierdzi, że Grzegorz Ś. zagarnął majątek spadkobiercy jednego z najbogatszych Polaków wart co najmniej 235,6 mln zł, a potem zacierał ślady

Przeczytaj artykuł i poznaj zarzuty, jakie prokuratura stawia w śledztwie Grzegorzowi Ś., podejrzewając go o uszczuplenie majątku po Aleksandrze Gudzowantym o 235 mln zł. 

Aleksander Gudzowaty zostawił po sobie majątek wart setki milionów złotych, skupiony w grupie kapitałowej Bartimpex. Spór o kontrolę nad nim między synem Aleksandra, Tomaszem, a pracującym dla zmarłego miliardera menedżerem Grzegorzem Ś. eksplodował w sierpniu 2019 r., kiedy prokuratura i CBA poinformowały o zatrzymaniu tego drugiego i jeszcze dwóch osób. Z informacji „PB” wynika, że od tego czasu śledztwo w tej sprawie znacznie się rozrosło.

KIEDYŚ RAZEM, DZIŚ OSOBNO:
KIEDYŚ RAZEM, DZIŚ OSOBNO:
Po śmierci Aleksandra Gudzowatego prezes Bartimpeksu Grzegorz Ś. i główny spadkobierca miliardera Tomasz Gudzowaty żyli w zgodzie. W kwietniu 2014 r. wzięli wspólnie udział w debiucie giełdowym obligacji spółki Wratislavia-Bio. Obecnie fotografik i największy akcjonariusz Bartimpeksu nie ma wątpliwości, że został przez byłego już prezesa firmy oszukany. Po jego stronie stoi prokuratura.
GPW

— Przedstawione dotychczas zarzuty dotyczą niekorzystnego rozporządzenia mieniem i wyrządzenia szkody w wielkich rozmiarach spółkom powiązanym kapitałowo z grupą Bartimpex. Na obecnym etapie postępowania wartość szkody została ustalona na kwotę ponad 235 mln zł — mówi Ewa Bialik, rzecznik prasowy Prokuratury Krajowej.

Dodaje, że z uwagi na dobro śledztwa oraz wykonywane i planowane czynności nie udziela bliższych informacji. Już nawet z tej lakonicznej informacji wynika jednak, że od sierpnia 2019 r. wartość szkody znacznie wzrosła z ówczesnych 96 mln zł. To rezultat zmiany i rozszerzenia zarzutów przedstawionych Grzegorzowi Ś. A te są poważne.

Dobre złego początki

Według śledczych w latach 2014-19 wokół Bartimpeksu istniała zorganizowana grupa przestępcza, zajmująca się popełnianiem przestępstw na szkodę spółek skupionych w tym holdingu, takich jak Wratislavia-Bio, Krakus i Akwawit. Choć bowiem Aleksander Gudzowaty obecność na listach najbogatszych Polaków zawdzięczał pośrednictwu w zakupach gazu dla PGNiG od rosyjskiego Gazpromu, to jednak pod koniec życia działał głównie w branży biopaliwowej i spirytusowej. Zdaniem prokuratury gangiem kierować miał Grzegorz Ś., były prezes Rafinerii Trzebinia i Skotanu oraz członek zarządu Huty Ferrum, który od 2011 r. zarządzał firmami z grupy Bartimpex, a od 2013 r., po śmierci Aleksandra Gudzowatego, także spółką matką. Początkowo współpraca między nim, a Tomaszem Gudzowatym, głównym spadkobiercą Aleksandra, przebiegała zgodnie. Już jednak na przełomie 2014 i 2015 r. doszło do zdarzeń, które prokuratura uznaje za początek przestępstw popełnionych przez znanego menedżera na szkodę wybitnego fotografika.

