Jaka postać firmy na udane rendez-vous

Rafał Kerger
opublikowano: 2006-01-11 00:00

Jak zaistnieć we Francji? To duży i trudny rynek. Ale sukces można osiągnąć, o czym przekonują między innymi polscy producenci bielizny.

Producenci francuskiej bielizny mocno narzekają na polską konkurencję.

— Polskie firmy bieliźniarskie dostały się na francuski rynek trochę kuchennymi drzwiami. Nie zakładały tam żadnego przedstawicielstwa, ale ustawicznie pojawiały się na targach. Bywało nawet, że 60 proc. firm zagranicznych, wystawiających się na imprezach, było z Polski — mówi Hanna Kantor, właścicielka Biura Obsługi Biznesu Port’Ouvert w Łodzi, które specjalizuje się m.in. w organizowaniu kontaktów z francuskimi przedsiębiorcami.

Targi, targi, targi

Wśród bieliźniarskich Kolumbów jest Corin z Pabianic. 10 procent eksportu firmy trafia na rynek francuski.

— Jesteśmy tam od pięciu lat, nasze kolekcje trafiają przede wszystkim do butików. Mamy tam swojego dystrybutora. Francja to kolebka bieliźniarstwa, ale nasze wyroby są bardzo dobrej jakości, dlatego sobie radzimy. Zresztą my też jesteśmy importerem, bo z Włoch i Francji sprowadzamy materiały — mówi Mariusz Hanczka, właściciel firmy Corin.

Pabianicki producent w styczniu po raz kolejny wybiera się na największe branżowe targi w Paryżu.

Dlaczego Francuzi z Diora obawiać się mogą takich firm, jak Corin, Kris Line z Głowna czy Eldar z Łodzi?

— Dior też wyprodukuje biustonosz za cztery euro, tylko że nie sprzeda go za 50 euro, jak Polacy, ale chciałby 350 euro — wyłuszcza nadsekwańskie kalkulacje Hanna Kantor.

Oswoić Francuzów

Z jednej strony prezydent Chirac każe Polakom siedzieć cicho, z drugiej polski hydraulik podbija serca Francuzek. Najpierw nad Sekwaną i Loarą była histeria na myśl o naszej taniej sile roboczej, jednak już w grudniu 2005 r. razem walczyliśmy w Brukseli o korzystny dla rolniczych krajów unijny budżet. I tak w kółko. Z Francuzami raz na wozie, raz pod wozem.

— Trzeba się z tym liczyć. Francuzi faworyzują własne firmy, towar chcą natychmiast, z zapłatą się ociągają. Są nieufni, szorstcy. Polskie firmy, by zaistnieć, muszą się ustawicznie pokazywać i próbować, bo z Francuzami tylko początki są trudne. Jak nabiorą zaufania, są naprawdę lojalnymi partnerami — mówi Hanna Kantor z Biura Obsługi Biznesu Port’Ouvert.

— Pierwszy kontakt można nawet przez internet nawiązać — dodaje Mariusz Hanczka.

Bielizna to tylko przykład. Najwięcej wysyłamy do Francji wyrobów przemysłu elektromaszynowego (udział w eksporcie w 2004 r. — 42,6 proc.), chemicznego (10,6 proc.), metalurgicznego (10,1 proc.). Po kilka procent wysyłamy wyrobów przemysłu lekkiego, drzewno-papierniczego i rolno-spożywczego. Rośnie eksport produktów przemysłu samochodowego i chemicznego, mebli oraz przemysłu elektrycznego.

Oddział

Łatwiej polska firma wzbudzi zaufanie po zorganizowaniu przyczółka nad Loarą. Najprostsza formuła to oddział.

— Może on podejmować wszelkie działania przedsiębiorstwa, ale nie posiada autonomii prawnej, choć zasady działalności, którym podlega, czyli rachunkowość i sprawozdawczość, świadczą o pewnej niezależności. W przypadku trudności finansowych zobowiązania oddziału przechodzą na spółkę macierzystą — tłumaczy Brice Engel z paryskiego oddziału kancelarii White & Case.

