Japończycy dolali oliwy do ognia. Czas na Fed

Roman Przasnyski
opublikowano: 06-10-2010, 00:00

Początkowo wczorajszy handel na europejskich parkietach toczył się niemrawo. Nieco ożywienia wniosła informacja o większym, niż się spodziewano, wzroście wskaźnika aktywności w europejskich usługach, stonowana wkrótce przez rozczarowujący spadek sprzedaży detalicznej. Europejczycy samodzielnie nie byli skłonni mocniej zareagować na decyzję japońskiego banku centralnego o obniżeniu stóp procentowych i zapowiedzi wstrzyknięcia w tamtejszą gospodarkę kolejnych 60 mld dolarów. Ta decyzja rozpaliła jednak wyobraźnię budzących się inwestorów amerykańskich. Stało się dla nich niemal pewne, że wkrótce Fed postąpi podobnie. Stóp procentowych obniżyć już wprawdzie nie może, ale dolarów na wspomaganie inflacji mu nie zabraknie.

Wczorajsza sesja na warszawskim parkiecie zaczęła się od niewielkiego spadku indeksów, korygujących ich poniedziałkową siłę i reagujących w ten sposób na kiepskie zakończenie przedwczorajszego handlu na Wall Street. WIG20 tracił na otwarciu prawie 0,6 proc., a WIG zniżkował o niemal 0,4 proc. Na niewielkim plusie był jedynie wskaźnik najmniejszych spółek. Jeszcze w trakcie pierwszej godziny notowań WIG20 zdobył się na zryw, w wyniku którego poprawił swój przedwczorajszy rekord i zbliżył się do 2640 punktów. Później jednak znów opadł z sił i przebywał przez większą część dnia nieznacznie pod kreską. Rano akcje Pekao zniżkowały o niemal 1,5 proc. Po około 1 proc. spadały też papiery PKO i PZU. Wczoraj rolę pozytywnego bohatera przejęły walory KGHM. Po niewielkim porannym spadku, w południe zyskiwały 1,8 proc., a później zwiększyły skalę zwyżki do 4 proc. Wczesnym popołudniem wystrzał kontraktów na amerykańskie indeksy nadał nowej dynamiki naszemu rynkowi. Indeks największych spółek dotarł do 2670 punktów, z marudera europejskich parkietów awansując do grona jego liderów. Ostatecznie zyskał 1,26 proc. Obroty wyniosły nieco ponad 1,8 mld zł.

Wczoraj mocni, dziś kapryśni — tak można określić stan nastrojów inwestorów operujących na warszawskim parkiecie w ostatnich dniach. We wtorek początkowo nie mieli już chęci podążać za liderami z Aten i Istambułu, ale przez większą część dnia towarzyszyli europejskim maruderom, wywodzącym się z naszego regionu. Indeksy spadały do spółki z Budapesztem, Rygą, Tallinem, Sofią i Pragą. Zagraniczny kapitał wrzucił nas na chwilę do innego "worka". Po południu zreflektował się jednak i wskaźniki wystrzeliły w górę, notując nowe rekordy trwającej od lutego ubiegłego roku tendencji wzrostowej. Widać więc znów, jak bardzo zależni jesteśmy od Wall Street i jak Wall Street zależna jest od nadziei związanych z dodrukiem pieniędzy przez Fed. Nadzieje te zostały wzmocnione przez Bank of Japan. Wszyscy liczą, że amerykański bank centralny podąży tym śladem.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Roman Przasnyski

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy