Od przyszłego roku Ministerstwo Finansów (MF) zamierza znieść tajemnicę skarbową 4,5 tys. największych firm (o najwyższych przychodach) i upubliczniać w internecie ich dane finansowe, mające wpływ na wysokość podatków dochodowych. Każdy będzie mógł w jednym miejscu znaleźć informacje o przychodach, kosztach, stratach, zyskach i podatkach płaconych przez gigantów biznesu. W uzasadnieniu projektu resort argumentuje, że taka jawność umożliwi „społeczną kontrolę”, co zniechęci wiele przedsiębiorstw do optymalizacji podatkowej, czyli dążenia do uiszczania możliwie niskich danin. Pomysł nie budzi entuzjazmu ekspertów.

— Są duże firmy które przez lata wykazują straty lub bardzo małe dochody. Dotychczas opłacało się optymalizować podatki. Rozumiem motywację MF, dla którego priorytetem jest uszczelnianie systemu podatkowego, ale pomysł jest bardzo kontrowersyjny. Do jednego worka zostaną wrzucone firmy z rozmaitych branż, których nie da się rzetelnie porównywać.Te, które będą wykazywały bardzo wysokie koszty, wynikające np. z inwestycji, a więc niższe dochody i podatki, mogą być stygmatyzowane, chociaż zapłaciły mniej zgodnie z prawem — mówi Jerzy Martini z rady podatkowej Konfederacji Lewiatan.
Jego zdaniem, kontrolę podatków lepiej zostawić fiskusowi — chyba że inicjatywa ministerstwa jest… zawoalowanym przyznaniem, że skarbówka sobie nie radzi. — Jeśli służby skarbowe mają podejrzenia, mogą skontrolować poprawność rozliczeń podatkowych każdej firmy. Przedsiębiorcy, zwłaszcza najwięksi, wiedzą, że są pod lupą fiskusa. Publikowanie ich danych podatkowych nie zwiększy wpływów do budżetu. Pomysł postrzegam w kategoriach PR-u, który może jednak okazać się szkodliwy — i dla przedsiębiorców, i dla resortu — mówi Jerzy Martini.
PR-owe skojarzenia ma też Andrzej Malinowski, prezydent Pracodawców RP. — To zagrywka czysto populistyczna, która ma niewiele wspólnego z ekonomią. Może doprowadzić do podważania rzetelności rozliczeń podatkowych przedsiębiorstw, a więc zaufania do nich, mimo że rozliczają się uczciwie. Gdy informacje trafią w ręce nieprofesjonalistów, różnej maści komentatorów nieznających się na prawie podatkowym, może dojść do kreowania sztucznych afer, na czym ucierpi wizerunekprzedsiębiorców — ostrzega Andrzej Malinowski. Pomysł MF krytykuje też Maciej Grelowski, przewodniczący rady głównej BCC.
— Dane stanowiące tajemnicę skarbową to nie książka telefoniczna, łatwa w odbiorze i zrozumiała dla wszystkich. Nawet profesjonaliści nie byliby w stanie właściwie ocenić, czy dana firma odprowadza podatki w odpowiedniej wysokości. Pomysł ich publikowania może służyć wyłącznie celom propagandowym i dawać pożywkę do spekulacji i pomówień, nie poprawi natomiast wpływów do budżetu — mówi Maciej Grelowski. Prof. Witold Modzelewski, były wiceminister finansów, dostrzega jednak pozytywy w pomyśle MF.
— Obecnie to, ile kto płaci podatków, ma znaczenie. Rzetelność podatkowa zaczyna być cnotą. Nie można wykluczyć, że publikowanie danych, stanowiących obecnie tajemnicę skarbową, zwiększy wpływy do budżetu, choć trudno tę hipotezę zweryfikować. Niektórzy twierdzą, że wielkie firmy nie płacą podatków albo płacą minimalne. Dzięki publikacji danych wszyscy zobaczą, jak jest naprawdę, co może obalić mity i być korzystne dla niektórych firm. Publikacja danych wielkich firm będzie też korzystna dla ich mniejszych konkurentów, którzy dowiemy się, czy i w jaki sposób wielcy wykorzystują swoją przewagę — mówi prof. Witold Modzelewski.