Oddział podlega prawu właściwemu dla spółki zagranicznej, ale musi stosować przepisy prawa pracy obowiązujące we Francji. Jako przedsiębiorstwo stałe w rozumieniu prawa podatkowego, płaci podatek od spółek oraz VAT.

We Francji można mieć też przedstawiciela handlowego. To pełnomocnik, który może negocjować i zawierać umowy sprzedaży, kupna, najmu, świadczenia usług w imieniu i na rzecz producentów czy przedsiębiorców. Przedstawiciel handlowy może być osobą fizyczną albo prawną, która zarejestrowała swą działalność w odpowiednich rejestrach.

Filia i joint venture

Kolejną formą zaistnienia na francuskim rynku może być filia (spółka filialna).

— Filia jest nową spółką prawa francuskiego, mającą osobowość prawną. Jest ona autonomiczna w stosunku do spółki matki. Może podejmować działania prawne i posiadać odrębny majątek. Podlega wszystkim przepisom prawa francuskiego — prawo spółek, prawo pracy, rachunkowość itd. — wyjaśnia Frédéric Bernard, kolejny prawnik z francuskiej White & Case.

Oczywiście filia musi płacić takie same podatki i opłaty jak każda inna spółka prawa francuskiego.

Jakie korzyści dla inwestorów może nieść ze sobą wybór spółki filialnej? Między innymi jest to rozdzielenie aktywów filii i spółki matki, co pozwala uniknąć nieograniczonej odpowiedzialności za zobowiązania we Francji. Z drugiej strony, nie jest jednak możliwe bilansowanie zysków i strat spółki matki i filii.

Ciekawym rozwiązaniem dla polskiego inwestora może być także objęcie udziału w spółce prawa francuskiego, oraz joint venture, czyli wspólne działanie z lokalnym przedsiębiorstwem prywatnym lub podmiotem publicznym. Niestety, jest kilka formalności w przypadku wprowadzenia na francuski rynek inwestora zagranicznego tą drogą. Na przykład obowiązkowe jest składanie deklaracji, w przedsiębiorstwach kredytowych, dotyczących operacji, w wyniku których zagraniczny inwestor nierezydent nabywa co najmniej 10 proc. kapitału lub praw głosu w spółce rezydencie.

Jaka filia i joint venture?

Najczęściej zakładane są we Francji spółki kapitałowe.

— Przede wszystkim pozwalają one ograniczyć ryzyko finansowe do wysokości aportów — tłumaczy Frédéric Bernard.

Są to: spółka z ograniczoną odpowiedzialnością (SARL), spółka akcyjna w formie klasycznej, spółka akcyjna o uproszczonej strukturze (SAS) oraz spółka komandytowo-akcyjna.

Atutem pierwszej — jak zapewniają prawnicy z White & Case — jest prostota w tworzeniu i działaniu. W popularnej we Francji spółce z o.o. kapitał minimalny jest ograniczony do dowolnej kwoty określonej w statucie, może to być nawet jedno euro. Uwaga: możliwe są aporty w naturze — oznacza to, że wspólnik może oddać do dyspozycji spółki jedynie swoją działalność, swą pracę i wiedzę zawodową.

Interesujące dla filii mogą być również inne — niekapitałowe —formy działalności. Chodzi tu głównie o spółki jawne (SNC), spółki cywilne i tzw. ugrupowania interesów ekonomicznych (GIE).

— Zakładają większą odpowiedzialność, ale atrakcyjny jest brak wymogów co do minimalnego kapitału i znaczna elastyczność w działaniu oraz jawność podatkowa tych form — wyjaśnia Brice Engel.

No i jest jeszcze unijna spółka europejska, o której pisaliśmy na łamach „PB” wiele razy.