Skoro nie nazywasz się Hilton, zapewne musisz zarabiać na życie. Ale to nie oznacza, że jesteś skazany na karoshi, czyli śmierć z przepracowania (niech ten rodzaj ekstremalnych doświadczeń pozostanie domeną Japończyków). Sęk w tym, że choć socjalizm skończył się 30 lat temu, ruch stachanowski, skłaniający ludzi do współzawodnictwa pracy i wyrabiania kilkuset procent normy, ma się w wielu nowoczesnych firmach całkiem dobrze. Zawdzięczamy to z jednej strony przesadnie ambitnym jednostkom, z drugiej — przedsiębiorstwom, które swojemu personelowi stawiają za wzór pracowników wyróżniających się wspaniałą „etyką pracy” — takich, którzy nigdy nie biorą urlopów, zawsze są dostępni i stawiają sobie coraz nowe wyzwania.

Katarzyna Janczuk, trener biznesu i coach, twierdzi, że nie warto być przodownikiem pracy. W przekonaniu tym utwierdzają ją menedżerowie trafiający na jej szkolenia i sesje. Robią karierę, ale często płacą za to swoim zdrowiem i szczęściem rodzinnym. Niektórzy zestarzeli się w swoich wystawnych gabinetach w Mordorze. Są sfrustrowani i samotni, bo skacząc po kolejnych szczeblach korporacyjnej drabiny, zapomnieli o swoich żonach i dorosłych już dzieciach, o przyjaciołach nie wspominając. Szkoda, że u progu kariery nie mieli mądrości, którą wykazał się guru zarządzania Clay M. Christensen. Odkrył, że szefowie w pierwszej połowie życia zawodowego zabijali się, by zdobyć bogactwo, władzę i renomę, licząc na to, że później będą już mogli odcinać kupony od swoich osiągnięć. Tyle że nie mieli wokół siebie nikogo, z kim mogliby dzielić się sukcesem.
— Clay Christensen nie chciał być gwiazdą biznesu po kilku rozwodach. Postanowił, że ze swoją rodziną będzie spędzał każdy weekend i codziennie będzie zasiadał z nią do kolacji. Stało się to możliwe tylko dlatego, że zrywał się często z łóżka o trzeciej nad ranem i jechał do biura, by podołać wszystkim obowiązkom służbowym — opowiada Katarzyna Janczuk.
Sprytniej, czyli w spokoju
A jeśli nie stać cię na takie wyrzeczenia? Pracuj sprytniej, a nie więcej, dłużej i ciężej — radzą Jason Fried i David H. Hansson w swojej najnowszej książce „Mam kocioł w pracy. Odrzuć chaos i niepokój — osiągnij sukces”.
Autorzy wspólnie prowadzą firmę Basecamp, w której bardzo uważa się na to, by nie mylić słynnej „etyki pracy” z zostawaniem w biurze po godzinach. Nie dość tego: pracownicy wcale nie muszą pojawiać się w biurze, bo miejsce to nie sprzyja koncentracji i produktywności.
„Wystarczy, że przekroczysz drzwi wejściowe, a stajesz się celem rozmów, pytań albo narzekań” — zwracają uwagę przedsiębiorcy.
Okazji do rozpraszanie się nie brakuje. Kierownik chodzi po sali i pyta wszystkich, jak im idzie. Bezsensowna nasiadówka. Próby ustalenia daty następnego zebrania za tydzień. Maleńkie boksy, w których ludzie siedzą ściśnięci jak sardynki. Można wprawdzie jak Clay M. Christensen przychodzić do biura w środku nocy, ale wtedy — uświadamiają Jason Fried i David H. Hansson — to już nie jest „firma”, tylko ciche miejsce, w którym nikt ci nie przeszkadza.
Głupia biurokracja
Adam Bodziak był kiedyś dziennikarzem i redaktorem magazynów o marketingu. Potem otworzył swoją agencję PR. Poszedł na swoje po trudnym dla mediów papierowych roku 2007, ale podkreśla, że kryzys był jednym z kilku powodów. Przeszkadzało mu, że w korporacjach marnuje się tyle czasu przez niepotrzebne spotkania, złą organizację i ciągłą sprawozdawczość. Będąc na etacie, często miałem wrażenie, że jestem zmęczony nie tyle pracą, ile tym, co mnie ciągle od niej odrywa: biurokracją, hałasem, nadmiarem życia towarzyskiego — wspomina Adam Bodziak.
Na liście „przeszkadzaczy” powinny się też znaleźć technologie.
— Przed epoką poczty elektronicznej dominowały bezpośrednie kontakty z ludźmi. Teraz chowamy się za ekranami, które są protezą komunikacji i relacji międzyludzkich. Miały upraszczać wiele spraw, a komplikują życie — ocenia trener Marcin Przybyłek.
Pracoholizm jest przereklamowany — przekonują Jason Fried i David H. Hansson, zdaniem których ludzie odnoszą sukcesy z różnych powodów: są utalentowani, mają szczęście, umieją sprzedać swój pomysł, odróżniają ważne szczegóły od nieistotnych albo odpowiednio wykorzystują okazje. Ale my o tym wiemy już od czasów najsłynniejszego komunistycznego przodownika pracy Aleksieja Stachanowa. Był w Związku Radzieckim gwiazdą równą Jurijowi Gagarinowi. Los najpierw wyniósł go na szczyty, potem strącił do rynsztoka. Również ty skończysz marnie, jeśli zamiast używać w pracy rozumu, staniesz się zwykłym wołem roboczym.
Sprawdź program kongresu "HR Summit 2019", 11-12 września 2019, Warszawa >>