Jak zostać fałszerzem win

opublikowano: 21-11-2017, 22:00

Cudowne przemienienie byle czego w drogie wino odpowiada za jedną piątą rynku? Czas chociaż nauczyć się udawać, że nie dajemy się nabrać

Jedna piąta podaży pochodząca z pakamer, w których prężnie i pokątnie uwijają się fałszerze, to przesada, uważa Michael Egan, biegły FBI przesądzający o autentyczności win, pytany przez Liv-ex. O tym jednak, jak poważne mogą być straty związane z kolekcjonowaniem podrobionych trunków, zagrzmiało ostatnio za sprawą Rudy’ego Kurniawana — Indonezyjczyka, który opracował plan na tyle przebiegły, żeby sfałszować najcenniejsze butelki, a zarazem na tyle kiepski, żeby trafić na 10 lat do więzienia.

Sposobem na całkowite zminimalizowanie ryzyka jest zakup ex-château, czyli prosto z winnicy. Jak zaznacza Simon Tam, mimo wysokich cen, światowy popyt na takie oferty jest ogromny, szczególnie w przypadku starszych roczników.
Zobacz więcej

EKSRYZYKO:

Sposobem na całkowite zminimalizowanie ryzyka jest zakup ex-château, czyli prosto z winnicy. Jak zaznacza Simon Tam, mimo wysokich cen, światowy popyt na takie oferty jest ogromny, szczególnie w przypadku starszych roczników. [FOT. FOTOLIA]

Michael Egan, który był kluczowym ekspertem w jego sprawie, zgromadził sporo przestróg dla inwestora, bo ten — licząc na odsprzedaż — nie może przecież odkorkować butelki i posmakować wina, żeby wiedzieć, że wydał pieniądze na oryginał.

Kluczem do przesądzenia o sfałszowaniu było zestawienie: kondycji korka i rzekomego wieku wina, a także stopnia postarzenia osłonki względem sztuczności zabrudzeń etykiety.

Chrzczone wino

Mistrz haniebnego fachu, Rudy Kurniawan, doskonale wiedział, jak zapracować na potoczne określenie Doktora Contiego, nawiązujące wprost do najkosztowniejszego wina Burgundii. Domaine de la Romanée-Conti, w największym uśrednieniu — czyli po zebraniu do głębokiego worka wszystkich roczników w obiegu — ma cenę 58,5 tys. zł za butelkę, podaje Wine Searcher. Sam Doktor Conti miał tego świadomość, ale wydatki liczone w milionach dolarów na kwartał składały się na inwestycję w błyszczący od kryształowych kieliszków, nienagannie ekspercki wizerunek.

Zapraszając kolekcjonerów na hojne degustacje drogiego DRC, pozyskiwał przyszłych klientów na własną wersję rarytasu z Burgundii, a także z rozleglejszych obszarów Bordeaux, podnosząc poprzeczkę na tyle wysoko, żeby w końcu się o nią potknąć. Zarabiając na aukcjach, mógł zadłużać się dla rozmachu na kolejne miliony dolarów, jako zabezpieczenie podając kolekcję win z cennymi etykietami — tak zrobił parę dni po upłynnieniu ośmiu butelek rozmiaru Magnum rzadkiego rocznika 1947 Château Lafleur.

Zagranie okazało się o trzy butelki zbyt śmiałe, bo znalazł się ekspert, który sprawdził, że akurat takich półtoralitrowych dla tego wina powstało tylko pięć. Lawina, którą uruchomiły podobne spostrzeżenia, nie sprowadziła się jednak do ceremonialnego rozjechania kolekcji walcem — jak zrobiono ostatnio w Pakistanie — tylko zaowocowała godzinami pracy ekspertów, którzy z każdą nieoczywistą butelką postępowali tak jak z drogocenną i oryginalną. Kluczem do przesądzenia o sfałszowaniu było zestawienie: kondycji korka i rzekomego wieku wina, a także stopnia postarzenia osłonki względem sztuczności zabrudzeń etykiety.

Czasami trafiał się jakiś znak wodny na papierze, który nie mógł być wspólny dla kilku winnic, a już z pewnością nie w czasie sugerowanym na etykietach. Dzięki wysiłkom Doktora Contiego, wiemy wobec tego trochę więcej, chociaż i tak nie samo DRC jest najczęstszą pułapką, tylko tzw. interes życia, jaki możemy zbić, kupując bluźnierczo okazyjnie Château Pétrus.

Zakręć kaloryfery

W pytaniach zadawanych Michaelowi Eganowi pada jednak sugestia, żeby spojrzeć na proceder trochę mniej pretensjonalnie:skoro komuś smakuje najczęściej fałszowane wino, po co sprawiać mu przykrość, uświadamiając, że jednak nie rozsmakowuje się w Petrusie? Zdaniem eksperta, zdecydowanie nie chodzi tu o żadną audytorską przyzwoitość, tylko o ryzyko poważnego zatrucia, na które naraża się konsument, szczególnie jeśli poczeka, aż mikstura tańszych win i baterii dojrzeje w piwnicy.

Jeśli natomiast inwestor schodzi właśnie myślami do własnej, wymijając zepsute świąteczne dekoracje i starą kosiarkę, powinien dopuścić do głowy również świadomość, że na przeniesienie win z barku może być już za późno. Jak podkreślają eksperci Christie’s, nawet najrzadszy rocznik i najznakomitsze château nie przesłoni proweniencji — czyli pochodzenia, na które składa się przede wszystkim sposób utrzymywania kolekcji.

Prezentowanie popisowych etykiet w salonie ma sens, jak to popis krótkoterminowy, ale nastawiając się na lata dojrzewania trunku, trzeba przestrzegać reguł, bo na każdym większym uchybieniu przyłapią nas eksperci, i to nie otwierającbutelki. Jak zaznacza krytyk Simon Tam, wino może rozwijać się poprawnie nawet przez 30 czy 50 lat, ale w warunkach chłodu — najlepiej 12-14 stopni — ciemności, braku silnych przeciągów i odpowiedniej wilgotności.

Kiedy chociaż raz doprowadzimy do nagrzania się butelki, zawartość może delikatnie wycieknąć, pozostawiając po schłodzeniu przestrzeń powietrzu, które natomiast przyspiesza procesy dojrzewania, prowadząc nawet do tzw. oksydacji. Jeśli nie niższy poziom wina w butelce, wydadzą nas w takim przypadku bledsze od słońca etykiety albo niewłaściwa barwa samego alkoholu, która pozbawi możliwości profesjonalnej odsprzedaży.

Jak wspominają eksperci Christie’s, takie wątpliwości budziły nawet przykłady z piwnic świadomych kolekcjonerów, chociaż zdarzały się i zbiory druzgocące — rzędy bordoskich, niegdyś inwestycyjnych butelek, którym pozostało już tylko dalej pysznić się dla dekoracji, skoro robiły to latami w salonie pełnym drogich mebli i błogo nasłonecznionym. © Ⓟ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Weronika Kosmala

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Jak zostać fałszerzem win