Wtedy to Grzegorz Ś. miał oszukać Tomasza Gudzowatego co do rzeczywistej kondycji Akwawitu, jednej ze spółek Bartimpeksu, która m.in. posiadała większościowe udziały w kolejnej firmie: Wratislavia-Bio. Jak miał oszukać? M.in. informując laureata nagród World Press Photo o słabej sytuacji finansowej firmy oraz groźbie kar w wysokości 10 mln EUR za zanieczyszczenie gleby przez jej zakład produkcyjny w Lesznie. I przekonując, że Akwawit trzeba sprzedać za zaledwie 1,5 mln zł, bo utrzymywanie go w strukturze Bartimpeksu pogorszy wyniki całej grupy. Jednocześnie według śledczych Grzegorz Ś. zataił przed Tomaszem Gudzowatym, że Akwawit posiadał dodatni kapitał własny wysokości 96,3 mln zł (pierwotna wartość szkody) i majątek, który księgowo był wart 235,6 mln zł (obecna jej wartość). A także to, że spółka miała podpisaną umowę z Orlenem na dostawę ponad 40 mln litrów bioetanolu w 2015 r., z tytułu której uzyskała ponad 125 mln zł przychodów.

Łańcuszek transakcji

Znany menedżer miał ukryć jeszcze jedno: że faktycznym kupcem Akwawitu miała zostać reprezentowana przez niego, a należąca do jego żony firma HGBS Finanse (którą zresztą wkrótce sam przejął). Choć bowiem 2 stycznia 2015 r. Grzegorz Ś. jako prezes Bartimpeksu sprzedał akcje Akwawitu za 1,5 mln zł poznańskiej spółce Asterex, powstałej zaledwie kilka miesięcy wcześniej, to jeszcze tego samego dnia, już jako prezes HGBS, te same papiery odkupił, również za 1,5 mln zł.

To nie był koniec zmian właścicielskich w Akwawicie. W maju 2016 r. akcje spółki trafiły z HGBS do cypryjskiej firmy Hayflex, a w styczniu 2019 r. dalej — do Hayfleksu, ale zarejestrowanego w Wielkiej Brytanii. Przy czym cena się nie zmieniała i wynosiła 1,5 mln zł. Kiedy w 2018 r. o kontrowersjach związanych z wytransferowaniem innego składnika majątkowego grupy Bartimpex do cypryjskiego Hayfleksu pisał „Wprost”, Grzegorz Ś. zaprzeczał, że jest z tą firmą powiązany. Z informacji „PB” wynika jednak, że prokuratura dysponuje dokumentami, z których ma wynikać, że znany menedżer był tzw. ostatecznym beneficjentem i cypryjskiego i brytyjskiego Hayfleksu.

Pożyczka na papierze

Transakcje z maja 2016 r. i stycznia 2019 r. prokuratura zakwalifikowała jako „czynności mogące udaremnić lub znacznie utrudnić stwierdzenie przestępnego pochodzenia” praw majątkowych w postaci Akwawitu, czyli jako pranie pieniędzy. Ten sam zarzut Grzegorz Ś. usłyszał w związku z wytransferowaniem w latach 2016-18 własności kamienicyo wartości prawie 16 mln zł należącej do Akwawitu, a zlokalizowanej w ścisłym centrum Warszawy przy Krakowskim Przedmieściu. W sierpniu 2016 r. nieruchomość ta stała się zabezpieczeniem pożyczki w wysokości 28,8 mln zł, jakiej Akwawitowi udzielił cypryjski Hayflex. Termin spłaty pożyczki miał upływać w 2025 r., ale 30 listopada 2018 r. został skrócony do… 30 listopada 2018 r. Przy czym miesiąc wcześniej Grzegorz Ś. jako prezes Akwawitu zgodził się na wykreślenie z księgi wieczystej roszczenia o powrotne przeniesienie nieruchomości. Gdzie tu przestępstwo? Zdaniem prokuratury pożyczka z 2016 r. nigdy nie została uruchomiona i nie wpłynęła na konto Akwawitu, a więc spółka nie była zobowiązana do jej spłaty.

Zdanie podejrzanych

Jak do łącznie pięciu zarzutów przedstawionych przez prokuraturę odnosi się Grzegorz Ś.? Z nim samym z oczywistych względów nie mogliśmy się skontaktować, bo przebywa w areszcie. Mimo podejmowanych prób nie udało nam się też uzyskać komentarza jego pełnomocników. Z nieoficjalnych informacji wynika jednak, że nie przyznaje się do winy i składa wyjaśnienia.

