Jakubas: to zamach na gospodarkę

Adrian Boczkowski
opublikowano: 2009-02-05 06:51

Zbigniew Jakubas, znany biznesmen i inwestor, uważa, że szybkie przyjęcie euro ograniczy ryzyko kursowe. Apeluje o pomoc dla firm.

"PB": W jaki sposób wyliczył pan, że opcje walutowe to obecnie problem 50 mld zł?

Zbigniew Jakubas: Raport Komisji Nadzoru Finansowego (KNF) o stratach krajowych firm na derywatach z połowy grudnia opierał się na danych z listopada. Wtedy euro kosztowało 3,8-3,9 zł. Z moich rozmów z ofiarami opcji wynika, że cena wykonania wystawionych opcji kupna waluty wahała się od 3,5 do 3,7 zł za euro. Wówczas różnica między zobowiązaniem przedsiębiorców, a rzeczywistym kursem wynosiła 20 gr. Teraz jednak euro kosztuje 4,6- -4,7 zł, więc trzeba te 5-7 mld zł z raportu KNF pomnożyć przez pięć. Dlatego bezpośrednie straty firm szacuję na 25-30 mld zł. Pozostała kwota to pozornie nie spekulacyjne zabezpieczenie typu forward. Większość firm osiągających przychody w euro, straszona w ubiegłym roku rekomendacjami instytucji finansowych, że euro może spaść nawet poniżej 3,00 zł, sprzedawała przychody nawet przyszłych dwóch trzech lat w transakcjach forward po 3,20-3,30 zł. Dziś, gdy eksport znacząco spadł, by wywiązać się z kontraktów wobec banków, trzeba odkupić euro na rynku po 4,70 zł. To olbrzymie straty. Dodam, że już w grudniu prof. Stanisław Gomułka (były wiceminister finansów) szacował, że na toksycznych opcjach gospodarka polska może stracić nawet 100 mld zł.

Banki nie podały wszystkich transakcji w ankiecie KNF?

Banki także mogą być przerażone tym, co się dzieje. Nie przyznają, jaka jest skala problemu. Komisja powinna podać publicznie, jaka jest wartość otwartych opcji w euro w systemie bankowym i jakie są straty z rozliczonych już transakcji opcyjnych. W ten sposób każdy mógłby sobie łatwo przeliczać możliwe straty naszej gospodarki i systemu finansowego.

Czy na rynku złotego mamy do czynienia z atakiem spekulacyjnym?

Nie mam wątpliwości, że to wielka spekulacja. Dlatego apeluję do premiera Donalda Tuska, by publicznie zadeklarował pełną determinację rządu do jak najszybszego wejścia Polski do systemu ERM-2 i przyjęcia euro w obiecanym 2012 r. To jest teraz najważniejsze, bo mamy do czynienia z zamachem na polską gospodarkę. Polityków, którzy są przeciwni wejściu Polski do strefy euro, uważam za szkodników.

Czy krajowe przedsiębiorstwa wytrzymają ten atak?

Jeśli rząd nic nie zrobi, spodziewam się olbrzymiej fali bankructw. Sytuacja jest dramatyczna i wymaga natychmiastowych działań.

Co ma pan na myśli oprócz wysiłków w kierunku przyjęcia szybkiego euro?

Powinno dojść do spotkania z zarządami banków. Jeżeli system bankowy otrzyma jakąkolwiek pomoc rządu, to powinna objąć w pierwszej kolejności poszkodowanych przez banki. Banki uważane były za instytucje zaufania publicznego. W przypadku oferowania opcji mieliśmy do czynienia często z agitacją. Nie wykazywano klientom banków zagrożeń. Wydarzenia z opcjami skutecznie to zaufanie zachwiały.