Jan B. nie zraził się do biznesu

opublikowano: 27-07-2015, 22:00

Zdaniem prokuratury, szef BGM był bossem mafii paliwowej. Przedsiębiorca zaprzecza i znów handluje paliwami na wielką skalę. Legalnie

onad 10 lat temu media rozpisywały się o paliwowej ośmiornicy, tworzonej przez 2700 firm, przez którą skarb państwa w ciągu kilku lat stracił 10 mld zł. Jej mózgiem miał być Jan B., prezes szczecińskiej firmy BGM — największego prywatnego importera paliw. Jako „baron paliwowy” został oskarżony o oszustwa podatkowe na 280 mln zł, wypranie 200 mln zł brudnych pieniędzy i stworzenie zorganizowanej grupy przestępczej. Na dziś jeden z procesów Jana B. zakończył się prawomocnym oddaleniem oskarżeń, a w drugim, wciąż trwającym, były szef BGM zapewnia o swojej niewinności (więcej w tekście obok). Jednocześnie działa w biznesie paliwowym na podobną skalę jak za czasów BGM. I choć dzisiejsza mafia paliwowa ma się nawet lepiej niż kilkanaście lat temu, to wszyscy w branży są przekonani, że akurat B. działa w 100 proc. legalnie.

Zobacz także
Jan B.
PAP

Dwa razy po 10 mln zł

Oszuści wyłudzający miliardy złotych VAT i akcyzy w handlu paliwami to od kilku lat jeden z najważniejszych celów skarbówki i organów ścigania. W 2014 r., w ramach walki z nimi, weszło w życie prawo wprowadzające nowe koncesje — na obrót paliwami z zagranicą. Pomysł był prosty: by wyłudzić podatki, oszuści muszą sprowadzić paliwo z zagranicy, zróbmy więc koncesję importową, za którą trzeba będzie wyłożyć 10 mln zł kaucji (np. w postaci gwarancji bankowej). W ten sposób zmniejszymy liczbę podmiotów, na których kontroli będzie skupiać się skarbówka.

„Zwężanie szyjki butelki”, jak roboczo nazywał pomysł fiskus, zaskoczyło. Na liście podmiotów, które otrzymały koncesje OPZ i wpłaciły 10 mln zł zabezpieczenia majątkowego, figuruje tylko dwadzieścia podmiotów. Obok spółek z grup Orlenu, Lotosu, BP, Shella, Totalu czy Statoilu, „PB” znalazł na niej dwie mniej znane szczecińskie firmy. Większościowym udziałowcem pierwszej jest córka B., Anna, a większościowym udziałowcem drugiej — syn Jana B., Jan junior. Sam Jan B. w jednej jest natomiast członkiem zarządu, a w drugiej — prezesem. Faktycznie rządzi w obu.

Duży jak kiedyś

Do biznesu i branży paliwowej Jan B., z wykształcenia nawigator, wrócił już w 2004 r., od razu po wyjściu z aresztu, w którym spędził ponad półtora roku. Nie szukał jednak rozgłosu. Przez lata pozostawał w cieniu, oficjalnie pełniąc w jednej z firm jedynie funkcję konsultanta(do drugiej wszedł dopiero w 2012 r.). Obie spółki B. importują paliwo statkami, głównie z tzw. ARA, czyli zespołu portów Amsterdamu, Rotterdamu i Antwerpii, ale też Łotwy czy Estonii. Sprzedają je w Polsce: zarówno na statki, jak i ląd.

Dysponują przy tym własną bazą paliw, zlokalizowaną w pobliżu biur wynajmowanych od szczecińskiego portu. Skala dzisiejszej działalności Jana B. robi wrażenie. W 2013 r. (ostatnie dane dostępne w aktach rejestrowych) przychody pierwszej firmy wyniosły 727,8 mln zł, a drugiej — 245,7 mln zł.

Czysty zysk sięgnął odpowiednio: 6 mln zł i 321 tys. zł. 2013 r. nie był rekordowy. Dwa lata wcześniej większa z firm wykazała 1,05 mld zł przychodów, a w 2012 r. łączna sprzedaż obu spółek kontrolowanych przez dzieci Jana B. sięgnęła 1,2 mld zł. Co ciekawe, przychody BGM, czyli spółki, którą Jan B. zarządzał kilkanaścielat temu (dziś jest jej likwidatorem), były porównywalne. W 2000 r. wyniosły 1,16 mld zł, a w 2001 r., tuż przed wybuchem tzw. afery paliwowej, 840 mln zł.

Wino z gęsiną

Z informacji „PB” wynika, że spadek przychodów obu spółek w ostatnim czasie Jan B. kładzie na karb rozrostu szarej strefy. Działalność podatkowych oszustów sprawia, że importuje o 5 mln litrów miesięcznie paliwa mniej niż wcześniej — narzeka w rozmowach z kontrahentami. Firmy, kontrolowane przez dzieci B. przed nieuczciwą konkurencją ratują się tak, że sprzedają towar nie tylko hurtownikom, ale też odbiorcom końcowym, takim jak firmy transportowe, piekarnie czy rolnicy. O tym, że dzisiejsze interesy Jana B. są w pełni czyste, przekonani są wszyscy rozmówcy „PB” — przedstawiciele koncernów paliwowych (zagranicznych i polskich), konkurencyjni importerzy i hurtownicy.

Ci, którzy z nim współpracują, i ci, którzy tylko o nim słyszeli. A biznesy Jana B. to nie tylko paliwa. Jest jeszcze prezesem dwóch innych spółek. Pierwsza importuje wina i sprzedaje je w kraju, głównie sieciom handlowym. Druga ma ponad 110 ha ziemi w dwóch wsiach województwa zachodniopomorskiego i zajmuje się hodowlą gęsi, głównie na potrzeby pobliskiego rynku niemieckiego.

O skali działania obu firm nie można wiele powiedzieć, bo od kilku lat nie składają w KRS sprawozdań finansowych. Wszystkie spółki Jana B. dają pracę prawie 150 osobom. © Ⓟ

Zrażony do mediów

Jan B. nie był zadowolony, gdy dowiedział się, że „PB” chce pisać o jego interesach. Dał się jednak przekonać do spotkania i kilkugodzinnej rozmowy. W jej trakcie odnosił się do swojego procesu i obecnej działalności, a także rysował schematy ilustrujące, na czym mogą dziś polegać oszustwa paliwowe, i przedstawiał konkretne pomysły na walkę z nimi. Zgodnie z umową przesłaliśmy mu wypowiedzi do autoryzacji, jednak odmówił jej udzielenia. Przysłał e-mail, w którym napisał: „po przemyśleniach, biorąc pod uwagę moją sytuację, nie wyrażam zgody na publikowanie artykułu o mnie (…) Publikacja ta zaszkodzi uczciwie działającym firmom oraz pracującym w nich ludziom”.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Dawid Tokarz

Polecane