Zbigniew Jakubas podtrzymuje zainteresowanie największym polskim kolporterem. Nie wykluczył ostatnio, że wraz ze swoimi firmami zależnymi ogłosi wezwanie na akcje Ruchu. Wstępnie nakreślił już nawet plany wobec spółki, podkreślając, że jej biznes wymaga „przemodelowania”. Co znany giełdowy inwestor może mieć na myśli?
Nie jest tajemnicą, że wśród cennych aktywów Ruchu znajdują się liczne
nieruchomości. Zlokalizowane praktycznie w każdym większym mieście w Polsce,
często w centrach. W sumie w księgach Ruchu grunty i położone na nich budynki
wyceniono na 200 mln zł, ale — po pierwsze — wielu z nich spółka nie może się
pozbyć, bo są potrzebne w normalnej działalności operacyjnej, a po drugie —
wartość rynkowa tych, które można zagospodarować, przy obecnych cenach jest
znacznie wyższa. W opublikowanym przed rokiem prospekcie emisyjnym spółki
szacowano je na 136,2 mln zł. To 10 proc. obecnej wartości rynkowej firmy.
Adaptacja nieruchomości wymagałaby jednak poniesienia nakładów inwestycyjnych,
które wówczas podliczono na 37,6 mln zł.
Jednym z najważniejszych sygnalizowanych projektów była budowa siedziby
spółki i zintegrowanego magazynu poza ścisłym centrum Warszawy. Obecnie firma
zajmuje na ten cel działkę o powierzchni 1,3 ha w okolicach stołecznego ronda
Daszyńskiego. W niedalekiej przyszłości znajdzie się tu stacja metra. W tej
okolicy deweloperzy stawiają apartamentowce, a biura budują lub wynajmują
majętne instytucje finansowe. Teren jest więc atrakcyjny. Dwa kroki od siedziby
Ruchu swoje zakłady ma Mennica, jedna z kilku spółek, w których karty rozdaje
Zbigniew Jakubas. Ta firma już zajęła się deweloperką. W Jabłonnie pod Warszawą
w kilku etapach wybudowano 19 bloków. Skala projektów w Ruchu jest potencjalnie
większa. Zwłaszcza jeśli Zbigniew Jakubas po ewentualnym przejęciu spółki
pójdzie znacznie dalej w działalności deweloperskiej, niż planował to obecny
zarząd. Ten skupiał się tylko na obiektach, które nie są wykorzystywane
operacyjnie, lub które mogą być zwolnione z prowadzenia dotychczasowej
działalności.
Pozytywny scenariusz dla drobnych akcjonariuszy Ruchu, który trafiłby pod
nowe skrzydła, to kontynuacja restrukturyzacji działalności w segmencie dóbr
szybko zbywalnych (tzw. FMCG), a także sprawne wykorzystanie potencjału
tkwiącego w nieruchomościach. Sprzedaż części aktywów pozwoliłaby na
sfinansowanie kluczowych projektów, przy których realizacji przydałaby się pomoc
doświadczonego partnera. A więc alians podobny do tego, jaki przy budowie
Miasteczka Wilanów zawarł Polnord z hiszpańską Fadesą.
Mniej ryzykowna, ale też mniej zyskowna byłaby prosta sprzedaż
nieruchomości, a następnie dystrybucja zysku do akcjonariuszy w formie dywidendy
lub skupu akcji własnych. Dwa najgorsze scenariusze to sprzedaż (wydzielenie)
nieruchomości poza grupę (np. do któregoś z podmiotów Jakubasa) po
nieatrakcyjnych cenach (mało prawdopodobne rozwiązanie, swoją siłę pokazałyby tu
związki zawodowe) lub pasywna postawa inwestora, którą drobni akcjonariusze
przerabiali przez pewien czas w spółkach, w których zaangażowany jest inwestor
(Optimus, Energopol). Takie marnotrawstwo trudno jednak sobie wyobrazić, biorąc
pod uwagę kapitał, jaki biznesmen już na starcie musiałby wyasygnować na
przejęcie kontroli nad Ruchem.