Badania nie kłamią. Droga do wysokiego statusu materialnego wiedzie poprzez dobre studia.
ajwcześniej pierwszą pracę na Starym Kontynencie podejmują Irlandczycy, Duńczycy i Holendrzy — pokazują analizy Eurostatu. Z wynikiem 22 wiosen Polacy ulokowali się niemal na końcu stawki. Średnia dla całej Unii jest o dwa lata niższa.
Czym wytłumaczyć tę "opieszałość" naszej młodzieży?
— Chęcią zdobycia solidnego wykształcenia, bo ono jest przepustką do lepszego życia, przynajmniej w sensie materialnym — odpowiada prof. Janusz Czapiński, psycholog społeczny.
Pragmatyczny jak Polak
Uczony nie ma wątpliwości: boom edukacyjny, który zaczął się krótko po transformacji ustrojowej, nie wynika z chęci przedłużenia młodości. Powodem jest dostrzeżenie zależności, jaka występuje między nauką a wysokością zarobków. Zdaniem profesora studia traktujemy bardzo pragmatycznie. Jako inwestycję, która powinna się zwrócić. W możliwie najkrótszym czasie.
A stopę zwrotu z inwestycji, jaką są kolejne szkoły i fakultety, dość łatwo policzyć. Najpierw od różnicy między poborami osoby kończącej dany szczebel edukacji i jej rówieśnika tej samej płci, który zakończył naukę na szczeblu o jeden niższym, trzeba odjąć koszt dalszego kształcenia (czesne i utracone w czasie nauki zarobki) rozłożony na cały okres aktywności zawodowej. Następnie należy podzielić wynik tego bilansu przez wysokość zarobków gorzej wykształconego. Wreszcie ten iloraz mnożymy przez 100, aby wyrazić go w procentach przewagi zarobkowej netto lepiej wykształconego nad gorzej wykształconym.
Zwrot z inwestycji
Takie wyliczenie prof. Czapiński przeprowadził na podstawie danych ze swojej przekrojowej analizy "Diagnoza społeczna 2009" — poprzez porównanie wynagrodzeń osób z tytułem doktora do pensji magistrów oraz zestawienie płac absolwentów szkół wyższych i uposażeń ludzi, którzy mogą się wykazać jedynie maturą.
Okazało się, że stopa zwrotu dla dyplomu licencjata wynosi obecnie 19 proc. Dla magisterki — 57 proc., a dla doktoratu — aż 76 proc. Przy czym pracownicy sektora publicznego czerpią z wyższego wykształcenia mniejsze korzyści niż ci, którzy zdecydowali się na sektor prywatny. Zaś największymi dochodami cieszą się przedsiębiorcy (zwłaszcza kobiety), którzy zainwestowali w wykształcenie na poziomie magisterium lub licencjatu.
Ale tytuł naukowy czy sektor rynku pracy, który wybraliśmy, to nie wszystko. O wynagrodzeniu decyduje też kierunek studiów. Największe zarobki zapewnia medycyna. W następnej kolejności — prawo i nauki ścisłe. Nie powinni żałować także ci, którzy ukończyli szkoły biznesowe.
— Wprawdzie absolwenci ekonomii, marketingu, zarządzania i finansów nie mogą już liczyć na takie profity, jakie były ich udziałem na początku lat 90., ale nadal stanowią zawodową i finansową elitę ze stopą zwrotu na poziomie 70 proc. — podkreśla Janusz Czapiński.
Artysta klepie biedę
Co jeszcze warto studiować? Pewne wskazówki daje lista tzw. zawodów przyszłości, opracowana przez Międzyresortowy Zespół Prognozowania Popytu na Pracę. Wynika z niej, że w nadal dobrze opłacani będą specjaliści związani z informatyką: operator DTP, programista, projektant stron internetowych, analityk systemów komputerowych. O zarobki nie powinni się też martwić niektórzy absolwenci europeistyki: jeśli nie są matematycznymi antytalentami, mogą znaleźć zajęcie przy pozyskiwaniu funduszy unijnych. Biedy nie doświadczą również przyszli absolwenci AWF — fizjoterapeuci i specjaliści odnowy biologicznej. Bo w związku ze starzeniem się społeczeństwa zapotrzebowanie na ich usługi będzie rosło. Z podobnych powodów spokojnie mogą spać aktuariusze — eksperci z zakresu ubezpieczeń, którymi z reguły zostają finansiści i bankowcy.
Najmniej opłacalne są natomiast kierunki rolnicze, humanistyczne, społeczne i artystyczne — wynika z "Diagnozy społecznej". Z kolei według analiz firmy doradczej Sedlak Sedlak nie do pozazdroszczenia jest los osób legitymujących się dyplomem uczelni pedagogicznej. W zeszłym roku ich pensje były aż 1,9 razy niższe niż absolwentów studiów technicznych, takich jak elektronika czy informatyka. l
Mirosław Konkel
