Jarosław Gowin okiem krawca

  • Jerzy Turbasa
27-12-2012, 08:00

Jarosław Gowin, minister sprawiedliwości, jest kontynuatorem krakowskiego stylu noszenia się: koktajlu konserwatyzmu i programowej niedbałości, mającej uwypuklić rolę intelektu i osobowości.

Szara codzienność uzmysławia nam, że nie tylko pieniądze, ale i słowa lubią się dewaluować, a pi-ar osiąga wartości zbliżone do sacrum. Przydrożne banery informują nas: „produkcja pomników”. Przy taśmie produkcyjnej nie stoją, jak moglibyśmy pomyśleć, absolwenci ASP, gdyż te pomniki to… cmentarne nagrobki. Istnieją też „salony odzieży”. Salony, w których nabywamy odzież jak ziemniaki na kilogramy, by się elegancko w nią odziać. Masz… salony!

Jarosław Gowin ubiera się minimalistycznie, na ogół zakłada stonowane krawaty. Żadnych dodatkowych ozdób, na rękach jedynie niezbędniki - zegarek i obrączka (FOT. M. Wiśniewski)
Zobacz więcej

Jarosław Gowin ubiera się minimalistycznie, na ogół zakłada stonowane krawaty. Żadnych dodatkowych ozdób, na rękach jedynie niezbędniki - zegarek i obrączka (FOT. M. Wiśniewski)

I w takim pejzażu pojawia się człowiek jakby z innej bajki. Uważa, że „prawdziwy mężczyzna to wrażliwy wojownik, średniowieczny rycerz, którego życie wypełnia walka o ideały, służba Bogu, królowi i biednym (…), który jest twardy jak skała”. Nie pije alkoholu, nigdy nie zapalił papierosa i w dodatku zostaje senatorem, następnie posłem i… ministrem sprawiedliwości.

Niewątpliwie przystojny

Jarosław Gowin urodził się i wychował w Jaśle w rodzinie żołnierza WiN-u, więzionego w czasach stalinizmu. W domu zapewne oddychało się antykomunizmem i wartościami bliższymi konserwatyzmowi oraz kościołowi. Idealista, ale racjonalny — bez narażenia kariery.

Owładnięty wirusem polityki, w której osobność, wyniosłość i szczera twarz nie przysparzają mu politycznych przyjaciół, w przeciwieństwie do wyborców. Jest niewątpliwie przystojny, obdarzony uważnym i badawczym spojrzeniem pełnych dystansu niebieskich oczu. Oprawa gęstych brwi zdradza ogromną determinację i konsekwencję, a usta — raczej samotnika.

Z Krakowem związany od czasów studiów na Uniwersytecie Jagiellońskim. NZS, historia filozofii, następnie stypendium w Cambridge, współpraca z „Tygodnikiem Powszechnym”, Znakiem, wreszcie — Wyższą Szkołą Europejską im J. Tischnera, gdzie został rektorem. Jest wśród luminarzy nauki kontynuatorem krakowskiego stylu noszenia się, w którym dominował koktajl konserwatyzmu i programowej niedbałości, mającej uwypuklić rolę intelektu i osobowości.

Twarzowa kolorystyka

W przypadku Jarosława Gowina pod niezbyt idealnie skrojonym garniturem (miało być więcej o kroju garnituru, ale pomilczę i wybiorę złoto zamiast srebra) zauważymy cieniutki bezrękawnik w angielskim stylu, a pod nim niekiedy (szkoda, że nie zawsze) miękki kołnierzyk koszuli. To najwyższa szkoła ubierania się, wprowadzona na salony przez Edwarda VIII, tego samego, który „z powodu Amerykanki” zmuszony był abdykować.

Pan minister (jako były bramkarz) obdarzony jest znakomitym wzrostem. Krawcy niezwykle kochają takie 185 cm u swoich klientów, gdyż słuszna postura niejedno potrafi wybaczyć. Ba, na niej wszystko się znakomicie prezentuje. Jarosław Gowin zakłada garnitury jednorzędowe w odcieniach koloru popielatego. To dla niego najbardziej twarzowa kolorystyka.

Sugeruje ją zaczesana w przedziałek do tyłu czupryna, której przyprószenie siwizną dodaje swoistego uroku. Do perfekcji stylu brakuje mi zakładek, niezbędnych pod paskiem klasycznych spodni, i bardziej rasowych butów. No, ale to zapewne ów syndrom intelektualnej niefrasobliwości w stosunku do „mało znaczących rzeczy”.

Ubiera się minimalistycznie, co bywa podstawą prawdziwej elegancji. Zatem na ogół stonowane krawaty, choć zdarza się i taki weselszy. Może dlatego, że jak opowiadają posłowie, przy zakupie garnituru otrzymują w pakiecie krawat gratis. Oczywiście dobrany przez „znakomicie zorientowanych” sprzedawców.

Bez ozdobników

Żadnych dodatkowych ozdób, na rękach jedynie niezbędniki — zegarek i obrączka na palcu ujawniająca, że jest żonaty, a jako „prawicowy mastodont” (sam się tak określił) ma trójkę dzieci. I jest już dziadkiem! A ma dopiero 51 lat i może właśnie dlatego chce mu się chodzić jak ta kotka po rozgrzanym blaszanym dachu, próbując zreorganizować skostniałe sądownictwo albo wprowadzić deregulację zawodów. Czy mu się uda? W końcu jego hasło wyborcze brzmiało — „GoWin”.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jerzy Turbasa

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Po godzinach / Jarosław Gowin okiem krawca