Udało nam się natomiast dotrzeć do dwóch pozostałych podejrzanych w tej sprawie, zatrzymanych z Grzegorzem Ś. w sierpniu 2019 r., czyli Dominika D. i Dominika P. Obaj usłyszeli zarzuty udziału w zorganizowanej grupie przestępczej oraz prania pieniędzy przy transakcjach na akcjach Akwawitu, pochodzących z przestępstw oszustwa i karalnej niegospodarności. W przeciwieństwie do Grzegorza Ś. decyzją sądu znaleźli się na wolności, a prokurator zastosował wobec nich poręczenie majątkowe, zakaz opuszczania kraju, dozór policji i zakaz kontaktowania się między sobą.

Dominik D., który od lat współpracował z Grzegorzem Ś. w ramach różnych firm, przekazał „PB”, że ze względu na tajemnicę śledztwa oraz medialny charakter sprawy skorzysta z przysługującego mu prawa i nie będę udzielał żadnych komentarzy. Zapewnił przy tym, że „sprawa jest znacznie bardziej złożona niż jej dotychczasowy medialny przekaz”. Dominik P., radca prawny pracujący w przeszłości dla spółek z grupy Bartimpex, odesłał nas natomiast do swego pełnomocnika.

— Zarzuty wobec mojego klienta są całkowicie bezpodstawne i oparte na pomówieniu jednej osoby, która będąc w sporze cywilnym z jednym z podejrzanych w sprawie, próbuje wykorzystać procedurę karną do wygrania sprawy cywilnej. Szerszych informacji nie możemy udzielić ze względu na tajemnicę śledztwa i to, że nie udostępniono nam do wglądu całości akt — mówi Jarosław Krotliński.

Gazowy baron

Aleksander Gudzowaty był jednym z najbogatszych Polaków przełomu XX i XXI wieku. W 1999 r. był nawet na szczycie listy krezusów tygodnika „Wprost”. Fortunę zbudował w latach 90. ubiegłego stulecia w branży gazowej. Jego perłą w koronie był Bartimpex, który kupował gaz na zlecenie PGNiG od rosyjskiego Gazpromu, płacąc w zamian Rosjanom żywnością i towarami przemysłowymi. Poprzez firmę Gas Trading był też współudziałowcem EuRoPol Gazu, powołanego do budowy i eksploatacji gazociągu.

Pieniądze zarobione na gazie inwestował na wielu rynkach, m.in. ubezpieczeniowym (Cigna STU) i bankowym (BWE), pod koniec życia koncentrując się głównie na działalności w branży biopaliwowej (Wratislavia-Bio) i spirytusowej (Akwawit). Z pierwszego małżeństwa z żoną Grażyną miał syna Tomasza Gudzowatego, który został jego głównym sukcesorem. Spadkobiercami Aleksandra zostali też jego druga żona Danuta i jej syn Michał. Przed sądami wciąż toczą się boje o to, co zostawił po sobie miliarder.

Pionier biopaliw

Grzegorz Ś. zasiadał w zarządach wielu firm, z których najbardziej znane, poza Bartimpeksem i innymi firmami ze stajni Aleksandra Gudzowatego, były Skotan, Huta Ferrum i Rafineria Trzebinia. Prezesem ostatniej był w latach 2002- 05 i to wtedy zyskał miano „pioniera biopaliw w Polsce”. Spółka z grupy Orlenu za kadencji Ś. wybudowała bowiem pierwszą w naszym kraju instalację do produkcji biopaliw.

W związku z tą inwestycją został oskarżony o karalną niegospodarność, ale w 2018 r. sąd go prawomocnie uniewinnił. W tym samym roku zakończył się jeszcze głośniejszy proces, w którym oskarżony był o to, że jako prezes państwowej Rafinerii Trzebinia uszczuplił wpływy podatkowe skarbu państwa o, bagatela, 764 mln zł. I ta sprawa zakończyła się prawomocnym uniewinnieniem Grzegorza Ś. To dlatego przez długi okres w mediach prezentował się jako sprawny menedżer skrzywdzony przez państwo, wręcz drugi Roman Kluska.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Dawid Tokarz

Polecane